„Nasza” Gruzja- cz. 2

Dzisiaj wrócimy bowiem do opowieści o Gruzji. Odtworzymy w pamięci czas spędzony w tym pięknym kraju i postaramy się opisać każde z odwiedzonych przez nas miast.
Po przyjeździe z lotniska odnieśliśmy nasze bagaże do hostelu i wyruszyliśmy w podróż po stolicy. Metro w Tbilisi działa bardzo prężnie i zawsze przyjeżdża na czas, zarówno jego pierwsza jak i druga linia. Wysiedliśmy na stacji Rustaveli by najsłynniejszą ulicą dotrzeć spacerem do centrum. Ulica być może bardzo rozsławiona, często polecana w przewodnikach, jest z pewnością pełna pięknych budowli, zadbanych kamienic i z pewnością stanowi centrum życia kulturalnego. Odstrasza jednak fakt, że w godzinach szczytu trudno na niej o spokój, ponieważ warczące i trąbiące na siebie pojazdy potrafią skutecznie zburzyć panujący na niej nastrój. Pośród wielu sklepów i kawiarni odnaleźliśmy kilka znaczących miejsc.

W międzyczasie usiedliśmy na kawę. Generalnie była to pierwsza i ostatnia „europejska” kawa 😉 Zwykle w Gruzji serwowana jest mocna i bardzo słodka kawa „sypana”. Niestety ja z tych co wolą rozpuszczalną i niezbyt mocną śniadaniową kawę 😉

Naszym głównym celem tego dnia było dostać się do Matki Gruzji, a dokładniej Kartlis Deda znajdującej się na wzgórzu zwanym Narikala. Otóż jest to ogromny pomnik stojący na wzgórzu nad miastem przestawiający postać kobiety trzymającej w jednej dłoni kielich z winem (dla przyjaciół) i miecz (dla wrogów). Idealnie charakteryzuje ona gruzińską naturę. Na wzgórze można dojechać kolejką, a przejazd w obie strony kosztuje niespełna 2 zł od osoby. Warto z tego skorzystać, ponieważ widok roztaczający się na miasto po dotarciu na miejsce jest piękny. Po krótkim spacerze byliśmy tuż „pod stopami” Matki Gruzji. Niestety należy przyznać, że znacznie lepiej prezentuje się widziana z dołu… 😉

Widok ze wzgórza na panoramę miasta
Matka Gruzja

Przystanek kolejki po zjechaniu z góry znajduje się tuż przy parku, który był kolejnym punktem na naszej mapie. Przechodziliśmy w słońcu jego uliczkami i zastanawialiśmy się jak to możliwe by w tak przywiązanym do tradycji kraju mogły powstać dzieła nawiązujące do nowoczesności, jak chociażby most określany mianem „allways” (kobiecego produktu znanego nam z reklam), czy wspomnianego przed chwilą parku. Miejsce to jest bardzo zadbane i zaplanowane, pełne nowoczesnych aranżacji służących za rzeźby/leżaki. Całość robi jednak bardzo pozytywne wrażenie. Zbliżający się wieczór postanowiliśmy spędzić w parku przy fontannach ponieważ każdego dnia odbywa się tam pokaz tańczących ze sobą strumieni wody w rytm dźwięków muzyki klasycznej (i nie tylko). Widowisku towarzyszą piękne świetlne iluminacje. Prawdę mówiąc żadna inna fontanna nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, zarówno w całej Gruzji (każde miasto ma swoją fontannę,czasem nie jedną 😉 ) jak i w innych krajach.

Słynny most w tle na zdjęciu
A tu już bliższe spotkanie z „always” 😉
Tańczące fontanny
Kolejnego dnia wyruszyliśmy do Mcchety, jednego z najstarszych miasteczek w Gruzji. Dojechać do niego można marszrutką za 7 zł w obie strony. Musimy pokonać 15 kilometrów dość krętą drogą. Niestety jedyną wadą Gruzji są kierowcy… Ich styl jazdy nie raz przyprawił mnie o stan przedzawałowy. Wyprzedzanie „na trzeciego”, przed zakrętem i na wzniesieniu jest zupełnie normalne. Podobnie jak w Maroko sposobem porozumiewania się kierowców na drodze jest trąbienie na siebie na wzajem, czy trąbienie na cokolwiek… 😉 Po prostu trzeba sobie ulżyć i uderzyć w klakson. Udało się nam jednak cało dotrzeć na miejsce. Mccheta to niewielkie miasteczko, jednak posiadające znaczące zabytki i piękną architekturę. Brukowane wąskie uliczki, piękne kamienice i domy, obecność wzgórz – wszystko to nadaje temu miejscu wspaniałego klimatu. Dodatkowo wrażenie to potęgują mury obronne wznoszące się wokół Sweti Cchoweli.

