Życie jest za krótkie, by spać w kiepskich hotelach… cz.2

Dzisiaj chcielibyśmy podzielić się z Wami drugą częścią wpisu o naszych ulubionych hotelach na świecie. Opiszemy Wam szczegółowo dwa obiekty, a także podzielimy się listą innych, które polecamy.

  • DoubleTree by Hilton Hotel Kuala Lumpur

Lokalizacja: Kuala Lumpur, Indonezja, centrum miasta, nad centrum handlowym
Liczba spędzonych nocy: 2
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniami w wysokiej klasy pokoju z dostępem Executive Lounge (upgrade oraz śniadanie dzięki wysokiemu statusowi w programie sieci) oraz dostęp do basenu
Rodzaj rezerwacji: pobyt za punkty Hilton Honors
Termin pobytu: wrzesień 2018
Cena za noc: 10000 punktów za dobę za dwie osoby (co przy zakupie punktów w promocji daje 50$ za noc)
Cena za noc na rok 2020: 380 zł („zwykły” pokój dwuosobowy ze śniadaniem – bez dostępu do Executive Lounge – cena z Booking.com)

Panorama z saloniku Executive Lounge w DoubleTree by Hilton Kuala Lumpur

Jest to biznesowy 5* obiekt położony niedaleko centrum Kuala Lumpur, w bliskiej odległości słynnych Petronas Twin Tower. Hotel zlokalizowany jest w wysokim, 23 piętrowym wieżowcu, ma w sumie 538 pokoi. Na dolnych piętrach znajduje się duże centrum handlowe, przez które wchodzi się do recepcji. To dodatkowy plus, ponieważ podczas naszego pobytu wielokrotnie padało, zatem galeria była ciekawym miejscem dla „zabicia czasu”. Recepcja hotelowa jest zlokalizowana na drugim piętrze. DoubleTree w Kuala Lumpur to jeden z większych hoteli, w jakich spaliśmy na świecie (o ile nie największy). Świadczy o tym choćby długość blatu recepcyjnego – na meldowanie bądź wymeldowanie gości czeka kilka recepcjonistek. Dla gości należących do programu lojalnościowego sieci Hilton czeka osobne stanowisko recepcyjne. My zabookowaliśmy na stronie hilton.com pokój standardowy płacąc za niego 10 tys punktów. Zostaliśmy jednak zakwaterowani w pokoju wyższej kategorii, w którym czekał na nas prezent powitalny dla statusu Gold. Dodatkowo obsługa przygotowała nasz pokój z okazji naszego „miesiąca miodowego” – były oczywiście płatki róż i słodki poczęstunek 😀 Swoją drogą – często wykorzystujemy taki patent… nikt nie sprawdzi przecież aktu Waszego ślubu, a często możecie być mile zaskoczonym np. butelką wina czy podwyższeniem statusu pokoju ;D

Pokój w DoubleTree by Hilton Kuala Lumpur

Hotel, w zasadzie jak większość obiektów tej sieci, jest typowo biznesowy, zatem jego wnętrze jest raczej klasyczne. Wyposażenie pokoju obejmuje zestaw do parzenia kawy i herbaty, żelazo i deskę do prasowania, suszarkę, zestaw kosmetyków oraz ręczników, szlafrok oraz kapcie. Pokój podzielony jest na część wypoczynkową oraz miejsce do pracy. Goście mogą skorzystać z otwartego basenu, siłowni oraz zrelaksować się w SPA. W hotelu funkcjonuje restauracja śniadaniowa, bar z muzyką na żywo oraz restauracja, w której można zjeść wykwintną kolację czy szybki obiad. Problemem w tym hotelu były jedynie windy. Mimo, że były bardzo szybkie, niestety czasami trzeba było ustawiać się do nich w kolejce… W DoubleeTree mamy możliwość skorzystania z saloniku biznesowego. Znajduje się on na 23 piętrze wieżowca. Zajmuje całe piętro, przez co rozpościerają się z niego niesamowite widoki. Co więcej, można tam wypić drinka na tarasie widokowym. Uwierzcie, że samo przebywanie w otwartej przestrzeni na takiej wysokości robi wrażenie. Ponadto widok na wieże Petronas…. Świetna sprawa.

Salonik w DoubleTree by Hilton Kuala Lumpur

Standardowo, w saloniku jest serwowane śniadanie, zimne napoje i przekąski (przez cały dzień), a wieczorem można skorzystać z kolacji z gorącymi napojami i alkoholem. Menu jest bardzo bogate, zarówno na śniadanie (czy w restauracji czy w executive lounge) jak i podczas kolacji. W trakcie happy-hours mamy możliwość napicia się piwa lub wina, natomiast mocniejsze drinki przygotowywane są przez bardzo serdeczną obsługę. Generalnie obsługa na każdym szczeblu charakteryzowała się otwartością, wysoką kulturą osobistą oraz ogromną gościnnością. Każdy zgłaszany problem był rozwiązywany natychmiast.

Warto zwrócić szczególną uwagę na śniadania w głównej restauracji. Było ono bowiem podzielone na kilka stref z różnymi kuchniami świata. Pięciu kucharzy przygotowywało pokazy live-cookingu – dzięki czemu nie dość, że mogliśmy przyjrzeć się procesowi przygotowywania dania, to jeszcze mieliśmy pewność, że wszystko jest świeże i dopracowane przez samego mistrza. W Malezji bardzo popularne jest teh-tarik. Jest to napój herbaciany przygotowany z mocnego naparu herbacianego oraz skondensowanego mleka. Przygotowanie polega na wielokrotnym przelewaniu płynu z naczynia do naczynia. Może być serwowany na gorąco, ale my polecamy Wam wersję zimną- jest rewelacyjna! Napój ten był przygotowywany na śniadaniu każdego dnia.
Oprócz podziału na strefy żywieniowe, sala miała także wyodrębnione miejsce do spożywania posiłków przez gości należących do klubu Hilton Honnors. Wszystko ze względu na bardzo dużą liczbę gości. To miłe, że niektóre hotele dbają o klubowiczów także poza kwestiami z góry narzuconymi przez sieć.

Hotel według nas zasługuje na miejsce w naszej „topowej” liście, ale wówczas, jeśli posiadasz wysoki status w programie lojalnościowym i masz dostęp do saloniku biznesowego. Hotel DoubleTree by Hilton Kuala Lumpur charakteryzuje się świetną jakością względem ceny, jest bardzo dobrze położony oraz zapewnia wspaniałe doznania kulinarne. Obsługa również jest na bardzo wysokim poziomie (szczególnie w Executive Lounge).

Komfort: 4/5
Hotel jest ogromny, przez co należy się liczyć z dużą liczbą gości. Generuje to tłok przy windach, w restauracjach czy siłowni. Jest to hotel miejski, w którym trudno jest wypocząć.
Obsługa: 5/5
Stosunek jakości do ceny: 5/5
Wyżywienie: 5!/5

  • Hotel Fontanella Borghese

Lokalizacja: w samym sercu Rzymu, Włochy
Liczba spędzonych nocy: 3
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniami
Rodzaj rezerwacji: rezerwacja na portalu Booking. com
Termin pobytu: luty 2020
Cena za noc: 61Euro za pokój

Budynek hotelu Fontanella Borghese

Hotel Fontanella to miejsce o typowo włoskim klimacie, które znajduje się w samym centrum Rzymu, między słynną Fontanną Di Trevi, a schodami Hiszpańskimi. Od wszelkich atrakcji dzielił nas zaledwie kilkuminutowy spacer. Hotel mieści się w historycznym budynku pochodzącym z XVI wieku, który wówczas był siedzibą książąt Borghese. Już widząc prowadzące na dziedziniec wielkie, rzeźbione drzwi jesteśmy przekonani, że to miejsce będzie wyjątkowe. I czujemy to na każdym kroku, ponieważ wszędzie jesteśmy otoczeni sztuką – czy to architektoniczną, rzeźbami, obrazami… Zmysły pobudza także wszędobylski zapach kawy.

Dziedziniec budynku hotelu Fontanella Borghese

W recepcji przywita Was obsługa świetnie znająca język angielski, co wcale nie jest we Włoszech standardem. Opowiedzą Wam o szczegółach pobytu, o atrakcjach, które (i kiedy) warto odwiedzić, czy wskażą gdzie wypić najlepsze wino. O cokolwiek zapytacie czy poprosicie – będą do Waszej dyspozycji. Po lewej stronie recepcji znajduje się miejsce, w którym w spokoju będziecie mogli przeczytać książkę, czy zrelaksować się w otoczeniu artystycznych bibelotów. Wnętrza pokoju urządzone są w tamtejszym stylu, może nieco zimnym, chwilami zbyt pompatycznym, nieco staroświeckim. Ale jak inaczej mogłoby być we wnętrzach z taką historią? W pokoju nie mamy zbyt wielu udogodnień. Oczywiście jest minibarek, telewizor (taki z „pudłem” <3), w łazience mamy do dyspozycji zestaw ręczników oraz kosmetyki. Każdego poranka czeka na Was śniadanie składające się z chleba tostowego, szynki, sera, warzyw, płatków śniadaniowych, ciasta i oczywiście croissantów. Możecie napić się wody, soku, bądź najlepszej w Waszym życiu kawy! Ta kawa to absolutny hit tego miejsca. Parzona na życzenie, ze świetnie spienionym mlekiem… To pobudzało nas na cały dzień. A sam Rzym… dodatkowo sprawił, że zakochaliśmy się w tym hotelu oraz tym zakątku na ziemi. Dodatkowym atutem jest niezwykle barwna właścicielka, która zaczepiała gości podczas śniadania wypytując o szczegóły pobytu, czy plany na dzień. Cały czas podkreślała swoją dyspozycyjność i chęć pomocy. To potwierdza regułę, że to ludzie tworzą miejsce, że czasami jedna osoba potrafi sprawić, że pobyt pozostanie nam na długo w pamięci. Niestety, w hotelu tym nie ma żadnych stref służących rekreacji. Jest to uroczy, kilkupokojowy obiekt, do którego trafisz maleńką windą. Ale trafić tam napewno warto!

Śniadanie w hotelu Fontanella Borghese

Komfort: 4/5
Być może nie mamy tu wielu udogodnień, wyposażenie jest nadszarpnięte zębem czasu, ale w zasadzie jest wszystko, czego potrzeba Wam podczas pobytu w Rzymie. Plus za czystość.
Obsługa: 5/5
Stosunek jakości do ceny: 5/5
Przez zarezerwowanie pobytu niespełna 10 miesięcy wcześniej cena była bardzo atrakcyjna. W sezonie ceny szybują w górę!
Wyżywienie: 4/5
Ale kawa na 6+!!

  • PA Beach Club & Hotel by GuruHotel

Lokalizacja: w samym sercu Riviera Maya na wybrzeżu karaibskim, Puerto Aventuras, Meksyk
Liczba spędzonych nocy: 2
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniami
Rodzaj rezerwacji: rezerwacja na portalu Booking. com
Termin pobytu: październik 2017
Cena za noc: ok 400 zł za noc
Cena za noc w roku 2020: około 700 zł… (obecnie kursy walut wirują, stąd może tak wysoka cena)

Basen w Hotelu Omni Puerto Aventuras

Rezerwując hotel na wybrzeżu zależało nam na bliskości do morza oraz klimatyzacji. Naczytaliśmy się także o wspaniałych plażach w okolicach Puerto Aventuras, stąd postawiliśmy na ten region. Dobre opinie skusiły nas do wyboru luksusowego obiektu. Oczywiście, nie żałujemy tej decyzji. Poranki na hamaku, z widokiem na morze, kołyszące się palmy wśród śpiewu ptaków… Powiem Wam, że te widoki i emocje zostaną z nami już na zawsze. Hotel niestety był nastawiony na gości z innej części Europy i Amerykanów, stąd obsługa nie była jakoś niezwykle serdeczna. Traktowała nas z góry, jak traktuje się młodych ludzi odwiedzających 5* hotele w miejscach nastawionych na „typowego Anglika z grubym portfelem”. Za to jedyny minus. Hotel znajdował się na zamkniętym, strzeżonym terenie. Na szczęście mięliśmy wypożyczone auto, ponieważ trudno byłoby tu trafić innym sposobem. Obszar, na którym znajduje się hotel składa się z kilku obiektów noclegowych, restauracji, sklepów, ale także oceanarium czy delfinarium oraz wielkiego pola golfowego i portu dla jachtów. Miejsce może zbyt luksusowe, jakby spojrzeć na to od strony wejścia do hotelu. Po przekroczeniu jednak jego progu, czując powiew morskiej bryzy, zapomina się o tętniącym życiem miasteczku a skupia na pięknie natury. Wbrew pozorom, hotel nie był bardzo obłożony. Otrzymaliśmy bardzo przestronny pokój z widokiem na morze.

