Podróżowanie pociągiem po Bułgarii

Zabytkowy pociąg w budynku sofijskiego dworca

Podczas naszej podróży do Bułgarii potrzebowaliśmy przemieścić się z zachodu na wschód, a dokładnie ze stolicy kraju – Sofii nad Morze Czarne. Dokładniej rzecz ujmując chcieliśmy dotrzeć do historycznego Nesseberu, który położony jest niedaleko Burgas. Odległość dzieląca Sofię i Burgas to ponad 380 km. Początkowo myśleliśmy o pokonaniu tego odcinka samolotem, jednak w czasie naszej podróży nie odbywały się bezpośrednie loty na tej trasie. Autobus natomiast jedzie 8 godzin i tą opcję od razu odrzuciliśmy. Po analizie sytuacji pojawiła się jeszcze jedna opcja – nocny pociąg z wagonami sypialnymi. Ta od razu wydała nam się interesująca.
Bilet można zakupić na 30 dni przed podróżą na stronie bułgarskich kolei (www.bdz.bg), co też uczyniliśmy. Ostatecznie okazało się, że pośpiech nie jest wymagany ponieważ w naszym pociągu było kilka wolnych przedziałów, więc bilety można też kupić również przed wyjazdem. Jednak my podróżowaliśmy poza sezonem, więc w miesiącach wakacyjnych może być większy problem z dostępnością biletów. Pociąg, którym podróżowaliśmy ciągnął 6 wagonów – trzy 2 klasy, 1 pierwszej klasy oraz dwa sypialne. Wagony 1 i 2 klasy są podobne do starszych wagonów PKP. Natomiast w sypialnych zlokalizowanych jest 10 przedziałów po trzy miejsca do spania. Bilety na miejsca sypialne możecie także kupić w trzech klasach (2 klasa – 3 osoby śpią w jednym przedziale, 1 klasa – 2 osoby w jednym przedziale oraz Biznes – 1 osoba w przedziale). My zakupiliśmy bilety w 1 klasie, dzięki temu przedział mieliśmy tylko dla siebie. Za bilet zapłaciliśmy 38,50 lewa (ok. 85 zł) za osobę. To dobra cena, ponieważ pokonujemy praktycznie cały kraj, a do tego oszczędzamy na noclegu. Do tej pory nasze doświadczenia w podróżowaniu nocnymi pociągami opierały się na Ukrainie i Gruzji. Standard wagonu bułgarskich kolei bardzo pozytywnie nas zaskoczył.

W naszym „hotelu” na kołach 🙂

Pan konduktor po sprawdzeniu biletów zaprowadził nas do przedziału, gdzie rozłożył dwa łóżka. W środku znajdowała się także umywalka z lustrem i szafką na przybory toaletowe, szafka na buty, wieszaki oraz klimatyzacja (nawet dobrze działająca). Miejsca do spania ułożone były nad sobą, każde posiadało swoją własną lampkę do czytania oraz system komunikacji z konduktorem. W wagonie był także prysznic oraz WC.

Pościel w pociągu była czystsza niż w niejednym hotelu

Podróż minęła nam za szybko, ponieważ o 22:55 wyjeżdżaliśmy z dworca w Sofii, a o 5:43 byliśmy już w Burgas, więc pobudka była bardzo wcześnie. Jednak jazda w zamkniętym przedziale z możliwością wygodnego i bezpiecznego spania jest bardzo dobrym rozwiązaniem na pokonywanie takich odległości.

Wagon z miejscami siedzącymi

Poza nocnym przejazdem przez cały kraj pociągiem podróżowaliśmy jeszcze dwukrotnie. Na trasie Varna-Plovdiv (niecałe 5 godzin) oraz Plovdiv-Sofia (2 godziny). Bilet na pierwszy odcinek kosztował 18,10 lewa plus 0,50 lewa za miejscówkę. Ciekawostką jest, że wykupienie miejscówki nie jest obowiązkowe. Nam Pani w kasie biletowej bez pytania dodała miejscówkę, a ostatecznie w pociągu okazało się, że miejsca o takim numerze nie ma ;). Siedzieliśmy więc ostatecznie na innym, wolnym miejscu. 🙂 Za pociąg z Plovdivu do Sofii zapłaciliśmy 8,10 lewa za osobę. Wracając do Sofii wysiedliśmy na stacji Tsarigardsko shose, która jest połączona ze stacją metra o takiej samej nazwie – a z niej już tylko 2 przystanki do sofijskiego lotniska.