Jest to katedra pochodząca z początków XI wieku, warto odwiedzić jej wnętrze ponieważ na ścianach świątyni zachowało się wiele malowideł pochodzących z okresu jej budowy. Niestety spora część z nich wciąż znajduje się pod tynkiem, którym pokryte zostały w 1830 roku. Chrzcielnica, która znajduje się w kościele pochodzi natomiast z IV wieku…

… ciąg dalszy nastąpi 😉

Podróż do krainy wina i malowniczych krajobrazów… Gruzja!

W trakcie naszych pracowitych wakacji znaleźliśmy niespełna dwa tygodnie by wyruszyć na wymarzoną wyprawę. Pod koniec sierpnia udaliśmy się do Gruzji i musimy przyznać, że była to najwspanialsza podróż, jaką do tej pory przeżyliśmy. Gościnność i otwartość mieszkańców przekraczała wszelkie granice, gruzińska kuchnia cudownie pieściła nasze podniebienia przez dwanaście dni a wspaniałe, domowej roboty wino rozluźniało nas wieczorem po wielogodzinnych wędrówkach.
To był piękny czas, przynoszący mnóstwo pozytywnych przeżyć, po którym obecnie przyszło nam wrócić do rzeczywistości…

Mimo wszystko postanowiliśmy wrócić wspomnieniami i podzielić się z Wami w dzisiejszym poście informacjami co i gdzie warto zobaczyć, gdzie zatrzymać się na dłużej, a także jaki budżet należy na taką wycieczkę przeznaczyć.

Stare miasto w Tbilisi

Najpierw kilka słów odnośnie biletu lotniczego. Udało nam się zakupić bilet na lot z Warszawy do Tbilisi za 549 zł w obie strony Polskimi Liniami Lotniczymi LOT. To bardzo dobra cena, bo nie dość, że dotyczyła ona wysokiego sezonu to zawierała duży rejestrowany bagaż. Porównując cenę linii wizzair to minimum 190 zł w obie strony z małym bagażem podręcznym, jeśli jednak zależy nam na dużym bagażu to musimy dopłacić 150 zł do biletu w jedną stronę. łącznie wychodzi nam 490 zł. Czyli wychwyciliśmy fajnego deala 😉

Do Warszawy też dolecieliśmy samolotem. Lot z Bydgoszczy trwał niecałe pół godziny.

Jeżeli chodzi o transport z lotniska do centrum to mamy trzy możliwości. Albo zdążymy na szybką kolej miejską, która kursuje tylko 5 razy w ciągu całego dnia, albo pojedziemy marszrutką, bądź opcja najbardziej ekskluzywna- taksówka. Niestety jeśli zależy nam na komforcie musimy też liczyć się z dużym kosztem. Taxi spod terminala do centrum kosztuje czasami nawet 50 euro… My wybraliśmy marszrutkę, ponieważ samolot doleciał o 4 nad ranem, a pociąg mieliśmy dopiero po godzinie dziesiątej. Bus czekał na nas o siódmej rano. Dojechaliśmy nim do dworca kolejowego, a dalej do miejsca naszego zakwaterowania. W Tbilisi działają dwie linie metra,a w samym centrum znajduje się stacja przesiadkowa. Tak więc pod względem komunikacji stolica Gruzji jest na prawdę dobrze rozwinięta. Jeśli chcemy nieco się oddalić i wybrać w podróż do innych miast możemy wybrać marszrutkę. Jest to jednak opcja tylko dla odważnych pasażerów. Wyprzedzanie „na trzeciego”, pod górkę czy na zakręcie nie należy tutaj do rzadkości. Jeśli do tego dodamy wóz w stanie praktycznie rozsypki, z kierownicą po prawej stronie (pomimo tego, że ruch jest prawostronny)… Może być na prawdę niebezpiecznie. Alternatywą są pociągi tylko ważne jest, by odpowiednio wcześnie kupić bilet. My próbowaliśmy przedostać się z Batumi do Tbilisi i stojąc pewnie przy kasie po bilet dowiedzieliśmy się, że nasza podróż będzie możliwa dopiero za trzy dni…Cenowo podróż pociągiem jest zbliżona do tej w Polsce.  Marszrutki na dalekich trasach są względnie drogie (głównie dlatego, że są prywatne), podobnie jak taksówki. W mieście przejażdżka taka będzie nas kosztowała 70 groszy. Przejazd metrem natomiast 90 groszy. Musicie przyznać, że to na prawdę nie wiele (dla przykładu, przejazd z Kołudy Wielkiej do Janikowa- 4 km-kosztuje 3,20 zł za bilet ulgowy… marszrutką za 0,9 zł możemy przejechać nawet 15 km 😉 ).