Strefa odpoczynku na balkonie w hotelu Omni Puerto Aventuras

W pokoju była zarówno część do wypoczynku czy pracy, na środku stało także ogromne łóżko. Do dyspozycji były wszelkie udogodnienia –  bezpłatny zestaw świetnej jakości kosmetyków (w 100% naturalne, doskonałe mydła peelingujące, płyny do płukania ust, żele do i po goleniu – generalnie wszystko czego potrzeba), sejf, ręczniki, telewizor, telefon, żelazko, suszarka do włosów, szlafroki oraz kapcie frotte. Pokój dysponował ogromną łazienką z wanną oraz prysznicem. Z łazienki oraz sypialni można było przejść bezpośrednio na taras, na którym znajdowało się duże jacuzzi. Na balkonie można było się zrelaksować w hamaku bądź na wygodnej leżance. Pokój był bardzo czysty, wyposażenie dobrej jakości. Zrelaksować można się także w basenie przy samym morzu oraz przy basenie z pool barem. Do dyspozycji gości jest też spora siłownia. Nam jednak najbardziej przypadły do gustu spacery wzdłuż plaży oraz czytanie książek na leżakach przy plaży. Tyle potrzeba na wakacjach do szczęścia 😉

Pokój w hotelu Omni Puerto Aventuras

Bardzo mocnym punktem hotelu było śniadanie. Serwowane w restauracji z widokiem na morze. Do wyboru było kilka opcji. Każda zawierała zestaw owoców, świeże soki i kawę. Jedzenie było pyszne, pięknie podane, ze składników wysokiej jakości.

Niestety nasz pobyt w PA (dawniej hotelu Omni PA) trwał tylko dwa dni. Miejsce zapisze się w naszej pamięci jako oaza spokoju, powiew luksusu, którego wówczas nocując w hotelach doświadczaliśmy niezwykle rzadko. Wciąż miło wspominamy wieczory przy dźwiękach znad oceanu, kiedy to Nikodem popijał lokalne piwo w jacuzzi na naszym tarasie a ja przyglądałam się palmom, z których niekiedy zeskakiwały do nas makaki. Nieszczególnie za nimi przepadam, jednak te meksykańskie są dużo przyjemniejsze od azjatyckich. Warto czasami wydać troszkę więcej niż pozwala Wam sumienie, ale tylko czasami… 😀

Jeść śniadanie z takim widokiem… takie przyjemności pamięta się długo 🙂

Komfort: 5/5
Piękna lokalizacja, czystość i bogate wyposażenie. Jacuzzi na balkonie, serio?? 😀
Obsługa: 3.5/5
To niestety jedyny minus. Jednak meksykanie to dość specyficzny naród, może to też miało wpływ na postrzeganie młodych, białych 😉
Stosunek jakości do ceny: 4.5/5
Nikt się przecież nie obrazi, jeśli ceny będą niższe 😀
Wyżywienie: 5/5

To wszystkie hotele, w których czuliśmy się z wielu względów wyjątkowo, które zostawiły w nas ślad i spowodowały, że chcemy odwiedzić je jeszcze nie raz. Drodzy Dyrektorzy – zadanie wykonane!

Poza wymienionymi powyżej oraz w ostatnim poście miejscami, bywały także hotele, które zainspirowały nas czymś konkretnym.

Tak było np. z warszawskim Hiltonem – śniadanie, które tam zjedliśmy jest według nas NAJLEPSZYM śniadaniem hotelowym, na które trafiliśmy. Tego wyboru i jakości (zarówno jakości dań jak i obsługi kelnerskiej) nie da się opisać.

Śniadanie w warszawskim Hiltonie

Kolejnym wspaniałym hotelem był także warszawski DoubleTree – strefa SPA Level Up dla gości z wysokim statusem – genialny pomysł. Generalnie hotel świetny, jednak w pełni ocenimy go, kiedy w końcu skorzystamy z Saloniku Biznesowego.

Strefa Level UP w DoubleTree by Hilton Hotel & Conference Center w Warszawie

Biorąc pod uwagę dostępną dla każdego gościa strefę wellness warto wspomnieć o hotelu Evita w Tleniu. W sercu Borów Tucholskich, pośród lasów, znajduje się klimatyczny hotel z najlepszą strefą saun, w jakiej kiedykolwiek byliśmy oraz basenem z widokiem na las. Jest pięknie, klimatycznie, bardzo czysto – pełen relaks. To miejsce gorąco Wam polecamy, jednak przebywaliśmy tam z grupą, dlatego ciężko nam ocenić jakość wyżywienia i obsługi podczas pobytu indywidualnego. Z pewnością jednak odwiedzimy to miejsce ponownie i mamy nadzieję, że po tym pobycie będziemy mogli powiedzieć Wam o tym hotelu coś więcej.

Strefa Wellness w hotelu Evita w Tleniu

Piękne historyczne wnętrza i znakomitą lokalizację oferuje także miło wspominany przez nas hotel Hampton Inn & Suites Mexico City – Centro Historico. Swego czasu za nocleg w nim wydać trzeba było 10000 punktów Hilton Honors (co przy promocji na ich zakup wynosi 50$)

Korytarz w hotelu Hampton Inn & Suintes Mexico City – Centro Historico

Obecnie branża hotelarska przeżywa kryzys. Mamy nadzieję, że kiedy hotele ponownie otworzą się na swoich gości zasypiemy je rezerwacjami, a Wam opiszemy kolejne miejsca warte odwiedzenia.

Życie jest za krótkie, by spać w kiepskich hotelach… cz.1

Część 1.

Tytuł może wydawać się dość kontrowersyjny… jednak po przeczytaniu wszystkiego, co chcemy Wam przekazać z pewnością zgodzicie się z nami w tej kwestii, a w idealnych przypadkach będzie to Waszym nowym, życiowym mottem.

Ze względu na różnego rodzaju działalności, czy aktywności, które prowadzimy można powiedzieć, że 80% czasu w ogóle, spędzamy w hotelach… ponieważ oboje pracujemy w branży hotelarskiej. Gdyby jednak pominąć ten fakt, to około 20% noclegów w całym roku spędzamy w hotelach. daje to ok 60 noclegów rocznie…. już rozumiecie, dlaczego tak istotne są dla nas dobre warunki, w których nocujemy? Oczywiście, nie zapominamy o idei naszego bloga, czyli niskich cenach.

Obecnie, ze względu na pandemię, którą ogarnięty jest świat, branża turystyczna przechodzi ogromny kryzys. Wszystko zamiera, zamiera wszelki transport publiczny, stosowane nakazy obligują nas do siedzenia w domu… ale mamy nadzieję, że kiedy świat wróci do normalności to zaczniemy inaczej spoglądać na rzeczywistość. Zaczniemy spełniać nieco bardziej ochoczo swoje marzenia, pokonywać obawy… zaczniemy może ciut bardziej korzystać z życia i… podróżować. Czy na odległy kontynent, czy do sąsiedniego województwa. Być może zainspirują Was hotele, które spośród setek, w których nocowaliśmy wyróżniły się na tyle, że są naszą mocną piątką i wracamy do nich, jeśli tylko pojawia się okazja, a czasami nawet specjalnie taką okazję stwarzamy… 😀 Czy zatem miejsca, które chce się wciąż odwiedzać to nie najlepszy przykład całej idei hotelarstwa? Co zatem nas urzekło i czy były jakieś minusy?

Obiekty noclegowe oceniamy pod względem komfortu, obsługi, stosunku jakości do ceny oraz jakości wyżywienia. Wszystkie prezentowane hotele są „topowe” i nie jesteśmy w stanie powiedzieć, że jest jeden naj… 😉 – kolejność wynika z chronologii pobytów. Dzisiaj opiszemy trzy pierwsze hotele, natomiast w kolejnym poście opowiemy Wam o kolejnych.

  • Pajar House Suite & Villas

Lokalizacja: Indonezja, wyspa Bali, miasto Ubud, spokojna lokalizacja poza miastem – wśród pól ryżowych
Liczba spędzonych nocy: 3
Co zawierała cena: drink powitalny, nocleg w bungallowie o wysokim standardzie, codzienne śniadania dostarczane do pokoju, transport do miasta na życzenie, dostęp do basenu
Rodzaj rezerwacji: Przez booking.com
Termin pobytu: wrzesień 2015
Cena za noc: około 120 zł za dobę za dwie osoby
Cena za noc na rok 2020: 170 zł (apartament typu suite)

Pajar House Ubud

Check in odbywał się w pięknym bambusowym patio, gdzie otrzymaliśmy zwilżone ręczniki do odświeżenia, pyszne drinki owocowe oraz telefon komórkowy, który służył do kontaktu z kierowcą obiektu. Hotel położony jest bowiem ok 4 km od centrum miasta, dlatego też na życzenie można zamówić sobie bezpłatny transport właśnie dzwoniąc do kierowcy i informując o szczegółach (transport w godzinach 9:00-22:00). Następnie, zostaliśmy odprowadzeni do przestronnego, komfortowego pokoju. Wybraliśmy opcję z jednym podwójnym łóżkiem. Bungallow był murowany, jednak posiadał „wywietrzniki” typowe dla azjatyckiego budownictwa. Budynek wyposażony jest w klimatyzację, co jest bardzo istotne przy upałach sięgających 35 stopni. Do dyspozycji gości był aneks kuchenny, codziennie dostarczana była też woda mineralna w dużych butelkach. W łazience w stylu SPA dostępny był zarówno prysznic jak i wanna, zestaw ręczników i kosmetyków o pięknym zapachu. Codziennie zapalano też kominek z aromatycznymi olejkami. Oczywiście na wyposażeniu były także kapcie i szlafroki, suszarka do włosów, a nawet żelazko. Pokój był sprzątany codziennie. Dodatkowo, wieczorem odbywało się okadzanie – typowe dla balijskich wierzeń. Do dziś pamiętam jak słychać było śpiew ptaków, krzyki gekonów a w powietrzu unosił się zapach kadzideł… Tym zawsze będzie dla mnie beztroska wolność….

Śniadanie w Pajar House

Wspomnienia tego miejsca, tego hotelu zawsze będą mi się kojarzyć z wysokim standardem – nie można się było bowiem doczepić ani do obsługi, która wychodziła naprzeciw wszelkim oczekiwaniom, dbała o każdy szczegół, ani komfortu, bowiem wyposażenie było w bardzo dobrym stanie, sprzątanie pokoju bardzo dokładne, wyposażenie zawierało wszystko co potrzebne podczas wakacyjnego pobytu… a śniadania? Do wyboru było kilka opcji – jajecznica z tostami, omlet, tosty z szynką i serem żółtym, tradycyjna zupa azjatycka, naleśniki z bananami bądź sałatka owocowa. Dodatkowo serwowano świeże owoce, sok ze świeżych owoców oraz herbatę lub kawę. Śniadanie wybierało się dzień wcześniej i określało godzinę spożycia posiłku. Wszystko czekało rano na tarasie… Tak właśnie wygląda relaks… W kwestii komfortu i wypoczynku hotel oferuje basen, który znajduje się na skraju terenu hotelowego. Poza tym, przy każdym z pokoi mamy coś na kształt „altanki”, gdzie możemy się wyciągnąć z książką, bądź taras z przyjemnym oświetleniem. Dodatkowo hotel ma w ofercie zabiegi SPA, które mogą odbywać się wśród pól ryżowych, na tarasie… po prostu magia <3

Pobyt w Pajar House odbyliśmy pięć lat temu, w tym czasie nocowaliśmy w 5* hotelach najlepszych marek, jednak ten niepozorny hotel skryty pomiędzy polami ryżowymi skradł nasze serca…

Komfort: 5/5
Obsługa: 5/5
Stosunek jakości do ceny: 6/5
Wyżywienie: 3/5 – śniadania typowe dla tej części świata, smaczne, jednak niektóre z wybieranych dań były po prostu zwyczajne, największy minus za brak restauracji w obiekcie – obecnie restauracja już funkcjonuje.