Podróżowanie pociągiem w Bułgarii ma sporo zalet – nie jest drogie, a poza tym mamy możliwość oglądania pięknych widokiem za oknem. Dodatkowo pociągi bułgarskie są bardzo punktualne – lokalni pasażerowie dostrajają swoje zegarki do ich odjazdów. 🙂

Bułgarski zachód słońca

Recenzja 5* hotelu DoubleTree Resort by Hilton Penang

Dzisiejszym wpisem chcielibyśmy nadrobić blogowe zaległości oraz rozpocząć serię wpisów z naszego ostatniego dalszego wyjazdu – do Malezji i Indonezji. Do wybrania właśnie takiego kierunku podróży skusiła nas przede wszystkim świetna cena biletów lotniczych linii Qatar Airways, ale także wiele znakomitych hoteli z portfolio Hiltona na miejscu w zaskakująco niskich cenach. Nasz przylot z Polski miał miejsce na lotnisko w Penang (tak samo nazywa się cała wyspa), które znajduje się niedaleko urokliwego miasta Georgetown. Opisywany 5* hotel znajduję się po drugiej stronie miasta, na zachód w dzielnicy Miami Green. Jest to nowy hotel, w którym spędziliśmy w sumie cztery noce płacąc po 10 tys. punktów Hilton Honors za jedną noc. Przy sprzyjającej promocji taką ilośc punktów można nabyć za 50$. Czyli właśnie za taką kwotę możemy się przespać w świetnym resortowym hotelu przy samej plaży – cena oczywiście za dwie osoby. Dokładając do tego status Gold w programie lojalnościowym sieci, który posiadamy otrzymujemy darmowe śniadanie, upgrade do lepszego pokoju oraz kilka innych benefitów.

DoubleTree Resort by Hilton Penang

Przyjazd do hotelu i zameldowanie

Z lotniska do hotelu dostaliśmy się po raz pierwszy używając Graba – azjatyckiej odpowiedzi na Ubera. Dojazd z lotniska do hotelu kosztował około 35 zł. Jest oczywiście opcja dojazdu autobusem, o której dowiedzieliśmy się później, jednak zajmuje ona ponad trzy razy więcej czasu, co po kilkunastogodzinnej podróży samolotami nie jest mile widziane. Po przyjeździe zostaliśmy miło przyjęci przez pracowników recepcji oraz poinformowano nas o podwyższeniu standardu naszego pokoju do dwupokojowego apartamentu z widokiem na morze, co nas bardzo ucieszyło. 🙂 Tradycyjnie otrzymaliśmy także ciepłe ciasteczka, które są standardem w całej sieci DoubleTree. Co ciekawe, w hotelu znajduje się także muzeum pluszowych misiów i jeden z ich przedstawicieli przywitał nas przy wejściu do hotelu.

Miś witający gości w lobby hotelu

Pokój

Nasz pokój znajdował się na czwartym piętrze w centralnej części hotelu. Mimo położenia niedaleko wind nie było ich wcale słychać. Apartament składał się z dwóch bardzo przestronnych pokoi – dziennego oraz sypialni, łazienki z wanną i prysznicem oraz sporego balkonu.

