Recenzja hotelu DoubleTree by Hilton Łódź

Dzisiaj chcielibyśmy się z Wami podzielić recenzją łódzkiego hotelu DoubleTree by Hilton, w którym niedawno nocowaliśmy. Jak zwykle recenzję podzielimy na kilka – istotnych dla oceny hotelu części.

Fasada hotelu (zdjęcie z portalu Booking.com)

W Polsce na dzień dzisiejszy znajdują się cztery hotele spod znaku DoubleTree – marki należącej do portfela marek sieci Hilton: we Wrocławiu, w Krakowie, w Warszawie i właśnie w Łodzi. Do tej pory odwiedziliśmy wrocławski oraz krakowski, nocowaliśmy także w kilku zagranicznych obiektach. DoubleTree są to hotele zazwyczaj 4* (tak jak ten w Łodzi), ale czasami także 5*. Jest on wypełnieniem luki pomiędzy luksusowymi markami sieci, jak Hilton Hotels, czy Conrad, a bardziej ekonomicznymi – Garden Inn, czy Hampton. Łódzki hotel nawiązuje wyglądem (zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym) do tradycji filmowych miasta oraz do Wytwórni Filmów Fabularnych, która znajdowała się dokładnie w tym miejscu.

Przyjazd do hotelu i zameldowanie

Mamy takie szczęście, że zawsze jak jedziemy do Łodzi to pada śnieg albo nawet jest prawdziwa śnieżyca. Tak było i tym razem. Zaparkowaliśmy samochód na bezpłatnym miejskim parkingu, który znajduje się nieopodal hotelu (strefa parkowania jest nieczynna w weekendy) i chwiejnym krokiem po lodzie udaliśmy się do wejścia. Hotel od początku robi bardzo pozytywne wrażenie nowoczesnego i eleganckiego obiektu. Zameldowanie przebiegło bardzo sprawnie. Pani w recepcji miło przywitała nas oraz poinformowała o przywilejach związanych z diamentowym statusem w programie lojalnościowym Hiltona. Hotel połączony jest z klubem muzycznym Wytwórnia. Akurat tego dnia odbywał się koncert zespołu Perfect (nie było już niestety dostępnych biletów), w windzie spotkaliśmy basistę – Piotra Urbanka. Od razu znaleźliśmy wspólny temat do rozmów dzięki gitarze, którą mieliśmy ze sobą ;).

Pokój

Otrzymaliśmy pokój o podwyższonym standardzie na 10 piętrze (ostatnim). Na tej kondygnacji znajdowało się centrum SPA oraz pokoje dla gości Hilton Honors. Drzwi korytarza prowadzące do części z pokojami należało otworzyć kartą do pokoju – duży plus dodatkowo gwarantujący ciszę w nocy.

Pokój, który otrzymaliśmy.

Nasz pokój był bardzo przyjemny, z idealnie zaścielonym łóżkiem (duży plus na wejściu). Był wyposażony w ekspres do kawy Nespresso oraz zestaw do parzenia kawy i herbaty. Dużym plusem jest zestaw kabli ładujących do różnego typu telefonów, z czym wcześniej się nie spotkaliśmy.

Zestaw kabli ładujących

W pokoju czekał na nas także list powitalny oraz ciekawy poczęstunek, a także dwie wody mineralne. W recepcji otrzymaliśmy pyszne ciepłe ciastka (tradycja w każdym DoubleTree) oraz voucher na drink powitalny w hotelowym barze.

Poczęstunek powitalny w pokoju

Łazienka wyposażona była w prysznic. Cieszyła także wystarczająca ilość kosmetyków oraz ręczników różnego rodzaju.

Widok z okna co prawda nie powalał na łopatki, ale był typowo łódzki :). Minusem natomiast były trochę za krótkie zasłony, które rano wpuszczały światło do pokoju. Nie dało ich się zamknąć na tyle szczelnie, aby w środku była całkowita ciemność. Przyjemnym dopełnieniem wystroju w pokoju były stare, czarno-białe zdjęcia Łodzi.

Widok z okna

Śniadanie

Dla członków programu Hilton Honors o statusie Gold i Diamond śniadanie w Hiltonach jest gratis. Śniadanie w tym łódzkim hotelu stoi na bardzo wysokim poziomie. Był spory wybór zarówno dań na ciepło, jak i na zimno.

Wybór dań ciepłych

Na wyrazy uznania zasługuje także obsługa, która bardzo miło odnosiła się do gości. Kelnerki nalewały także świeżo wyciskany sok z pomarańczy, na co zawsze chętnie rano się piszemy.

Śniadaniowa kompozycja Nikodema 😉

Z ciekawostek wodę do herbaty nalewało się z pięknego samowara. Dostępne było także wino musujące.