  • Pullman Hanoi

Lokalizacja: Wietnam, biznesowe centrum miasta Hanoi
Liczba spędzonych nocy: 2
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniem, dostęp do basenu, siłowni, wstęp do saloniku biznesowego (dzięki wysokiemu statusowi w sieci Accore)
Rodzaj rezerwacji: przez oficjalną stronę sieci
Termin pobytu: wrzesień 2016
Cena za noc: około 40 zł za dobę za dwie osoby + punkty zebrane w programie członkowskich (2 tys. punktów – równowartość 40 euro [nie ma możliwości komercyjnego zakupu punktów, można je nabywać przez nocowanie w sieci bądź podczas udziału w akcjach promocyjnych])
Cena za noc na rok 2020: 460 zł

Pullman Hanoi

Wyobraźcie sobie, że jesteście po kilku godzinnej podróży z innego miasta, temperatura dawno przekroczyła trzydzieści kresek, a na sobie macie przepocone, zakurzone ubranie i 13 kilogramowy plecak…. i wyglądając dość niekorzystnie przekraczacie próg pięciogwiazdkowego, biznesowego hotelu… 😀 Przyznam, że początkowo, kiedy wybieraliśmy wyższą kategorię hoteli na turystyczne, dalekie wyjazdy czułam dyskomfort w podobnych do powyższych kategorii sytuacjach. Teraz jednak nie czuję zażenowania, ponieważ mam świadomość, że choć hotele takie nastawione są na gości biznesowych, to z ogromną gościnnością i profesjonalizmem podchodzą do strudzonych turystów. Zatem, kiedy przekroczyliśmy już próg Pullmana, naszymi bagażami od razu zajął się Boy Hotelowy, a my zostaliśmy skierowani do recepcji dla gości z wysokim statusem, która znajduje się na wyższych piętrach. Tam otrzymaliśmy prezent powitalny, zostaliśmy poinformowani o wszystkim, co dotyczyło naszego pobytu. Recepcjonistka zaprowadziła nas do przydzielonego pokoju, w którym czekały nasze bagaże. Pokój hotelowy był zaaranżowany klasycznie, posiadał podwójne łóżko, sofę, miejsce do pracy. Standardowo na wyposażeniu był zestaw do parzenia herbaty/kawy, minibarek, kapcie, szlafrok, suszarka do włosów, żelazko, zestaw ręczników i kosmetyków. Ciekawym rozwiązaniem było umocowanie różnego rodzaju gniazdek w panelu przy biurku. Wyprawa do Wietnamu była naszą podróżą poślubną, przez co nasz pokój był romantycznie przystrojony różami. Dostaliśmy też w prezencie powitalnym słodkie ciasteczka.

Pokój w Pullman Hanoi

Co ciekawe, na gości hotelu czeka woda mineralna sygnowana marką hoteli Pullman.
Dzięki wysokiemu statusowi w sieci Accore Hotels, mieliśmy możliwość skorzystania z saloniku biznesowego, który w godzinach wieczornych oferuje gorące posiłki, przekąski oraz open bar na wybrane alkohole. Jedzenie było bardzo smaczne, obsługa bardzo przyjazna i troskliwa. Mimo dużej ilości gości, każdemu poświęcali uwagę. W Wietnamie dostęp do wysokoprocentowego alkoholu jest dość ograniczony. Również w executive lounge drinki z udziałem mocnego alkoholu były serwowane na życzenie. Pani, która obsługiwała nasz stolik bardzo ochoczo podchodziła do uzupełniania naszych szklanek, bowiem gdy tylko kończyliśmy drinki, na stole lądowały nowe. Bardzo miłe było także poświęcanie czasu na luźną rozmowę dotyczącą celu naszego pobytu, czy naszego kraju. Tego samego scenariusza troski o gościa mięliśmy okazję doświadczyć podczas śniadania. W godzinach porannych gości witał Dyrektor hotelu, który z każdym starał się zamienić kilka słów. To dla nas również bardzo ciekawe podejście dotyczące gościnności. Podobnie kelnerzy, uwijali się jak mróweczki pomiędzy rzeszą spożywających posiłek ludzi. Samo śniadanie było zaskakujące, ponieważ obejmowało różne kuchnie świata. Trudno zliczyć wszystko, co było serwowane… Mało kiedy śniadanie w hotelu robi na nas takie wrażenie, jednak tu przebiło prawie wszystkie hotele, w których dotychczas nocowaliśmy.

Executive Lounge w Pullman Hanoi

Ponadto, do dyspozycji gości jest strefa komfortu – czyli basen zewnętrzny, sauny, czy strefa relaksu oraz siłownia. Również salonik jest dobrym miejscem na odpoczynek i wypicie zimnych napoi. Wieczorami, w hotelowym barze odbywają się różnego rodzaju koncerty . My trafiliśmy na gitarzystę wykonującego standardy jazzowe. Hotel, jest doskonale przygotowany w kwestii kontaktu z klientem, wyposażenie jest klasyczne jak w każdym hotelu biznesowym, czystość była na bardzo wysokim poziomie. Troska o klienta widoczna jest zarówno wśród osób zarządzających, obsługujących czy pań dbających o porządek. Pierwszego dnia wracaliśmy ze zwiedzania miasta w potwornej ulewie. Byliśmy przemoczeni praktycznie do samej bielizny. Po przkroczeniu progu hotelu, konsjerż pytał nas, czy wszystko w porządku i w czymś może nam pomóc. Podziękowaliśmy i zapewniliśmy, że wszystko jest ok. Kiedy już wjechaliśmy na nasze piętro, a panie sprzątające dostrzegły jak jesteśmy przemoczeni od razu przybiegły do nas i okryły nas ręcznikami… Czujecie? To był tak miły gest, że doskonale pamiętam ten korytarz, uśmiech tej kobiety, a przez to mam dobre wspomnienia związane z tym miejscem. I o to właśnie chodzi w hotelarstwie. O to, by gość czuł się zaopiekowany, zadowolony i przywiązał się do miejsca, w którym spędził 48 godzin.

Komfort: 4/5 (tu kwestia sporna – hotel mieści się w samym centrum, z pewnością goście biznesowi są zadowoleni, jednak ktoś, kto liczy na spacery w parku, ciszę i śpiew ptaków będzie rozczarowany, od starego miasta również dzieli nas „kilka” kroków)
Obsługa: 5/5
Stosunek jakości do ceny: 5/5
Wyżywienie: 5/5

  • Hilton Batumi

Lokalizacja: Gruzja, Batumi, 50 metrów od morza
Liczba spędzonych nocy: łącznie w tym hotelu – 8 (podczas trzech podróży)
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniem, dostęp do basenu, siłowni, wstęp do saloniku biznesowego (dzięki wysokiemu statusowi w Hilton Honors)
Rodzaj rezerwacji: przez oficjalną stronę sieci
Termin pobytu: kwiecień, grudzień 2018 oraz styczeń 2020
Cena za noc: każdorazowo ok. 70 dolarów

Hilton Batumi

Ten hotel to przykład miejsca, które samo w sobie może stanowić cel podróży. Gruzja, to mój ukochany kraj, a hotel Hilton Batumi to jeden z najlepszych hoteli. Planując wyjazdy do kraju wybornej kuchni i wina zawsze udajemy się do Batumi… ze względu na Hiltona 😉 Bo umówmy się, że samo Batumi jest mało gruzińskie, bywa kiczowate, ale jeśli to wciąż Gruzja, pełna wyśmienitego jedzenia, genialnego wina, posiadająca taki hotel i to jeszcze nad samym morzem… nie może być inaczej. W zasadzie należałoby zebrać trzy wizyty w jedną, choć chyba nie do końca jest to łatwe. Każda z tych wizyt wyróżniała się czymś na plus, ale miała także swoje minusy. Omawiając każdy punkt będziemy zatem przywoływać dane sytuacje. Jeśli chodzi o komfort, to Hilton Batumi jest hotelem nowoczesnym, z klasycznym, biznesowym wyposażeniem. Trzykrotnie nocowaliśmy w narożnych apartamentach dwa razy z widokiem na góry, a niespełna 3 miesiące temu z najpiękniejszym widokiem panoramicznym na morze i góry. Budzić się z takim widokiem na co dzień jest moim marzeniem…. Do dyspozycji w każdym pokoju są zestaw do parzenia kawy/herbaty, minibarek, kapcie, szlafroki, suszarka do włosów, żelazko i deska do prasowania, sejf, komplet ręczników, kosmetyki i przybory toaletowe oraz butelka wody na osobę. W pokoju mamy miejsce do relaksu (bądź w osobnym pomieszczeniu, bądź wydzielona część pokoju), jak również miejsce do pracy z gniazdkami przy biurku. Łazienki dysponują zarówno wanną jak i prysznicem.

Widok z pokoju w Hiltonie Batumi

Jako goście Hilton Honors spośród trzech pobytów raz otrzymaliśmy prezent powitalny, którym była butelka wina i deska serów. Pokój sprzątany jest codziennie, w godzinach popołudniowych. Panie dbające o porządek są bardzo sympatyczne i służą pomocą np. kiedy potrzebny nam jest dodatkowy żel czy ręcznik.
Obsługa hotelu jest bardzo sympatyczna, niejednokrotnie wychodzi ponad potrzeby gościa. Kiedy byliśmy w tym hotelu po raz pierwszy miłym zaskoczeniem było to, że recepcjonistka po uzupełnieniu dokumentów odprowadziła nas do pokoju, poinformowała o wszystkim co musieliśmy wiedzieć i zapewniła o pomocy jeśli tylko pojawią się problemy. Za drugim razem zostaliśmy standardowo przyjęci przez obsługę hotelową. Niestety, podczas ostatniego pobytu w hotelu spotkaliśmy się ze sprzecznymi informacjami i brakiem kompetencji wśród załogi. Była to dla nas bardzo niekomfortowa sytuacja, ponieważ początkowo zakwaterowano nas w pokoju, który posiada dostęp do executive lounge (to samo widniało w aplikacji Hiltona), następnie odmówiono nam jednak wstępu do saloniku… tłumacząc, że zmieniły się zasady działalności programu lojalnościowego od listopada. W trakcie rzekomego czasu nocowaliśmy w hotelach sieci w Polsce i Europie i nikt nigdy o tych zmianach nie wspominał… Po tym czasie także korzystaliśmy z usług Hiltona gdzie dostęp otrzymywaliśmy zawsze. Zatem, jeśli będziecie podróżować do hotelu Hilton Batumi, lepiej wcześniej upewnijcie się mailowo, jakie są warunki waszej rezerwacji i co zawiera pobyt. W zasadzie nie był to jakiś wielki problem, ponieważ w miejscu, gdzie ciągnie do wizyty w restauracji (te gruzińskie ceny!), salonik i kolacja nie są aż tak potrzebne. Problemem jest raczej dyskomfort, niedoinformowany personel oraz to, że rozmawiająca z nami recepcjonistka w ogóle nie przyjmowała naszych argumentów. Ostatecznie sytuacja została rozwiązana ale jakiś niesmak pozostał. Na szczęście udało się uzyskać nam status Diamond, z którym wejście do saloników Executive lounge jest obligatoryjne.

Salonik biznesowy w Hiltonie Batumi

Kolacje w saloniku biznesowym są zawsze bardzo smaczne, do wyboru są dwa ciepłe dania, zimne przekąski i ciasta (te przez cały dzień), soki i zimne napoje oraz napoje alkoholowe podczas kolacji. Śniadania w hotelu są bardzo smaczne, pełne gruzińskich specjałów, z elementami kuchni tureckiej, jak również europejskiej. To w tym miejscu serwują najlepsze jajka po benedyktyńsku jakie kiedykolwiek jedliśmy <3 Ponadto, każdego dnia (no prawie) gości na śniadaniu wita dyrektor hotelu – Pan Torsten. Przychodzi także doglądać wszystkiego w porze kolacji w saloniku. Niezwykle ciepły, sympatyczny człowiek. Jeżeli kiedyś zgłodniejecie, udajcie się na parter, tam restauracja Pelion serwuje dania kuchni gruzińskiej i europejskiej. Ceny są przystępne a jakość świetna. Polecam Wam bardzo Chinkali Sopup, w której pływają urocze, maleńkie pierożki, rewelacja! Można też napić się kawy w kawiarni po lewej stronie od wejścia – pyszna kawa i ciasto marchewkowe, a ceny jak w Polsce, bądź wypić drinka na najwyższym piętrze budynku z pięknym widokiem w Naphele Sky Bar&Restaurant.
Do Waszej dyspozycji w hotelu będzie basen i sauny oraz siłownia. Można też skorzystać z oferty SPA. Jednak bliskość morza skutecznie odciągnie Was od wszystkiego. Jeśli kochacie morze tak jak ja, to uwierzcie, że w tym hotelu to właśnie jemu poświęca się całą uwagę. To na nie skierowane są okna pokoi i saloniku. To tam można całkowicie się zresetować, „wyłączyć”, skupić na pięknie przyrody… Taki właśnie jest ten hotel, pełen gruzińskiej gościnności, ale i psikusów (jeśli byliście w Gruzji już znacie tą mentalność, jeśli nie – wszystko przed Wami – tylko spokojnie, czas to pojęcie względne u Gruzinów), pełen uśmiechu, dbałości o szczegóły, komfortu i jakości na wysokim poziomie, a to wszystko gdzieś przy samym brzegu Morza Czarnego… <3

Komfort: 5/ 5
Obsługa: 4,5/5 (incydent z recepcjonistką, która upierała się, że nastąpiły zmiany w programie i pojawiły się błędy w działaniu aplikacji)
Stosunek jakości do ceny: 5/5
Wyżywienie: 5/5

Rosja – informacje praktyczne cz. 1

Nasze ostatnie wakacje spędziliśmy w Rosji – wyjazd ten był spełnieniem swojego rodzaju marzenia o podróży na dalszy wschód. Co prawda pierwszy wyjazd do największego kraju na świecie zaplanowaliśmy do Moskwy i Petersburga, ale od czegoś poznawanie tego fascynującego kraju trzeba zacząć :).