Sypialnia oraz balkon naszego apartamentu

Na stole w części wypoczynkowej znajdowała się także wstawka powitalna z liścikiem. Trafiliśmy akurat na chińskie święto Środka Jesieni, podczas którego lokalni mieszkańcy spożywają tradycyjne księżycowe ciasteczka, które przez zastosowanie dodatków takich jak pasta lotosowa, czy szafran w sklepach kosztują nawet około 20 zł za niewielkie ciasteczko. Dostaliśmy jedno takie ciasteczko w pięknym kartoniku. Co do smaku to raczej średnio nam podeszło, ale było to ciekawym przeżyciem kulinarnym. 😉

W hotelu spaliśmy dwukrotnie, na początku oraz na końcu naszej podróży. Przy drugim pobycie dostaliśmy bardziej osobistą wkładkę powitalną, co było dla nas bardzo miłym doświadczeniem.:)

Pokoje zostały bardzo starannie przygotowane przed naszym przyjazdem. Były czyste, nowocześnie urządzone – utrzymane w stylistyce marki DoubleTree, jednak z elementami nawiązującymi do tradycyjnej sztuki miejsca, w którym znajduje jest hotel. Na wyposażeniu znajdowały się kapcie, szlafroki, zestaw do parzenia kawy i herbaty oraz dwie butelki wody mineralnej.

Śniadanie

Śniadania są serwowane w restauracji położonej na poziomie -1, przy basenie. Można je zjeść także na świeżym powietrzu, co przy porannej temperaturze jest bardzo przyjemne. Trudno jest nam oceniać azjatyckie śniadania, ponieważ są one bardzo odmienne od takich, do których jesteśmy przyzwyczajeni w polskich hotelach. Jednak wybór był bardzo duży, każdy znajdzie coś dla siebie. Jest też egg station, na którym możemy zamówić różne dania z jajek. Z ciekawostek należy wspomnieć o „teh tarik”, czyli mocnej czarnej herbacie z zagęszczonym, słodkim mlekiem. Jest to narodowy napój w Malezji. Nam bardzo zasmakował, piliśmy go wielokrotnie – szczególnie dobry jest podawany na zimno z kostkami lodu.

Jeden z naszych śniadaniowych zestawów
Ubu Pao – czyli tradycyjne słodkie bułeczki podgrzewane na parze (to zielone ;))
w widocznym na zdjęciu naczyniu.

Basen oraz siłownia

Na terenie hotelu znajduje się siłownia oraz zewnętrzny basen – a właściwie dwa – jeden większy oraz drugi mniejszy z atrakcjami dla dzieci. Wokół basenu jest także trochę leżaków. Miejsce to stanowi świetny sposób na odpoczynek podczas gorącego dnia. Co ważne, po opadach deszcze, na które trafiliśmy podczas pobytu woda basenu była szybko oczyszczana.

Popołudnie w basenie

W hotelu znajduje się także całodobowa dobrze wyposażona siłownia.

Podsumowanie

DoubleTree Resort by Hilton Penang od niewielkiej plaży oddziela szeroka droga, jednak można ją przekroczyć mostkiem dostępnym dla gości hotelowych, widocznym na powyższym zdjęciu. Na plaży znajduje się także niewielka knajpka, w której można zjeść smaczne jedzenie w cenach dużo niższych niż w hotelowej restauracji.

Położenie hotelu może być niewielkim minusem, bo jest on poza centrum miasta GeorgeTown, jednak hotel zapewnia raz dziennie bezpłatny transport. W godzinach dopołudniowych możemy dojechać do centrum, a po południu z niego wrócić. Wieczorem bus jedzie w drugą stronę, na nocny bazar, na którym znajdziemy także wiele miejsc, gdzie możemy smacznie zjeść. Jeśli godziny odjazdów nam nie pasują to zawsze możemy skorzystać z publicznego autobusu, którego przystanek znajduje się pod hotelem.

W obiekcie nie znajdziemy niestety Executive Lounge, jednak w zamian tego goście z wysokim statusem mogą skorzystać z popołudniowego „tea time”, w ramach którego otrzymują kawę lub herbatę oraz ciasteczka w kawiarni znajdującej się w lobby hotelu.