Ciekawy sposób na podanie herbaty

Basen

Jak już wspomnieliśmy na 10-tym piętrze znajduje się centrum SPA, siłownia oraz basen. Wstęp do siłowni oraz basenu jest bezpłatny dla gości hotelowych i co ważne nie są tam wpuszczani goście z poza hotelu. Pływalnia co prawda nie jest duża i głęboka, ale spokojnie można w nim popływać dla relaksu oglądając miasto z ciekawej perspektywy. Dodatkowo na miejscu znajduje się także jacuzzi oraz dwa rodzaje saun. Siłownia jest otwarta całą dobę, natomiast basen od godzin porannych do późnego wieczoru. Sauny natomiast rozgrzewane są od godz. 16:00, można jednak poprosić o wcześniejsze nagrzanie.

Hotelowy basen – zdjęcie z portalu Booking.com

Podsumowanie

Jeśli ktoś poszukuje dobrej jakości noclegu w Łodzi to jak najbardziej polecamy właśnie ten hotel. Dzięki pewnemu sposobowi, który opiszemy niedługo na naszym blogu udało nam się zarezerwować nocleg za 217 zł. Cena oczywiście za pokój dwuosobowy ze śniadaniami. Dodatkowo za tą noc zarobiliśmy punkty, które możemy wykorzystać na darmowe noclegi w hotelach sieci Hilton.

Szkoda, że hotel nie posiada Executive Lounge (zresztą jako jedyny z czterech DoubleTree w Polsce). Jednak mimo to z pewnością wybierzemy właśnie ten hotel, jak będziemy następnym razem w Łodzi. 🙂

Nasza ocena: 8/10

Hotele przy Zatoce Gdańskiej – Mercure Posejdon oraz Novotel Marina

Podczas naszego niedawnego pobytu w trójmieście postanowiliśmy przetestować dwa nieodległe od siebie hotele zlokalizowane na granicy Gdańska i Sopotu. Do Gdańska polecieliśmy linią Ryanair z Krakowa, co pozwala na szybki weekendowy wypad nad morze (loty idealnie wpasowują się w weekend piątek-niedziela, my zapłaciliśmy za bilety 29 zł za osobę w jedną stronę). Na kilka tygodniu przed planowaną podróżą pojawiła się promocja w sieci Accorhotels na noclegi ze śniadaniami za 1 zł w Trójmieście. Będąc kilkakrotnie wcześniej w tych okolicach wybieraliśmy noclegi w hotelu Mercure Gdynia. Zawsze byliśmy bardzo zadowoleni ze standardu w tym obiekcie. Tym razem postanowiliśmy jednak przetestować dwa inne *** hotele, które znajdują się bardzo blisko plaży w Jelitkowie. Poniższy wpis ma za zadanie porównać oba obiekty w trzech kategoriach: pokój, śniadanie oraz udogodnienia hotelu i obsługa.

Hotel Mercure Gdańsk Posejdon
Novotel Gdańsk Marina

Jeśli chodzi o ceny pobytów to udało nam się zarezerwować pokoje w następujących stawkach:

  • Mercure Gdańsk Posejdon – 189 zł za pokój dwuosobowy (MyRoom) ze śniadaniem
  • Novotel Gdańsk Marina – 171,50 zł za pokój dwuosobowy ze śniadaniem

Pokoje

Niestety od początku 2018 roku nasz status w LeClub Accorhotels spadł do poziomu Silver, czyli statusu, który nie pozwala na wiele benefitów (np na podniesienie standardu pokoju). Obecnie przerzucamy się bardziej na pokoje sieci Hilton, której program lojalnościowy oferuje więcej przywilejów. Niestety hoteli tej sieci jest w Polsce znacznie mniej, niż Accora. W obu hotelach zarezerwowaliśmy najtańsze pokoje, przy czym w Mercure w tej cenie mieliśmy możliwość zarezerwowania pokoju ze specjalnej kolekcji indywidualnie projektowanych i niepowtarzalnych pokoi MyRoom. W tym przypadku był to pokój piracki.

Piracki „MyRoom” w Mercure Posejdon

Sam pokój był bardzo ciekawy, znacznie inny od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni w hotelach. Ciekawymi elementami był kufer podróżny, beczka, czy globus. Czuć było także, że pokój był niedawno remontowany. Łazienka też była zadbana i dobrze wysprzątana. To na duży plus, szczególnie przy hotelach, które najmłodsze już nie są (ten Mercure został wybudowany w 1976 roku jako hotel Orbis). Pokój jest nawet dobrze wyciszony, co pozwala odpocząć i się dobrze wyspać na wygodnym łóżku. Pokój był przygotowany idealnie, z gładko pościelonym łóżkiem, co widać na powyższym zdjęciu. 🙂

Dla porównania w hotelu Novotel Gdańsk Marina w najniższej stawce udało nam się zarezerwować podstawowy pokój z sofą. Otrzymaliśmy pokój na pierwszym piętrze na przeciwko windy. Niestety winda była nieco słyszalna oraz w spokoju przeszkadzały też dzieci biegające po korytarzu.