Nieopodal Placu Czerwonego w Moskwie

W dzisiejszym wpisie chcielibyśmy opisać, w jaki sposób planowaliśmy jeszcze przed wyjazdem naszą podróż. Oczywiście nie pojechaliśmy na wycieczkę zorganizowaną przez biuro podróży, tylko wszystko zaplanowaliśmy sami. Wyprawa do Rosji jest o tyle trudniejsza do planowania, że dochodzi jeszcze konieczność uzyskania wizy.

Loty

Początkowo planowaliśmy polecieć naszym rodzimym przewoźnikiem – LOTem lub Lufthansą – ceny lotów oscylowały w okolicach 700-900 zł w obie strony. Jednak po przebadaniu rynku znaleźliśmy interesujące nas połączenie linią Wizzair z Budapesztu. Do Rosji podróżowaliśmy rodzinnie w 5 osób, więc do Budapesztu dojechaliśmy jednym wspólnym samochodem. Dzięki posiadaniu karty kredytowej WizzAir i nazbieranych środków na koncie Wizz mogliśmy znacznie obniżyć koszty lotów. Za przeloty na trasie Budapeszt – Moskwa i Petersburg – Budapeszt zapłaciliśmy około 220 zł/osoba z dodatkowym bagażem podręcznym. Oszczędziliśmy więc naprawdę sporo porównując ceny biletów tradycyjnych przewoźników, nawet doliczając koszty dojazdu i noclegu w stolicy Węgier.

Parlament w Budapeszcie

Wiza

Loty zakupiliśmy około 2 miesiące przed planowanym wyjazdem. Później rozpoczęliśmy procedurę uzyskania wizy. Możliwości jej wyrobienia jest całkiem sporo. Najtaniej jest osobiście wybrać się do konsulatu i złożyć wszystkie wymagane dokumenty. Jednak cała procedura jest dość czasochłonna i wymaga dwukrotnej wizyty w konsulacie (znajdują się w Poznaniu, Gdańsku, Warszawie i Krakowie). My ze względu na zamieszkanie w znacznej odległości od tych miast zdecydowaliśmy się na załatwienie wizy poprzez biuro pośrednictwa. Skorzystaliśmy ostatecznie z usług firmy WizaSerwis, której usługi były w naszym przypadku najtańsze. Ostatecznie cena wizy dla jednej osoby zamknęła się w kwocie około 450 zł wraz z niezbędnym ubezpieczeniem oraz zaproszeniem – voucherem dla turystów. Jest to spory koszt, jednak już od października 2019 będzie można pojechać do Petersburga bez konieczności takiego wyrabiania wizy na okres do 8 dni. 🙂

Hotele

W Polsce zarezerwowaliśmy także dwa hotele – jeden w Moskwie i jeden w Petersburgu. Rezerwacje w hotelach były też niezbędne do uzyskania wizy – w rezerwacjach musiały być także wprowadzone imiona i nazwiska wszystkich uczestników wyjazdu. W wielkich metropoliach jakimi jest Moskwa i Petersburg tańsze hotele znajdują się w dużej odległości od centrum i wymagają dosyć długiego dojeżdżania metrem do największych atrakcji.

W Moskwie zarezerwowaliśmy trzy pokoje w hotelu Holiday Inn Express Khovirno za pośrednictwem strony sieci hotelowej IHG. Jest on położony niedaleko końcowej stacji metra – Khovirno. Za jedną noc (pokój 2-osobowy) zapłaciliśmy 3024 ruble, czyli około 160 zł. Hotel ten możemy polecić, bo został on niedawno w całości wyremontowany i jest teraz naprawdę wygodnym i przyjemnym miejscem. W cenę pobytu wliczone jest smaczne śniadanie w formie bufetu (serwowany jest pyszny rosyjski słodki przysmak – serniczki :)).

Pokój w Holiday Inn Express Moscow Khovirno

Natomiast w Petersburgu za pośrednictwem Booking.com dokonaliśmy rezerwacji w Apart-Hotelu Y’es. Wykupiliśmy tam dwa apartamenty (dwu i trzy-osobowy) i wyszło nam średnio 1300 rubli za osobę za noc. W cenę noclegu wliczone było śniadanie serwowane – możliwość wyboru jednego z kilku zestawów śniadaniowych. Hotel ten znajduje się w wielkim nowym bloku mieszkalnym – również możemy go serdecznie polecić, chociaż mieliśmy niewielkie problemy przy przyjeździe. W pokoju 3-osobowym znajdowało się tylko jedno duże małżeńskie łóżko i pani w recepcji twierdziła, że takie mają zasady, a za dodatkowe łóżko musimy dopłacić. Jednak udało się przekonać obsługę, że skoro zarezerwowaliśmy przez Booking.com pokój 3-osobowy to wypadałoby, gdyby miał miejsce do spania dla trzech osób i dostaliśmy dodatkowe łóżko „gratis” ;).

Apart-hotel Y’es

Pociąg Sapsan

Planując nasz wyjazd zastanawialiśmy się, w jaki sposób pokonamy trasę Moskwa-Petersburg. W grę wchodził przelot między miastami lub pociąg. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na super-szybki pociąg Sapsan, który trasę pokonuję w 4 godziny. Samolot leci co prawda 1 godzinę, jednak dodając dotarcie na lotnisko i odprawę wyszłoby zapewne podobnie. Ceny biletów na pociąg są niższe, jeśli rezerwujemy je ze sporym wyprzedzeniem. Jednak my czekaliśmy na zakup do momentu otrzymania wizy i ostatecznie zapłaciliśmy średnio 3200 rubli za jeden bilet, czyli około 180 zł (co ciekawe miejsca odwrócone tyłem do kierunku jazdy były nieco tańsze od usytuowanych w drugą stronę). Bilety zakupiliśmy za pomocą strony rosyjskich kolei – RZD.ru

Teatr Maryjski

Jeżdżąc często na Ukrainę staramy się chodzić na balet. Planując wizytę w Rosji też o tym pomyśleliśmy. Początkowo chcieliśmy udać się do Teatru Bolszoj w Moskwie, jednak ceny biletów były bardzo wysokie, a poza tym w czasie naszego pobytu wystawiane było Jezioro Łabędzie, na którym byliśmy już we Lwowie. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wyjście do Teatru Maryjskiego w Sankt Petersburgu. Za bilety na balet „Dziadek do orzechów” zapłaciliśmy 600 rubli od osoby (około 33 zł). Wejście na balet poza obejrzeniem samej sztuki pozwala też zobaczyć pięknie ozdobione wnętrza teatru. Bilety kupiliśmy będąc jeszcze w Polsce przez stronę internetową www.mariinsky.ru/en

Wnętrze Teatru Maryjskiego

W powyższym poście opisaliśmy wszystko, co załatwiliśmy przed podróżą. Już niedługo druga część wpisu, w którym opiszemy Wam praktycznie to, co spotkało nas na miejscu. 🙂

Podróżowanie pociągiem po Bułgarii

Zabytkowy pociąg w budynku sofijskiego dworca

Podczas naszej podróży do Bułgarii potrzebowaliśmy przemieścić się z zachodu na wschód, a dokładnie ze stolicy kraju – Sofii nad Morze Czarne. Dokładniej rzecz ujmując chcieliśmy dotrzeć do historycznego Nesseberu, który położony jest niedaleko Burgas. Odległość dzieląca Sofię i Burgas to ponad 380 km. Początkowo myśleliśmy o pokonaniu tego odcinka samolotem, jednak w czasie naszej podróży nie odbywały się bezpośrednie loty na tej trasie. Autobus natomiast jedzie 8 godzin i tą opcję od razu odrzuciliśmy. Po analizie sytuacji pojawiła się jeszcze jedna opcja – nocny pociąg z wagonami sypialnymi. Ta od razu wydała nam się interesująca.
Bilet można zakupić na 30 dni przed podróżą na stronie bułgarskich kolei (www.bdz.bg), co też uczyniliśmy. Ostatecznie okazało się, że pośpiech nie jest wymagany ponieważ w naszym pociągu było kilka wolnych przedziałów, więc bilety można też kupić również przed wyjazdem. Jednak my podróżowaliśmy poza sezonem, więc w miesiącach wakacyjnych może być większy problem z dostępnością biletów. Pociąg, którym podróżowaliśmy ciągnął 6 wagonów – trzy 2 klasy, 1 pierwszej klasy oraz dwa sypialne. Wagony 1 i 2 klasy są podobne do starszych wagonów PKP. Natomiast w sypialnych zlokalizowanych jest 10 przedziałów po trzy miejsca do spania. Bilety na miejsca sypialne możecie także kupić w trzech klasach (2 klasa – 3 osoby śpią w jednym przedziale, 1 klasa – 2 osoby w jednym przedziale oraz Biznes – 1 osoba w przedziale). My zakupiliśmy bilety w 1 klasie, dzięki temu przedział mieliśmy tylko dla siebie. Za bilet zapłaciliśmy 38,50 lewa (ok. 85 zł) za osobę. To dobra cena, ponieważ pokonujemy praktycznie cały kraj, a do tego oszczędzamy na noclegu. Do tej pory nasze doświadczenia w podróżowaniu nocnymi pociągami opierały się na Ukrainie i Gruzji. Standard wagonu bułgarskich kolei bardzo pozytywnie nas zaskoczył.

W naszym „hotelu” na kołach 🙂

Pan konduktor po sprawdzeniu biletów zaprowadził nas do przedziału, gdzie rozłożył dwa łóżka. W środku znajdowała się także umywalka z lustrem i szafką na przybory toaletowe, szafka na buty, wieszaki oraz klimatyzacja (nawet dobrze działająca). Miejsca do spania ułożone były nad sobą, każde posiadało swoją własną lampkę do czytania oraz system komunikacji z konduktorem. W wagonie był także prysznic oraz WC.

Pościel w pociągu była czystsza niż w niejednym hotelu

Podróż minęła nam za szybko, ponieważ o 22:55 wyjeżdżaliśmy z dworca w Sofii, a o 5:43 byliśmy już w Burgas, więc pobudka była bardzo wcześnie. Jednak jazda w zamkniętym przedziale z możliwością wygodnego i bezpiecznego spania jest bardzo dobrym rozwiązaniem na pokonywanie takich odległości.

Wagon z miejscami siedzącymi

Poza nocnym przejazdem przez cały kraj pociągiem podróżowaliśmy jeszcze dwukrotnie. Na trasie Varna-Plovdiv (niecałe 5 godzin) oraz Plovdiv-Sofia (2 godziny). Bilet na pierwszy odcinek kosztował 18,10 lewa plus 0,50 lewa za miejscówkę. Ciekawostką jest, że wykupienie miejscówki nie jest obowiązkowe. Nam Pani w kasie biletowej bez pytania dodała miejscówkę, a ostatecznie w pociągu okazało się, że miejsca o takim numerze nie ma ;). Siedzieliśmy więc ostatecznie na innym, wolnym miejscu. 🙂 Za pociąg z Plovdivu do Sofii zapłaciliśmy 8,10 lewa za osobę. Wracając do Sofii wysiedliśmy na stacji Tsarigardsko shose, która jest połączona ze stacją metra o takiej samej nazwie – a z niej już tylko 2 przystanki do sofijskiego lotniska.