Jeśli trafimy do hotelu w weekend wieczorem możemy usiąść w tym samym miejscu i przy akustycznej muzyce na żywo wypić drinka za pół ceny w promocji Happy Hours. 😉

Podsumowując hotel jest jak najbardziej godny polecenia, jeśli ktoś chce wypocząć w miłym miejscu podczas pobytu na wyspie Penang w Malezji. Dajemy mocne 9/10 pkt. 🙂

Meksyk – informacje praktyczne (część 2 – ceny w kraju)

W dzisiejszym wpisie chcielibyśmy podzielić się z Wami cenami, z którymi spotkaliśmy się podróżując po Meksyku. Wpis podzielimy na trzy rozdziały – transport, jedzenie i pozostałe wydatki. Ceny podajemy w MXN (Peso Meksykańskie). W okresie naszej podróży – listopad 2017 – jedno Peso kosztowało około 0,20 zł.

Transport

We wcześniejszym wpisie zamieściliśmy informacje o tym, jakie koszty musieliśmy ponieść, aby dolecieć do samego Meksyku oraz na przemieszczanie się pomiędzy miastami. Dzisiaj chcielibyśmy dodać informacje o kosztach przemieszczania się komunikacją miejską oraz taksówkami, a także związanymi z wynajętym przez nas samochodem. Jeśli chodzi o taksówki to zawsze korzystaliśmy z Ubera. We wszystkich miastach, w których przebywaliśmy takie pojazdy były dostępne. Zamawialiśmy zazwyczaj przejazd na lotnisku, kiedy mieliśmy dostęp do lotniskowego Wi-Fi lub w drugą stronę – jeśli jechaliśmy z hotelu na lotnisko. Przewagą Ubera nad klasycznymi taksówkami w takim przypadku jest przede wszystkim niższa cena (sprawdzaliśmy na lotniskach ceny kursów „oficjalnych” korporacji). Dodatkowo nie musimy po hiszpańsku tłumaczyć, gdzie chcemy jechać – wpisujemy destynację w aplikacji Ubera. Z góry wiemy także, jaką cenę zapłacimy za transport oraz mamy pewność, że kierowca nie przewiezie nas okrężną drogą. Przykładowe ceny kursów:

  • Pierwszy przejazd w Mexico City z lotniska do hotelu (trasa 35 km, późnym wieczorem) – 268,84 MXN
  • Przejazd z hotelu w centrum Mexico City na lotnisko (trasa 11 km) – 79,28 MXN
  • Przejazd z lotniska w Guadalajarze do hotelu w centrum miasta (trasa ponad 19 km) – 114,30 MXN

Kiedy już nasze plecaki dotarły z nami do hotelu to po miastach poruszaliśmy się głównie pieszo lub komunikacją miejską. Ceny biletów kształtują się następująco:

  • Metro w Mexico City – 5 MXN (bilet upoważnia do jednego wejścia do metra oraz przejazdu z nieograniczoną ilością przesiadek)
  • Trolejbusy oraz autobusy w Guadalajarze – 7 MXN
  • Autobus z lotniska w Puebli do centrum – 18 MXN (oficjalna taksówka kosztuje 300 MXN)

 

  • Benzyna kosztuje natomiast ok. 16 MXN (gorsze) oraz 17,60 MXN (lepsze – wyższa liczba oktanów) za litr.

Jedzenie

Samej kuchni meksykańskiej chcielibyśmy poświęcić w przyszłości osobny wpis na naszym blogu. Miejscowe jedzenie znacznie różni się od tego, co znamy w Polsce jako kuchnię meksykańską, a jest tak naprawdę kopią amerykańskiej wersji „kuchni meksykańskiej” ;-).  Przykładowe ceny w restauracjach:

  • Buritos – 75 – 85 MXN
  • Burgery – 140 MXN
  • Tacos El Pastor (pyszne, polecamy!) – 58 MXN
  • Fajitas – 85 – 90 MXN (w zależności od zawartości)
  • Tonic – 19 MXN
  • Piwo – 45 MXN (często można trafić na promocje 2 za 1 itp)
  • Drinki, np Tequilla Sunrise – 45 – 100 MXN (promocje podobnie jak w przypadku piwa)