Napis informujący, dokąd odjeżdża dana marszrutka

Cenowo Gruzja przedstawia się bardzo korzystnie. Korzystaliśmy z tego przez cały wyjazd, nie ograniczając się i wchodząc nawet do tych najlepszych restauracji. Najdroższy obiad kosztował 70 zł, był to dwudaniowy posiłek, z butelką 10 letniego wina… Standardowo płaciliśmy jednak w granicach 25 zł za obiad dla dwóch osób. Polecamy Wam serdecznie świetną knajpkę, sieciówkę, której nazwa jest niestety po gruzińsku i nie potrafimy jej przytoczyć 😉 Jest tam świetne, gruzińskie i niedrogie jedzenie. A do tego wino… 1,5 litra za 10 zł świetnego wina. Jednak ilość zmusza nas do długiego „biesiadowania”. Chinkali, czyli tradycyjne pierożki w formie sakiewek kosztują tutaj od 0,40 do 0,70 lari, czyli jakieś 0,70-1,30 zł za pierożka. Mi wystarczało 4 by porządnie się najeść, natomiast Nikodem musiał zjeść około 6. Kolejnym specjałem jest chaczapuri, czyli „gruzińska pizza”. Jest to drożdżowe ciasto z serem., natomiast chaczapuri adżaruli to odmiana z jajkiem i serem. Każda z nich jest przepyszna a co najważniejsze bardzo sycąca. Popularne są także szaszłyki z grilla, najczęściej z mięsa wołowo-wieprzowego. Jeśli już jesteśmy przy jedzeniu, to chcieli byśmy Wam polecić genialną lodziarnię. Znajduje się ona przy głównej ulicy w Tbilisi, standardowa porcja to 2 duże gałki, za które zapłacimy jakieś 5 zł. Warto, bo lody są na prawdę pyszne, a kawiarnia, w której są serwowane jest przyjemnym miejscem, w którym możemy złapać oddech w gorący dzień.

Fragment naszego najdroższego obiadu w Gruzji, czyli jakość Mariotta
za cenę średniej restauracji w Polsce

Teraz kilka słów na temat noclegów. Polecamy Wam kwatery prywatne, czy hostele. Wysoki standard będziemy mogli odnaleźć tylko w hotelach, a ich ceny są na prawdę bardzo wysokie. Ale czego trzeba studentom? Niektórzy preferują noclegi pod namiotem i z pewnością Gruzja jest bardzo sprzyjającym ku temu krajem. Rozbić się tam możemy na ogródku przy domu sympatycznych właścicieli, ale i blisko górskich szlaków. Zawsze pamiętajmy jednak o własnym bezpieczeństwie. Dla pozostałych, którzy cenią sobie łóżko i wieczorny prysznic znajdzie się wiele pokoi ze wspólnymi łazienkami w atrakcyjnej cenie. Nasze noclegi kosztowały od 20 do 60 zł i bardzo różniły się standardem. W Batumi pokój z łazienką kosztował niecałe 50 zł od osoby i należy przyznać, że warunki były bardzo komfortowe. Pozostałe pokoje łazienki nie posiadały, ale te poza nimi były zadbane. Mankamentem jednego z pokojów, w którym spaliśmy w Tbilisi był brak okna, co przy niespełna 30 stopniach w nocy stanowi spory problem….

Jeden z naszych uroczych pensjonacików
Podsumowując nasz 12 dniowy wyjazd, za bilety lotnicze, pociągowe, autobusowe, wszelkie zakupione pamiątki, a także pełne wyżywienie i noclegi zapłaciliśmy po 1300 zł. To chyba naprawdę niewiele, zaznaczając, że wcale się nie ograniczaliśmy.
A na koniec jeszcze autorka artykułu w gruzińskiej cerkwi 🙂