Podróżowanie pociągiem w Bułgarii ma sporo zalet – nie jest drogie, a poza tym mamy możliwość oglądania pięknych widokiem za oknem. Dodatkowo pociągi bułgarskie są bardzo punktualne – lokalni pasażerowie dostrajają swoje zegarki do ich odjazdów. 🙂

Bułgarski zachód słońca

Recenzja 5* hotelu DoubleTree Resort by Hilton Penang

Dzisiejszym wpisem chcielibyśmy nadrobić blogowe zaległości oraz rozpocząć serię wpisów z naszego ostatniego dalszego wyjazdu – do Malezji i Indonezji. Do wybrania właśnie takiego kierunku podróży skusiła nas przede wszystkim świetna cena biletów lotniczych linii Qatar Airways, ale także wiele znakomitych hoteli z portfolio Hiltona na miejscu w zaskakująco niskich cenach. Nasz przylot z Polski miał miejsce na lotnisko w Penang (tak samo nazywa się cała wyspa), które znajduje się niedaleko urokliwego miasta Georgetown. Opisywany 5* hotel znajduję się po drugiej stronie miasta, na zachód w dzielnicy Miami Green. Jest to nowy hotel, w którym spędziliśmy w sumie cztery noce płacąc po 10 tys. punktów Hilton Honors za jedną noc. Przy sprzyjającej promocji taką ilośc punktów można nabyć za 50$. Czyli właśnie za taką kwotę możemy się przespać w świetnym resortowym hotelu przy samej plaży – cena oczywiście za dwie osoby. Dokładając do tego status Gold w programie lojalnościowym sieci, który posiadamy otrzymujemy darmowe śniadanie, upgrade do lepszego pokoju oraz kilka innych benefitów.

DoubleTree Resort by Hilton Penang

Przyjazd do hotelu i zameldowanie

Z lotniska do hotelu dostaliśmy się po raz pierwszy używając Graba – azjatyckiej odpowiedzi na Ubera. Dojazd z lotniska do hotelu kosztował około 35 zł. Jest oczywiście opcja dojazdu autobusem, o której dowiedzieliśmy się później, jednak zajmuje ona ponad trzy razy więcej czasu, co po kilkunastogodzinnej podróży samolotami nie jest mile widziane. Po przyjeździe zostaliśmy miło przyjęci przez pracowników recepcji oraz poinformowano nas o podwyższeniu standardu naszego pokoju do dwupokojowego apartamentu z widokiem na morze, co nas bardzo ucieszyło. 🙂 Tradycyjnie otrzymaliśmy także ciepłe ciasteczka, które są standardem w całej sieci DoubleTree. Co ciekawe, w hotelu znajduje się także muzeum pluszowych misiów i jeden z ich przedstawicieli przywitał nas przy wejściu do hotelu.

Miś witający gości w lobby hotelu

Pokój

Nasz pokój znajdował się na czwartym piętrze w centralnej części hotelu. Mimo położenia niedaleko wind nie było ich wcale słychać. Apartament składał się z dwóch bardzo przestronnych pokoi – dziennego oraz sypialni, łazienki z wanną i prysznicem oraz sporego balkonu.

Sypialnia oraz balkon naszego apartamentu

Na stole w części wypoczynkowej znajdowała się także wstawka powitalna z liścikiem. Trafiliśmy akurat na chińskie święto Środka Jesieni, podczas którego lokalni mieszkańcy spożywają tradycyjne księżycowe ciasteczka, które przez zastosowanie dodatków takich jak pasta lotosowa, czy szafran w sklepach kosztują nawet około 20 zł za niewielkie ciasteczko. Dostaliśmy jedno takie ciasteczko w pięknym kartoniku. Co do smaku to raczej średnio nam podeszło, ale było to ciekawym przeżyciem kulinarnym. 😉

W hotelu spaliśmy dwukrotnie, na początku oraz na końcu naszej podróży. Przy drugim pobycie dostaliśmy bardziej osobistą wkładkę powitalną, co było dla nas bardzo miłym doświadczeniem.:)

Pokoje zostały bardzo starannie przygotowane przed naszym przyjazdem. Były czyste, nowocześnie urządzone – utrzymane w stylistyce marki DoubleTree, jednak z elementami nawiązującymi do tradycyjnej sztuki miejsca, w którym znajduje jest hotel. Na wyposażeniu znajdowały się kapcie, szlafroki, zestaw do parzenia kawy i herbaty oraz dwie butelki wody mineralnej.

Śniadanie

Śniadania są serwowane w restauracji położonej na poziomie -1, przy basenie. Można je zjeść także na świeżym powietrzu, co przy porannej temperaturze jest bardzo przyjemne. Trudno jest nam oceniać azjatyckie śniadania, ponieważ są one bardzo odmienne od takich, do których jesteśmy przyzwyczajeni w polskich hotelach. Jednak wybór był bardzo duży, każdy znajdzie coś dla siebie. Jest też egg station, na którym możemy zamówić różne dania z jajek. Z ciekawostek należy wspomnieć o „teh tarik”, czyli mocnej czarnej herbacie z zagęszczonym, słodkim mlekiem. Jest to narodowy napój w Malezji. Nam bardzo zasmakował, piliśmy go wielokrotnie – szczególnie dobry jest podawany na zimno z kostkami lodu.

Jeden z naszych śniadaniowych zestawów
Ubu Pao – czyli tradycyjne słodkie bułeczki podgrzewane na parze (to zielone ;))
w widocznym na zdjęciu naczyniu.

Basen oraz siłownia

Na terenie hotelu znajduje się siłownia oraz zewnętrzny basen – a właściwie dwa – jeden większy oraz drugi mniejszy z atrakcjami dla dzieci. Wokół basenu jest także trochę leżaków. Miejsce to stanowi świetny sposób na odpoczynek podczas gorącego dnia. Co ważne, po opadach deszcze, na które trafiliśmy podczas pobytu woda basenu była szybko oczyszczana.

Popołudnie w basenie

W hotelu znajduje się także całodobowa dobrze wyposażona siłownia.

Podsumowanie

DoubleTree Resort by Hilton Penang od niewielkiej plaży oddziela szeroka droga, jednak można ją przekroczyć mostkiem dostępnym dla gości hotelowych, widocznym na powyższym zdjęciu. Na plaży znajduje się także niewielka knajpka, w której można zjeść smaczne jedzenie w cenach dużo niższych niż w hotelowej restauracji.

Położenie hotelu może być niewielkim minusem, bo jest on poza centrum miasta GeorgeTown, jednak hotel zapewnia raz dziennie bezpłatny transport. W godzinach dopołudniowych możemy dojechać do centrum, a po południu z niego wrócić. Wieczorem bus jedzie w drugą stronę, na nocny bazar, na którym znajdziemy także wiele miejsc, gdzie możemy smacznie zjeść. Jeśli godziny odjazdów nam nie pasują to zawsze możemy skorzystać z publicznego autobusu, którego przystanek znajduje się pod hotelem.

W obiekcie nie znajdziemy niestety Executive Lounge, jednak w zamian tego goście z wysokim statusem mogą skorzystać z popołudniowego „tea time”, w ramach którego otrzymują kawę lub herbatę oraz ciasteczka w kawiarni znajdującej się w lobby hotelu.

Jeśli trafimy do hotelu w weekend wieczorem możemy usiąść w tym samym miejscu i przy akustycznej muzyce na żywo wypić drinka za pół ceny w promocji Happy Hours. 😉

Podsumowując hotel jest jak najbardziej godny polecenia, jeśli ktoś chce wypocząć w miłym miejscu podczas pobytu na wyspie Penang w Malezji. Dajemy mocne 9/10 pkt. 🙂

Pierwszy lot…

Samolot jest najbezpieczniejszym środkiem transportu. Jeśli nie przekonują Was nasze słowa, to sprawdźcie sobie na Flight Radarze ile statków powietrznych znajduje się w tym momencie w przestworzach. O ilu wypadkach czy nieprawidłowościach słyszymy każdego dnia? Tygodnia? Miesiąca?  Czasami w ciągu całego roku słyszymy o kilku incydentach bądź poważnych wypadkach. A w przypadku samochodów? Jak podaje raport statystyk policyjnych na polskich drogach dochodzi rocznie do niemal 33 tys. wypadków… daje to 90 zdarzeń drogowych dziennie… Standardy bezpieczeństwa w lotnictwie są bardzo restrykcyjne i skrupulatnie przestrzegane. Należy pamiętać, że w wielkiej, mocnej maszynie jesteśmy zawsze pod dobrą opieką wykwalifikowanego personelu.

I jak? Ośmieliliśmy Was trochę do latania? Jeśli pierwszy raz samolotem macie już za sobą, ale miał on miejsce w odległej przeszłości ten post jest także dla Was. Dzisiaj dowiecie się co po kolei należy zrobić, od momentu zakupu biletu po wyjście na terytorium obcego kraju. Wielu z Was ma to już z pewnością za sobą, jednak ostatnio spotkaliśmy się z kilkoma osobami, które nie wiedziały co trzeba zrobić po przybyciu na lotnisko itd. Stąd też nasz pomysł na krótki wpis poradnikowy. 🙂

1. Zakup biletu i odprawa

Jeśli już macie pomysł, dokąd chcecie się udać podniebnym środkiem transportu musicie kupić bilet. 😉 Tego etapu nie będziemy szerzej opisywać – wszystko zależy od tego, dokąd i jakimi liniami lotniczymi chcecie podróżować. Zakupu biletu możecie dokonać zarówno w internecie, w biurze pośrednika bądź bezpośrednio na lotnisku.

Kiedy już macie zakupione bilety kolejnym etapem jest odprawa pasażerska (check-in) i jest ona zależna od przewoźnika, z którym podróżujecie – musicie doczytać w warunkach rezerwacji, jaki sposób odprawy nie wymaga dodatkowych kosztów. Ogólnie można rozdzielić trzy sposoby odprawy:

I. Odprawa online – Jeśli podróżujecie tanią linią lotniczą (np Ryanair, czy Wizzair) i macie najtańszą taryfę biletu zawsze konieczna jest wcześniejsza odprawa na stronie internetowej przewoźnika. Możecie to zrobić np od 48 do 4 godzin przed wylotem. Na stronie trzeba wpisać wymagane dane podróżujących osób (konieczny będzie WAŻNY dowód osobisty bądź paszport – najbezpieczniej ok. pół roku do końca ważności, ale jest to zależne od kraju), przejść kolejne etapy odprawy, a na końcu wydrukować karty pokładowe (można to zrobić na czarno-białej drukarce) i zabrać je ze sobą na lotnisko.

Niektóre linie lotnicze pozwalają także na pokazywanie karty pokładowej ze swojej aplikacji mobilnej.

Stanowiska check-in na lotnisku w Penang

II. Odprawa przy stanowisku check-in – Jeżeli natomiast posiadacie bilet od tradycyjnego przewoźnika (np LOT, czy Lufthansa) w większości przypadków nie musicie dokonywać wcześniejszej odprawy w Internecie. Wystarczy, że udacie się na lotnisko z dokumentem tożsamości (dowodem osobistym lub paszportem w zależności od Waszej destynacji, tak jak powyżej) i udacie się do stanowiska check-in. Przy wejściu na teren lotniska sprawdźcie na tablicy odlotów, z którego stanowiska odprawiany jest Wasz rejs (Check-in Desk). Stanowiska takie są otwierane 3 do 2 godzin przed odlotem oraz zamykane godzinę lub 40 minut przed wylotem. W tym miejscu możecie także nadać bagaż rejestrowany, jeśli taki ze sobą zabieracie. Koniecznie sprawdźcie, czy Wasz bilet pozwala na przewóz dużego bagażu rejestrowanego. Jeśli tak nie jest, a chcecie go ze sobą zabrać to dokupcie taką opcję wcześniej przez stronę internetową przewoźnika – na lotnisku zapłacicie za niego znacznie więcej! Przy takim stanowisku odbierzecie także karty pokładowe z wydrukowanym numerem miejsca oraz numerem bramki (gate), z której odprawiany jest Wasz samolot.

W tym miejscu także informacja dla osób, które udają się na wycieczki zorganizowane przez biura podróży. W takim przypadku zazwyczaj Wasze biuro ma swoje stanowisko na lotnisku wylotowym, gdzie musicie się udać przed wylotem i dopiero później idziecie do stanowiska check-in, żeby nadać swój bagaż.

Pamiętajcie żeby z nadawanego bagażu zabrać ważne dla Was przedmioty, bądź takie, które mogą być konieczne lub przydatne podczas podróży. Warto zabrać coś ciepłego do zarzucenia na siebie, ponieważ w samolocie bardzo często klimatyzacja jest ustawiona na niskie wartości. Szczególnie na długich trasach przyda się coś cieplejszego, skarpetki na zmianę i kosmetyczka z najpotrzebniejszymi przyborami toaletowymi (opakowania do 100 ml). Dobrze mieć ze sobą książkę bądź ciekawy magazyn, który pozwoli nam zrelaksować się szczególnie wtedy, kiedy zmiany ciśnienia w samolocie wpływają niekorzystnie na nasz organizm. Pamiętajcie, że z naszymi walizkami, plecakami czy innymi formami bagażu nikt nie obchodzi się delikatnie. Przemierzają one czasami nawet kilometry na terenie lotniska zanim dotrą do samolotu. Obijają się na taśmach, są przerzucane właściwymi drogami transportowymi, wrzucane do kontenerów… O ile bagażu podręcznego możemy spokojnie dopilnować o tyle nadawanego już wcale. Dlatego wybierajmy torby w ciemnych kolorach, z trwałych materiałów. Zabezpieczmy ważne i kruche przedmioty przed uszkodzeniem. Jeśli jednak zauważycie poważne zniszczenie bagażu, bądź macie podejrzenia, że coś z niego zginęło, musicie to zgłosić bezpośrednio  na lotnisku. O tym więcej poniżej.