Tacos El Pastor

W różnego rodzaju budkach, ulicznych barach, czy sklepach ceny wyglądają następująco:

  • Mini Donaty – 25 MXN porcja
  • Donaty w piekarniach – 6 – 10 MXN sztuka
  • Lody z automatu – od 8 MXN
  • 2 gałki lodów (+2 gratis) – 45 MXN
  • Chipsy tradycyjne – 15 MXN
  • Środki do opalania w sklepach są drogie – od 200 MXN za małą butelkę
  • Dobre ceny są w supermarketach (np. San-Francisco) lub mniejszych sklepach (7 eleven lub OXXO).

Pozostałe wydatki

  • Bilety wstępu do ruin w Tulum oraz Coba – 70 MXN
  • Bilet wstępu do biblioteki historycznej w Puebli – 25 MXN
  • Kapelusze – od 14 MXN (w markecie) do 100 MXN (w hotelu)

Ogólnie ceny w Meksyku są porównywalne do tych w Polsce. Podsumowując nasze wydatki 16-dniowa wyprawa wyniosła nas 5000 zł od osoby. W tą kwotę wliczyliśmy już absolutnie wszystkie koszty, takie jak bilety lotnicze, hotele, ubezpieczenie, a nawet dojazd na lotnisko w Polsce. Dużą część tej sumy wyniósł także dojazd oraz pobyt w Amsterdamie, z którego tak naprawdę rozpoczynaliśmy naszą transoceaniczną podróż. Kwota ta początkowo może wydawać się wysoka, jednak radzimy Wam porównać ją z ofertami biur podróży. Najtańszy zorganizowany wyjazd na krótszy okres czasu z biurem podróży Itaka to koszt od 7000 zł w górę plus dodatkowe obowiązkowe opłaty (110$). Do tego należy oczywiście doliczyć wydatki osobiste na miejscu. Myślę, że cena plus wolność, jaką daje podróżowanie na własną rękę wystarczą, aby przekonać Was do zrezygnowania z utartych szlaków biur podróży i odkrywać ten piękny kraj na własną rękę.

Już niedługo kolejny wpis o Meksyku! 🙂

Meksyk – informacje praktyczne (część 1 – ceny podróży oraz noclegów)

W pierwszych wpisach po naszym powrocie z Meksyku chcielibyśmy przedstawić Wam informacje praktyczne o tym pięknym kraju. Podamy także przykładowe ceny, z którymi możecie się spotkać podczas swojego wyjazdu do tego pięknego kraju w Ameryce Północnej. Wszystkie ceny pochodzą z listopada 2017. Dzisiaj chcemy zaprezentować część pierwszą informacji o cenach – czyli wszystko to co rezerwowaliśmy jeszcze przed wylotem.

Spotkany na drodze do Cancun

Podróż do Meksyku

Z Polski nie ma bezpośrednich połączeń do Meksyku (poza czarterowymi lotami do Cancun w sezonie zimowym). Z naszego kraju można dolecieć na miejsce z jedną lub kilkoma przesiadkami w europejskich portach lotniczych. Takie loty jednak kosztują często dużo ponad 3000 zł. Najwygodniejszą opcją na interesujący nas termin był lot z Katowic do Mexico City z przesiadką w Monachium linią lotniczą Lufthansa. Jednak kosztował on 4500 zł za osobę w dwie strony, co dla nas było zdecydowanie za dużą kwotą. Na szczęście pojawiła się świetna promocja, dzięki której zakupiliśmy loty z Amsterdamu także przez Monachium za niecałe 1500 zł od osoby, czyli ponad 3000 zł taniej!!! Właśnie ta promocja skusiła nas na wyjazd do kraju Tequili położonego w Ameryce Północnej. Wcześniej trochę o tym myśleliśmy, ale ceny biletów były zabójcze…
Musieliśmy oczywiście jakoś dostać się do Amsterdamu. Zarezerwowaliśmy więc lot linią Wizzair z Katowic do Eindhoven (ok. 70 zł za osobę z bagażem), następnie autobus z lotniska do centrum Amsterdamu (aż 22,50 euro za dwie godziny jazdy! :-(). Wracaliśmy natomiast linią Transavia bezpośrednio z Amsterdamu do Katowic (wraz z bagażem zapłaciliśmy za ten lot 50 euro).