Stanowiska check-in na lotnisku w Ivano-Frankowsku

III. Odprawa w kiosku (self check-in) – trzecią opcją odprawy jest stanowisko samoobsługowej odprawy, gdzie możecie wybrać sobie miejsce w samolocie, wydrukować kartę pokładową, z którą następnie udacie się do stanowiska nadania bagażu (Baggage drop). Ta odprawa jest odpowiednikiem internetowej, jednak odbywa się po prostu w specjalnie przeznaczonych do tego punktach.

2. Kontrola bezpieczeństwa

Po nadaniu bagażu, z kartą bezpieczeństwa udajemy się do strefy wylotów międzynarodowych (International departures) bądź krajowych (domestic departures) w zależności oczywiście od destynacji naszej podróży. Tutaj warto oprócz karty pokładowej mieć przygotowany dokument tożsamości, ponieważ będziemy podlegali kontroli dokumentów. Kontroli bezpieczeństwa podlegamy my i nasz bagaż podręczny. Warto się zatem wcześniej przygotować, żeby nie zajęła ona zbyt wiele czasu i nie przysporzyła nam i innym pasażerom niepotrzebnych frustracji. Wszelkie płyny, substancje przypominające płyny 😉 oraz aerozole muszą mieć pojemność do 100 ml  każdy (łącznie 1 l/osobę – 10x100ml). Pół litrowa butelka, w której na dnie znajduje się resztka wody mineralnej to wciąż pół litrowa butelka, a nikt nie jest w stanie określić ile znajduje się w niej płynu. Wszelkie buteleczki (zazwyczaj są to kosmetyki) należy umieścić w przezroczystej kosmetyczce (dostępnej w większości drogerii). Z bagażu podręcznego wraz z powyższą kosmetyczką w plastikowym pojemniku, który wręczy nam pracownik lotniska będziemy musieli umieścić aparat fotograficzny, laptopa, tablet czy inny większy sprzęt. Tam też trafią telefony komórkowe i wszystko co chowamy w kieszeniach. Biżuteria, pasek do spodni, zegarek i tego typu przedmioty umieszczamy z resztą naszych rzeczy. Ściągamy też wszelkie bluzy, kurtki czy inne okrycia wierzchnie oraz buty na obcasach czy wyższych podeszwach (np. botki, kozaki). Kiedy już mamy wszystko przygotowane przesuwamy nasze rzeczy w kierunku prześwietlania ich przez służby lotniskowe a sami przechodzimy przez bramkę. Nowoczesne skanery można podzielić na dwa podstawowe rodzaje: urządzenia wykorzystujące fale elektromagnetyczne oraz skanery prześwietlające nas promieniami Roentgena. Pierwsza jest najbardziej popularną bramką, przez którą przechodzimy i gdy zapali się czerwone światełko to zostaniemy dokładniej skontrolowani osobiście przez pracownika lotniska. Możemy także trafić na badanie pod kątem obecności narkotyków. Wtedy my (dłonie) bądź nasze rzeczy osobiste (torebka) są sprawdzane. Drugim rodzajem bramek są nowoczesne rentgeny, które bardzo dokładnie skanują nasze ciało, i przed którymi niczego nie będziemy mogli ukryć. W tego rodzaju bramkach stajemy po środku unosząc ręce nad głową. Po kilku sekundach możemy przejść dalej, gdzie po korzystnym przebiegu kontroli możemy odebrać swoje rzeczy. Czasami, jeśli np. zapomnieliśmy wyrzucić butelki po napoju, bądź nie wyciągnęliśmy aparatu nasz bagaż może zostać przekierowany do dokładnego sprawdzenia, w którym osobiście musimy towarzyszyć pracownikowi lotniska podczas tych czynności. Po kontroli czekają nas teraz przyjemności – czyli sklepy bezcłowe 🙂 Tam możemy znaleźć alkohole bądź perfumy w bardzo atrakcyjnych cenach (szczególnie dla lotów poza schengen).

Tablica odlotów

3. Kontrola paszportowa

W niektórych przypadkach zaraz po kontroli osobistej możemy trafić na kontrolę paszportową. Jeżeli naszą destynacją są kraje spoza schengen wówczas kontrolę przechodzimy właśnie po kontroli osobistej, choć też jest to uzależnione od lotniska, ponieważ taka kontrola może się odbywać tuż przed wejściem na pokład samolotu (przed wejściem przed bramki). Kontrola paszportowa to nic innego jak pokazanie paszportu pracownikowi służby granicznej. Może on zadać kilka pytań np. dokąd lecimy, na jak długo, czy mamy bilet powrotny bądź gdzie zamierzamy się zatrzymać. Zostanie zeskanowana nasza twarz celem potwierdzenia tożsamości, a niekiedy także zeskanowane będą opuszki palców wskazujących. Pamiętajmy o ważności naszego paszportu, który nie powinien być krótszy niż pół roku, choć warto sprawdzić jakie przepisy dotyczą konkretnego kraju.

 

 

4. Wejście do samolotu

Będąc już w strefie bezpiecznej sprawdzamy monitory, na których szukamy naszego lotu. Przy jego kodzie i godzinie odlotu podana będzie bramka (Gate), z której odlatywać będzie nasz samolot. Na dużych lotniskach mamy kilka stref, zatem warto przeznaczyć na to więcej czasu, ponieważ droga do przebycia może być daleka (nawet 2 km, bądź konieczna będzie zmiana budynku).

Kolejka do bramek na lotnisku w Dosze

Polskie realia są na szczęście nie tak pełne rozmachu, dlatego też do bramki będzie nam znacznie łatwiej dotrzeć. Zawracajmy uwagę na znaki oraz komunikaty płynące z głośników. Gdy dotrzemy do naszej bramki warto przygotować dokument i kartę pokładową, ponieważ będą one raz jeszcze sprawdzane i skanowane. Stewardessa skieruje nas bądź rękawem bezpośrednio do samolotu, bądź też do autobusu lotniskowego, który odwiezie nas do samolotu.

 

5. W samolocie

Znajdujemy swoje miejsca i stosujemy się do wszelkich uwag obsługi. Tablety, czytniki, książki czy wodę możemy od razu wyciągnąć z bagażu by mieć je pod ręką. Resztę umieszczamy w schowku. Zapinamy pas i lecimy 🙂

 

6. Po dotarciu do celu 

Po wyjściu z samolotu przechodzimy kontrolę paszportową w przypadku krajów spoza UE. Tutaj też musimy załatwić sprawy z wizą, jeśli jest konieczna. O tym napiszemy więcej w osobnym poście. Po przejściu kontroli udajemy się w kierunku strefy odbioru bagażu (baggage reclaim). Jeżeli dolecieliśmy do kraju należącego do wspólnoty bądź jest to lot krajowy, wówczas od razu przechodzimy do strefy odbioru bagażu. Ponownie na monitorach sprawdzamy nasz lot i szukamy stanowiska, w którym wyrzucone zostaną nasze bagaże. Wyrzucone to nie pomyłka 😉 Bagaże wyskakują i obijają się o barierki dość konkretnie, więc jeśli macie coś cennego to zgłoście to wcześniej i oklejcie bagaż symbolami „Uwaga szkło”. Jeżeli nasz bagaż się nie pojawi, wówczas należy zgłosić się do punktu linii lotniczej bądź operatora linii lotniczej. Niekiedy pracownicy już wiedzą, że jakieś bagaże zostały zagubione i sami szukają osób, które ich nie otrzymały. Po zgłoszeniu zguby- wypełnieniu formularza, dostajemy gwarancję dostarczenia kurierem bagażu na wskazany przez nas adres (dom czy hotel). Pamietajmy, że za zgubiony bagaż przysługuje nam rekompensata finansowa, która zostaje nam przekazana celem uzupełnienia garderoby

Mamy nadzieję, że nasz post będzie dla Was pomocny 😉 Jeśli macie jakieś pytania – piszcie do nas śmiało! Tymczasem życzymy Wam pięknych chwil w przestworzach owocujących zachwycającymi wspomnieniami.

Karta kredytowa Wizz Air MasterCard

W dzisiejszym poście chcielibyśmy opisać zalety karty kredytowej, z której sami korzystamy. Post nie jest w żadnym stopniu reklamą, za którą ktoś nam płaci. Sami używamy tego środka płatniczego, dlatego chcemy Wam go przedstawić.

Kiedyś oboje nie chcieliśmy mieć kart kredytowych – nie były nam potrzebne, a kojarzyły się z długami itd itp. Korzystaliśmy jedynie z kart debetowych do naszych kont bankowych. Na szczęście podczas organizacji naszego wyjazdu do Meksyku karta kredytowa okazała się niezbędna do wypożyczenia samochodu. Po przejrzeniu kilku ofert najbardziej pasująca do naszych potrzeb okazała się karta Wizz Air MasterCard wydawana przez bank Raiffeisen.

Oto kilka zalet tej karty, które są dla nas istotne:

  • 2% każdej transakcji wraca na nasze konto WizzAir, dzięki czemu możemy później kupować bilety lotnicze za 0 zł 🙂 (jeśli płacimy za coś na stronie WizzAir to wraca nam nawet 4%)
  • Bezpłatne członkostwo typu standard w WIZZ Discount Club, dzięki czemu zakupione przez nas bilety dla siebie i jednej osoby towarzyszącej są tańsze nawet o 45 zł/sztuka. Taniej zapłacimy też za bagaż. Normalnie takie członkostwo kosztuje 29,99 Euro za rok (jeszcze do niedawna w cenie mieliśmy członkostwo typu grupa, w którym mogliśmy kupować tańsze bilety dla siebie i pięciu współpasażerów, ale niestety to się skończyło z końcem sierpnia)
  • Przy otwarciu karty i dokonaniu pierwszej płatności otrzymujemy punkty o wartości 50 zł na start na swoje konto WizzAir
  • Karta ma dobre kursy wymiany walut, dzięki czemu nie przepłacimy płacąc nią za granicą (szczególnie w krajach z „egzotycznymi” walutami – innymi niż Euro, Dolar, czy Funt)
  • Do prowadzenia konta nie jest wymagane posiadanie konta w banku Raiffeisen.

Więcej informacji o karcie znajdziecie pod tym linkiem: https://raiffeisenpolbank.com/klienci-indywidualni/karty/wizz-air-mastercard

Na stronie banku zdobywanie punktów jest opisane w nieco zawiły sposób. Ogólnie dostajemy 1 pkt za każde wydane 5 zł kartą, a 10 pkt możemy wymienić na 1 zł na nasze środki WizzAir. Ogólnie daje to 2% zwrotu, o którym pisaliśmy wcześniej :).

Karta ma również kilka wad, o których poniżej:

  • Opłata za jej prowadzenie to 6 zł miesięcznie i nie da się jej ominąć (jednak pamiętajmy, że daje to 72 zł rocznie, co jest i tak mniejszą kwotą niż 29,99 Euro za członkostwo w WizzAir Discount Club)
  • Punkty z karty nie są automatycznie przelewane na konto WizzAir – trzeba co jakiś czas dzwonić na infolinię Raiffeisen w celu zgłoszenia chęci przelania punktów i później poczekać kilka dni, aż punkty trafią na konto.
  • Okres rozliczeniowy karty przypada od pierwszego do ostatniego dnia miesiąca, później istnieje możliwość spłaty karty bezpłatnie w ciągu 25 dni można bezpłatnie spłacić całą kwotę wydatkowaną w poprzednim miesiącu. Jeśli jednak mamy część niespłaconą, to na przełomie miesiąca od tej kwoty naliczane jest ubezpieczenie na życie (0,75% sumy niespłaconej kwoty). Dlatego my sami traktujemy tą kartę, jak debetową i stale robimy przelewy z naszego osobistego konta w innym banku, żeby nie pozostawiać dużej kwoty do spłaty.
  • Jak przy każdej karcie kredytowej trzeba mieć stały dochód, najlepiej z umowy o pracę na czas nieokreślony. Nasza karta jest wydana na Kasię ze względu na zatrudnienie na taką właśnie umowę. Drugim sposobem jest prowadzenie działalności gospodarczej, jednak trzeba to robić od conajmniej 18 miesięcy. W czasie, kiedy staraliśmy się o wydanie karty Nikodema działalność nie miała jeszcze takiego stażu, dlatego wnioskowaliśmy o kartę dla Kasi.

Ogólnie rzecz ujmując karta ma swoje wady i zalety, jednak my jesteśmy z niej bardzo zadowoleni. Płacimy za wszystkie możliwe zakupy w kraju i za granicą. Dzięki temu coś do nas „wraca” z wydanych pieniędzy. 🙂

 

Jak płacić za granicą?

W dzisiejszym wpisie chcielibyśmy się podzielić z Wami naszymi sposobami na płacenie za granicą podczas wyjazdów. Często zastanawiacie się, czy lepiej wziąć ze sobą gotówkę, czy płacić kartą. Zależne jest to przede wszystkim od miejsca, w które się wybieramy. Nie wszędzie da się płacić kartą płatniczą, czy też wypłacić gotówkę z bankomatu. Oczywiście istnieje wiele innych sposobów, jednak my przedstawimy kilka sposobów, z których sami korzystamy.

Karta kredytowa Wizz Air Mastercard

Jest to karta wydawana przez bank Raiffeisen, która ma kilka zalet. Przede wszystkim 2% wartości każdej transakcji wraca na konto WizzAir, które potem możemy wydać na bilety lotnicze tego przewoźnika. Staramy się płacić tą kartą za wszystkie zakupy zarówno w Polsce, jak i za granicą. Dodatkowo karta ma konkurencyjne kursy walut oraz brak opłaty za przewalutowanie, dzięki czemu nasze zagraniczne płatności będą tańsze. Szczególnie tą kartą opłaca się dokonywać płatności w walutach mniej popularnych jak np Peso Meksykańskie, czy Hrywna Ukraińska. Następny post poświęcimy szerzej tej karcie i napiszemy, dlaczego warto ją założyć. Jeśli natomiast potrzebujemy zapłacić w Euro, Dolarach Amerykańskich, czy Funtach Brytyjskich lepszy będzie następny sposób.

Konta walutowe w ING Banku Śląskim

Oboje posiadamy konto osobiste w banku ING, a do tego mamy otwarte konta walutowe w EUR, USD, i GBP. Prowadzenie wszystkich rachunków jest bezpłatne, a dodatkowo kartę debetową Visa możemy podpiąć do wszystkich rachunków. Płatności są pobierane automatycznie z danego konta. Czyli jeśli płacimy za dany towar w euro, to pieniądze pobierane są właśnie z tego konta (o ile znajdują się tam jakieś pieniądze;) ). Dodatkowo mamy dostęp do internetowego kantora, w którym możemy wymienić złotówki na inną walutę. Kursy walut są często korzystniejsze, niż w stacjonarnych kantorach i aktualizują się co kilka sekund. W niektórych oddziałach ING znajdują się bankomaty w euro, z których możemy wypłacić tę walutę. Z każdego konta walutowego możemy też raz w miesiącu wypłacić bezpłatnie gotówkę w kasie banku. Tego sposobu używamy albo przy płatnościach kartą za granicą w powyższych walutach albo wypłacając dolary w celu późniejszej wymiany w kantorze za granicą.

Wymiana gotówki w kantorze.

Kolejnym sposobem chyba najbardziej popularnym wśród podróżujących jest wymiana pieniędzy w kantorze. Możemy wymieniać gotówkę w Polskim kantorze na walutę kraju, do którego się wybieramy, jednak to jest zazwyczaj nieopłacalne. Możemy też wymieniać pieniądze już na terenie naszego kraju docelowego. To jest zwykle bardziej opłacalne rozwiązanie. Przykładowo podróżując do Lwowa najlepiej wziąć ze sobą złotówki i wymienić je na hrywny w lokalnym kantorze. Jednak w większości krajów w kantorach nie przyjmują złotówek, dlatego początkowo musimy kupić w Polsce dolary albo euro (np wypłacając walutę z konta w ING). Sami tak robimy podróżując przykładowo do krajów Azjatyckich. Co prawda tracimy wtedy na dwóch wymianach walut, jednak jest to i tak opłacalna metoda.

Wypłata obcej waluty w miejscowym bankomacie

Chcielibyśmy wspomnieć jeszcze o jednej możliwej metodzie, czyli wypłaty gotówki w kraju naszej podróży. Niektóre banki pozwalają na darmowe wypłaty gotówki na całym świecie, natomiast inne mają w swojej ofercie pakiety bezpłatnych wypłat kosztujące np 10-15 zł za 14 dni. Przy tej metodzie dochodzi jeszcze często opłata za przewalutowanie. Dlatego sami tylko w ostateczności wypłacamy pieniądze w bankomacie.

Przedstawiliśmy powyżej kilka metod płatności za granicą, z których sami korzystamy. Osobiście staramy się podczas podróży płacić za wszystko co się da kartą kredytową WizzAir. Przed wyjazdem obliczamy ile mniej więcej gotówki będzie nam potrzebne na miejscu (nie wszędzie da się płacić kartą) i tyle bierzemy ze sobą. Głównie zabieramy dolary amerykańskie (trzeba zwrócić uwagę, czy banknoty są nowe) i na miejscu wymieniamy je w częściach na lokalną walutę. Jeśli jakieś dolary nam zostaną to zużyjemy je podczas kolejnej podróży. W przypadku większego zapotrzebowania na gotówkę niż założyliśmy wypłacamy pieniądze w bankomacie na miejscu.

Mamy nadzieję, że ten post będzie dla Was przydatny podczas planowania różnych wojaży. 🙂

Gruzja cztery lata później…

… wciąż nas zachwyca. Według nas jest to najwspanialszy kraj w tej części świata. I nie tylko to pozostało bez zmian. Kuchnia wciąż pieści podniebienia, wino przyjemnie szumi w głowie, a przyroda i krajobrazy zapierają dech w piersiach. W zasadzie zmianie uległa tylko jedna rzecz i to na całe szczęście. Chociaż kraj ten przez to traci trochę na charakterze. Mianowicie – na drogach zrobiło się dziwnie cicho, spokojnie, bezpiecznie… Dwa pasy jazdy to dwa, nie cztery jak było kiedyś. Są światła, kierunkowskazy, klakson słychać w przypadkach koniecznych. Faktem jest, że już nie balibyśmy się wynajmować tam auta bo bezpieczeństwo znacząco się poprawiło. Niestety jednak mam wrażenie, że zabrano Gruzinom trochę ich tożsamości i charakteru. Ta jazda nie pasuje do nich tak, jak do mnie różowa, pomponiasta kiecka. Na szczęście ja nie muszę takowej zakładać. A Gruzini… nie wiem co mogło ich przekonać do tak diametralnej zmiany stylu życia (bo chyba bardziej był to styl życia 😉 . Być możne fakt, że kraj ten stara się o przyjęcie do Unii Europejskiej. Nie będę oceniała czy to dobrze, czy źle. Na pewno wpływa to na poprawę życia, jego komfort zarówno dla mieszkańców jak i turystów. W stolicy jest wiele nowych miejsc, gdzie można dobrze i smacznie zjeść na wysokim poziomie. Jest czystko, schludnie… każdy znajdzie coś dla siebie.

Tbilisi

Jeśli nie czytaliście o naszej pierwszej wyprawie do Gruzji, to nic. Możecie zajrzeć na wcześniejsze, obszerniejsze wpisy w zakładce Azja->Gruzja, albo przeczytać to, co w poniższej pigułce mamy Wam do przekazania.

Mccheta, dawna stolica Gruzji położona niedaleko Tbilisi

  • Kilka praktycznych porad

Jak zwykle lecimy linią WizzAir wykorzystując punkty, które uzbieraliśmy na koncie (pomaga nam w tym karta kredytowa WizzAir, o której wkrótce w osobnym wpisie). Tym razem wylatywaliśmy z Wrocławia do Kutaisi, skąd autobusem GorgianBus ( [klik] rozkład dopasowany jest do przylotów/odlotów) dotarliśmy do Tbilisi. Do Gruzji spokojnie możemy wjeżdżać na dowód. My jednak latamy z paszportem ze względu na sentyment do pieczątek 😉 Polecamy zabrać dolary, które najlepiej wymienić w Tbilisi. Im dalej od centrum miasta tym lepszy kurs. Wymienialiśmy w bankach, kantorach, a nawet w podejrzanie wyglądających „budkach”. Z wymianą nie było żadnych problemów. Jedynie do Sighngaghi polecamy zabrać gotówkę, ponieważ w tej niewielkiej miejscowości może być problem z wymianą i wybraniem jej z bankomatu. Poza tym, w większości restauracji, barów czy innych miejsc można płacić kartą. Niestety daleko w tyle są hotele- tylko w jednym mogliśmy zapłacić kartą. Waluta od 2014 roku potaniała, jednak ceny nieznacznie wzrosły, co sprawia, że Gruzja wciąż jest bardzo tanim krajem. Przykładowe ceny podamy na końcu wpisu. Kiedy jechać do Gruzji? Zawsze. O każdej porze roku ma ona swój klimat. Zależy on też od danego regionu, można jednak przyjąć, że jest zbliżony do naszego.  Jeśli chodzi o język bez problemu dogadamy się po rosyjsku. Po angielsku na ogół także (stolica i Batumi).

  • Tbilisi

Stolica po 4 latach stała się mniej chaotyczna, czystsza, z pewnością trochę bardziej turystyczna co widać po ilości osób przyjeżdżających z plecakami i aparatami fotograficznymi. My swojego nie zabraliśmy, więc łatwiej nam było wtopić się w tłum. Szczególnie (jak zawsze) Nikodemowi 😀 . Nie będziemy Wam pisać co warto zobaczyć bo to już kiedyś zrobiliśmy i nic się w tym zakresie nie zmieniło. Polecimy Wam raz jeszcze restaurację Machakhela [TripAdvisor- klik], która nigdy nas nie rozczarowała. Ceny niskie, jedzenie bardzo smaczne. Nam szczególnie smakują tam chinkali kalakuri (mięsny, pikantny farsz z dużą ilością ziół). Są jednymi ze smaczniejszych jakie przetestowaliśmy. Karta jest pełna gruzińskich przysmaków, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Wino  także mają pyszne. 

Restauracja Machakhela

Jeśli jednak zależy Wam na znacznie bardziej gruzińskiej gościnności, to koniecznie musicie odwiedzić Cafe Palermo [TripAdvisor-klik].  Gdyby Magda Gessler zjadła obiad w tym miejscu to chyba dopiero wtedy dowiedziałaby się czym jest serce do gotowania i goszczenia, odpowiedzialność za to co podaje się gościom, wyśmienita kuchnia i przyjazna atmosfera. To wszystko i wiele więcej w towarzystwie jednego z najlepszych win w Gruzji. Musicie się tam udać. Z centrum jest niedaleko. A po uczcie jaką zafunduje przemiła właścicielka warto będzie udać się na długi spacer. PS. jeśli nie wiecie co zamówić, ona z pewnością będzie wiedziała co Wam podać 😉 .

 

  • Sighnaghi

Sighnaghi

W tym mieście przez ostatnie lata wzrosła baza noclegowa. Pojawiło się wiele ciekawych obiektów, przez co spadły także ceny. My nocowaliśmy w przyjemnym pensjonacie z widokiem na góry Kaukazu. W Sighnaghi poznaliśmy też Polaka, który zamieszkał w tym uroczym mieście i otworzył hostel pod nazwą Peter’s Guesthouse [Booking.com – klik], który Wam polecamy. Do miasta można się także udać na  cały dzień wyjeżdżając jedną z pierwszych marszrutek z dworca Samgori (około godziny 9, oczywiście czekamy aż znajdzie się komplet osób więc może być wcześniej, później… 😉 ). Podróż trwa 2 godziny. Ostatni bus odjeżdża około godziny 17:00. Koszt przejazdu to 6 lari/osoba. Mamy więc sporo czasu by włóczyć się wąskimi, szerokimi, brukowanymi uliczkami miasta. Koniecznie przejdźcie historycznymi murami miasta. Jeśli dopisze Wam szczęście będziecie mogli podziwiać przepiękną panoramę z górami Kaukazu w roli głównej. Po zwiedzaniu zostawcie sobie odrobinę sił na drogę, którą pokonacie do The Terrace Signagi [TripAdvisor- klik], gdzie zjecie wyśmienity obiad z zachwycającym widokiem. Nie będę Wam opowiadać co jadłam, bo wręcz nie wypada. Świetna kuchnia, niskie ceny i te widoki… oh, ah!