Przed wylotem z Frankfurtu do Mexico City

Poruszanie się po kraju

Meksyk to bardzo duży kraj (13 pod względem powierzchni na świecie). Poruszanie się po nim to nielada wyzwanie. Według nas najlepszym sposobem na pokonywanie dużych odległości jest oczywiście samolot. Jeśli uda się Wam zakupić bilety w promocyjnych cenach to z pewnością zapłacicie mniej niż za samolot. Do tego na tej samej trasie (przykładowo Meksyk-Cancun) autobus jedzie całą dobę, natomiast samolotem pokonacie ten dystans w trochę ponad 2 godziny;). My podczas swojej podróży lecieliśmy na krajowych meksykańskich trasach w sumie trzy razy:

  • Meksyk-Guadalajara (linia Volaris) 46,20$ za osobę z bagażem.
  • Guadalajara-Cancun (linia Volaris) 60,66$ za osobę z bagażem,
  • Cancun-Puebla (linia VivaAerobus) 86.61 $ za osobę z bagażem.

Ceny te w różnego rodzaju promocjach mogą być jeszcze niższe. W ostatni dzień naszego pobytu wracaliśmy bardzo wygodnym autobusem z Puebli na lotnisko z mieście Meksyk (przewoźnik Estrella-Roja). Kosztował 300 peso (ok. 60 zł za osobę). Trochę drogo jak za 2 godzinną podróż, jednak pojazd był bardzo wygodny, a przede wszystkim był to bezpośredni transfer. Bilety można kupić taniej na stronie internetowej przewoźnika, jednak trzeba posiadać meksykańską kartę płatniczą, której my oczywiście nie mamy. Byliśmy więc skazani na zakup w kasie w normalnej cenie. Ciekawostką jest, że na dworcu autobusowym w Puebli przechodzi się kontrolę, jak na lotnisku oraz „nadaje” bagaż do luku autobusu przed przejściem tej kontroli.

Terminal autobusowy w Puebli

Hotele

Planując wyjazd jak zwykle zarezerwowaliśmy wcześniej hotele na całej trasie. Przyjęliśmy, że chcemy wydać średnio 100 zł za osobę ze śniadaniem. Tą kwotę można oczywiście zmniejszyć wybierając hostele lub guesthouse. My staraliśmy się wybierać dobrze oceniane (szczególnie pod względem czystości) obiekty. Gdzie to możliwe spaliśmy w hotelach sieciowych Hilton i Accor. Za najtańszy nocleg (hotel Ibis w Mexico City) zapłaciliśmy 16 groszy za osobę ze śniadaniem 😉 (oczywiście dopłacając nieco zdobytymi wcześniej punktami). Natomiast w najdroższym 5* resorcie zapłaciliśmy ok. 190 zł za osobę z pysznym serwowanym śniadaniem w restauracji z pięknym widokiem na morze. W sumie za 14 noclegów – 12 w Meksyku oraz 2 w Amsterdamie (Hampton by Hilton przy lotnisku Schiphol) zapłaciliśmy ok. 1300 zł za osobę. Za każdym razem śniadanie mieliśmy już w cenie noclegu. Wyszło więc nawet trochę mniej niż zakładane 100 zł za noc.

Hampton by Hilton Centro Historico Mexico City

 

Już niedługo druga część wpisu o cenach, z którymi spotkaliśmy się na miejscu. Będzie m.in. o jedzeniu, poruszaniu się po miastach oraz wiele innych przydatnych praktycznych informacji. Śledźcie naszego bloga! 🙂