The Terrace Signagi

  • Batumi

Plaża w Batumi

To najbardziej „europejski” zakątek Gruzji. Wszystko jest takie piękne, takie „cacy”, błyszczy się, świeci, gra i nawet tańczy. Jest sporo kawiarni, ekskluzywnych restauracji, dobrych hoteli. Jest morze i to właśnie ono sprawia, że odwiedzamy to najmniej gruzińskie z gruzińskich miast. Jest tam też Hilton, w którym można za niewielkie pieniądze wypocząć w luksusie. Tam dopiero doznacie sympatii i gościnności. I zobaczycie niesamowite panoramy na każdą stronę miasta i morze. Recenzja hotelu Hilton Batumi pojawi się wkrótce. Ze względu na śniadanie i happy hours, które mieliśmy w cenie noclegu nie korzystaliśmy z lokali gastronomicznych w mieście. Plan wycieczki był zbliżony do poprzedniego. Tradycyjnie ze stopem na kawę na placu Piazza. Mimo, że tutaj tak trochę „po amerykańcku” to nam się podoba. I wrócimy tu już niedługo, a co!

  • Ceny w Gruzji w 2018 roku [kwiecień|

Bilety lotnicze kupiliśmy za 130 zł w obie strony (całkowity koszt to 288 zł od osoby, ale obniżyliśmy ją do 130 zł dzięki karcie WizzAir)

Noclegi:
Tbilisi – Nine Hotel – 33 zł od osoby za noc
Sighnaghi – Boutique Hotel BellaVue – 73 zł od osoby za noc
Batumi – Odisea Apart Hotel – 44 zł od osoby za noc ze śniadaniem

Wszystkie powyższe noclegi rezerwowaliśmy poprzez Booking.com. Jeśli nie macie jeszcze konta na tym portalu to zapraszamy do dokonania pierwszej rezerwacji przez link (https://www.booking.com/s/34_6/e85fd39c). Dzięki temu otrzymacie 50 zł zwrotu po pobycie.

Dwie noce spaliśmy także w 5* Hiltonie Batumi, za który zapłaciliśmy 45$ za osobę/noc. Może wydawać się dużo, jednak dzięki naszemu statusowi w sieci Hilton mogliśmy skorzystać z benefitów takich jak śniadanie, czy wstęp do Executive Lounge – wraz z kolacją i otwartym barem w godzinach popołudniowo-wieczornych.

Za transport po kraju płaciliśmy odpowiednio:
20 GEL – bus z lotniska w Kutaisi do Tbilisi
15 GEL – bus z Batumi na lotnisko w Kutaisi
(https://www.georgianbus.com)

21 GEL – pociąg z Tbilisi do Batumi (https://tkt.ge)

PS. Pamiątki najlepiej kupić w Tbilisi. W Batumi są znacznie droższe

Pociąg z Tbilisi do Batumi

Posiłki są w restauracjach gruzińskich bardzo tanie, dlatego często w nich gościliśmy. Chinkali, czyli pyszne gruzińskie pierożki są sprzedawane na sztuki (ok. 1 zł za duży pieróg – 5-6 wystarczy, żeby się najeść). Chaczapuri jest dostępne w wielu rodzajach i rozmiarach i kosztuje między 7, a 20 zł.
Jeśli chodzi o napoje to serdecznie polecamy gruzińskie lemoniady w wielu smakach – w restauracjach kosztują ok. 2 zł za butelkę. Piwo to koszt około 5 zł. Oczywiście Gruzja to kraj wina – duży wybór znajdziecie w każdej knajpce, a ceny zaczynają się nawet od 8 zł za litrowy dzbanek domowej roboty wina, które jest bardzo dobre.

Gruzińskie ucztowanie

Puebla – jak, gdzie, za ile

Puebla

     Puebla podbiła nasze serca. Z racji krótkiego pobytu w Meksyku chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, w szczególności zależało nam na stolicy, półwyspie Jukatan, ale także na czymś bardziej kameralnym. Niestety dość spore odległości między miastami stanowiły pewne ograniczenie. Dlatego też postawiliśmy na Pueblę- piękne, kolonialne, kolorowe miasteczko, które oddalone jest jedynie o 130 km od ogromnej, meksykańskiej stolicy.  Nasza podróż rozpoczęła się w Mexico City, następnie zwiedziliśmy Guadalajarę, półwysep Jukatan, skąd postanowiliśmy się wybrać właśnie do tego pięknego, meksykańskiego zakątka.

Urokliwa uliczka

  • Jak tam dotrzeć

Do Puebli ze stolicy kraju można się dostać wynajętym autem, bądź taksówką (podróż trwa ok 2 h i 15 min).  Polecamy serdecznie Ubera, z którego usług korzystaliśmy w całym Meksyku. Sprawdza się świetnie, ceny jak zawsze są konkurencyjne, poza tym co ważne, dzięki ciągłej lokalizacji i zapisowi przejazdu w aplikacji można czuć się znacznie bezpieczniej. Przejazd z Mexico City do Puebli kosztuje od ok. 1100-1500 MXN(od ok 200 zł za przejazd w jedną stronę). To bardzo wysoka cena- akurat Uber znacznie lepiej sprawdza się podczas podróży wewnątrz dystryktu. Wybór lokalnej taksówki to koszt min. 3000 MXN. Polecamy Wam jednak wybrać autokary linii Estrella Roja [https://www.estrellaroja.com.mx/]. Są bardzo komfortowe, przestronne, podczas podróży można korzystać z darmowego wi-fi, a także poczęstunku w postaci bułeczki, muffinki i wody mineralnej. Nasza podróż z Puebli do Meksyku kosztowała 300 MXN za osobę. Podczas odprawy na dworcu autobusowym przechodzimy kontrolę osobistą, jednak mniej restrykcyjną niż  na lotnisku. Warto być około godziny przed odjazdem, aby mieć gwarancję miejsca obok siebie jeśli jest się w dwie, lub więcej osób. Niestety biletu autobusowego nie można kupić wcześniej w sprzedaży internetowej jeśli nie posiada się meksykańskiej karty płatniczej. Bilet kupujemy w kasie dworca autobusowego gdzie istnieje możliwość płatności polską kartą (Visa lub Mastercard). Na hali dworca są także dostępne biletomaty jednak nam odmówiły posłuszeństwa i nie chciały sprzedać biletu.

Lokalizacja dworca autobusowego w Puebli

 

Kolejnym przewoźnikiem autokarowym na tej trasie jest ADO [https://www.ado.com.mx/] Ceny przejazdów są zbliżone do powyższych- przejazd kosztuje średnio 296 MXN. Czas trwania przejazdu na tej trasie jest identyczny (wyjeżdżamy z tego samego dworca). Na stronie internetowej można wybrać inne miejsce rozpoczęcia podróży, które bardziej będzie Wam pasowało.

Puebla posiada także własne, niewielkie lotnisko obsługujące kilka samolotów dziennie – głównie latających na trasach krajowych. Warto tutaj wspomnieć, że z lotniska do centrum można dojechać publicznym autobusem (trzeba wyjść przed bramę portu lotniczego) za 18 MXN od osoby – taksówka kosztuje 300 MXN.  Podróżując samolotem z Cancun (bądź innych miast w Meksyku) warto korzystać z usług linii Viva-Aerobus. Ceny biletów wynoszą ok 150 zł za przelot. Odległość, którą pokonamy wynosi prawie 1300 km, a lot będzie trwał 2 godziny i 10 minut. Loty warto kupować 6-3 miesięcy przed datą podróży.

  • Gdzie nocować i zjeść

My nocowaliśmy w holetu Loa Inn Juarez Puebla, który na portalu Booking.com ma wysokie opinie (8,9 w 2018 roku)[http://www.booking.com/Share-gEQHaS]. Hotel znajduje się 15 minut spacerem od centrum miasta. Śniadania były całkiem smaczne jak na tamtejsze warunki. Obsługa znała kilka słów po angielsku, więc nie było najgorzej. 😉 Oczywiście możecie też znaleźć coś co bardziej będzie Wam odpowiadało na stronie booking.com (w obecnej promocji z naszym linkiem 50 zł taniej – pytajcie o szczegóły bądź szukajcie w zakładce „zrób to sam” na blogu).

Jeśli chodzi o gastronomię to naprzeciw katedry znajduje się bar prowadzony przez wielopokoleniową rodzinę, w którym serwują smaczne tacos [Taqueria La  Catedral]. Wybór jest dość spory a ceny bardzo przyjemne. Tam piliśmy pyszne piwo na sposób meksykański – schłodzona szklanka, której rant obsypany był solą, zimne piwo, do którego wciśnięty był sok z dwóch limonek. Rewelacyjne i orzeźwiające połączenie. Kolejnym lokalem był La Oriental La cuna del taco Árabe (przy parku obok katedry). Ceny były bardzo niskie, jedzenie ciekawe, pikantne jak przystało na kuchnię meksykańską. Zestaw w postaci 2 tacosów i napoju kosztuje tam 55 MXN. Pojedynczy tacos bądź tortas (mięso w bułce) to koszt 35 MXN. Napoje koszują 18 MXN, a w opcji light 19 MXN.

Tradycyjne Tacos

Ponadto pozostałe produkty żywnościowe kupowaliśmy w marketach. Ceny były ok 20-30% wyższe niż w Polsce.

  • Co zobaczyć

Prawdę mówiąc Puebla jest miastem pięknym samym w sobie.  Brukowane uliczki, przepiękne, kolorowe domy zdobione pięknymi drzwiami, dużo zieleni, Mariachi grający na ulicach… Cudowny klimat, szczególnie po pobycie w Mexico  City i Guadalajarze. Te większe metropolie są bardzo hałaśliwe, pełne pędzących aut i krzykliwych ludzi. W Puebli czas zwalnia, słońce praży jakby przyjemniej, dlatego też bardzo polubiliśmy to miejsce. Poznawanie jej piękna polega na delektowaniu się jej klimatem, długich spacerach czy przesiadywaniu w barach czy kawiarniach. Jest kilka miejsc, które należy zobaczyć, jednak przy dwudniowym pobycie mamy czas na wszystko.

Oczywiście pierwszym punktem, który należy zobaczyć jest katedra. Znajduje się w samym sercu miasta. Wstęp do niej jest darmowy. Robi ogromne wrażenie o każdej porze dnia. Katedra  została zbudowana w XVI- XVII wieku, a zasadniczy zrąb budowli powstał w latach 1550-1640. Posiada najwyższą dzwonnicę w Meksyku mierzącą 69 m. We wnętrzu ołtarz główny zbudowany jest z szarego onyksu pueblańskiego. Dostrzec można piękne malowidła autorstwa Miquela Cabrerego i José Ibarrego.

Katedra

Warto zobaczyć też kościół św. Franciszka. Zbudowany został w XVI wieku w pełnym bogatych ozdób stylu plateresco. W XVIII wieku dobudowano do niego wieżę, natomiast fasadę ozdobiono płytkami ceramicznymi. Wewnątrz jest kilka ołtarzy, lecz szczególną uwagę przyciąga szklana trumna ze spoczywającym w niej hiszpańskim świętym Sebastianem de Aparicio, który przybył do Meksyku w 1533 roku.

Kolejnym ważnym zabytkiem jest kościół św. Dominika z przepiękną barokową kaplicą różańcową.

Kaplica Różańcowa

W Puebli jest wiele kościołów, które można odwiedzić. Prawdę mówiąc chodząc uliczkami co chwilę możecie trafić na malutki kościółek bądź robiącą wrażenie swoimi rozmiarami świątynię. Całe historyczne centrum Puebli zostało w 1987 roku wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Do pozostałych atrakcji należy przepiękna biblioteka Palafoxiana pochodząca  z trzeciej połowy XVIII wieku. Była to pierwsza publiczna biblioteka w Meksyku, a według niektórych źródeł pierwsza w obu Amerykach. Bilet wstępu kosztuje 25 MXN.

Wnętrze biblioteki

Puebla słynie także, a może nawet przede wszystkim z ceramiki, która może stanowić ciekawą pamiątkę z tego miejsca. Nieopodal głównego rynku znajdziemy bazar z dużym wyborem suwenirów.

Bazar z pamiątkami

Według nas Puebla to jedno z piękniejszych miejsc w całym Meksyku i z pewnością należy ją odwiedzić. My byliśmy zachwyceni pobytem w tym miejscu i podczas kolejnej wizyty w Meksyku z pewnością ją odwiedzimy. Podczas naszego pobytu odbywała się w mieście swego rodzaju manifestacja młodzieży szkolnej, która pozwoliła nam obejrzeć lokalne, kolorowe stroje.

Lokalne stroje meksykańskich uczennic