Pokój w hotelu Novotel Gdańsk Marina

W naszym pokoju widoczny był ząb czasu, niektóre części wyposażenia nie działały tak jak powinny – np telefon w ogóle nie działał, kiedy próbowaliśmy się skontaktować z recepcją. Łóżko było wygodne, jednak nie było zaścielone tak idealnie, jak w hotelu Mercure (porównaj zdjęcia;)), co nie sprawiało dobrego wrażenia po wejściu do pokoju.

Zaciek w wannie – hotel Novotel Gdańsk Marina

Łazienka była też w starym stylu – duży minus to wanna z dużym zaciekiem :(.

W kategorii pokoju zdecydowanie rywalizację wygrał Mercure.

Śniadanie

Kolejną kategorią, w której chcielibyśmy porównać oba hotele jest śniadanie. W obu obiektach skorzystaliśmy z bufetowego śniadania w restauracji. W weekendy możemy zjeść poranny posiłek od godz. 7:00 do 11:00 – tak jest chyba we wszystkich hotelach tej sieci.

Część sali śniadaniowej hotelu Mercure

Wybór dań śniadaniowych był bardzo zadowalający. Na plus duża ilość ryb, co powinno mieć miejsce w nadmorskim hotelu (bardzo ucieszyło to Kasię). Wszystkie dania były wysokiej jakości, do czego przyzwyczaiły nas hotele sieciowe. Wybór soków też był zadawalający, trafił nam się co prawda zepsuty sok z czarnej porzeczki, jednak po zwróceniu uwagi obsłudze od razu dostaliśmy na nasz stół cały dzbanek świeżego :).

Nasz talerz

Natomiast w hotelu Novotel sala śniadaniowa była dużo większa, bo sam hotel jest także dużo większy. W sobotni wieczór w tej samej sali organizowana była studniówka, która trwała ponoć do godziny 4:00, jednak obsłudze udało się szybko przywrócić jej normalny wygląd :).

Dekoracje studniówkowe podczas śniadania

Wybór dań na śniadaniu w Novotelu również był wystarczający, sporo ciepłych potraw, m.in. kaszanka. 😉 Po zabawie studniówkowej została także spora ilość słodyczy oraz tort. Wszystkiego mogliśmy spróbować przy śniadaniu (co bardzo ucieszyło Nikodema).

„Postudniówkowe” ciasta 😉

Przy porównaniu śniadań oba hotele wypadają bardzo dobrze i nie ma tutaj zdecydowanego laureata.

Udogodnienia hotelu i obsługa

W obu obiektach znajdują się także niewielkie centra odnowy biologicznej z basenem oraz sauną, które są bezpłatne dla gości hotelowych. To dodatkowo zmotywowało nas do wyboru właśnie tych hoteli.  Niestety oba centra są także dostępne dla gości z zewnątrz, co powoduje często spory tłum. W sobotni poranek, kiedy chcieliśmy wybrać się na basen w hotelu Mercure odbywał się akurat zajęcia z Aqua Fitnessu i był na tyle duży ruch, że z tej aktywności zrezygnowaliśmy. W niedzielę natomiast udaliśmy się do saun hotelu Novotel, gdzie było też co prawda sporo osób, ale nie przeszkadzało to aż nadto w wypoczynku. W środku było kilka saun: sucha oraz na podczerwień. Osobno była także sauna sucha nielateksowa. Kilka minut spędziliśmy także na basanie, jednak kąpało się w nim bardzo dużo osób.

Obsługa w obu hotelach była w większości bardzo miła. Jedyny wyjątek stanowiła Pani, która meldowała nas w Novotelu. Gdy zapytaliśmy o możliwość wymeldowania w niedzielę do godz. 17:00 stwierdziła, że taką możliwość mają jedynie rodziny z dziećmi (prawda jest taka, że w niedzielę taka opcja jest darmowa we wszystkich Novotelach). Gdy zapytaliśmy w niedzielę rano inną osobę pracującą na recepcji o taką możliwość – nie było żadnego problemu.

W obu hotelach otrzymaliśmy także vouchery na dwa darmowe drinki w hotelowych barach (przywilej statusu Silver w LeClub Accorhotels).

Podsumowanie

Ogólnie polecamy te dwa hotele wszystkim, którzy chcą spędzić miły czas w spokojniejszej części Gdańska. Na piękną plażę jest tylko kilka kroków, a nią można spokojnie dojść w niecałe pół godziny do centrum Sopotu. Jest to też dobre miejsce dla rodzin z dziećmi (dwójka dzieci do 16 lat śpi za darmo w pokoju rodziców lub dziadków ze śniadaniem gratis). Z tych dwóch hoteli sami wybralibyśmy hotel Mercure na naszą następną podróż. 🙂

Nasza ocena hotelu Mercure: 6/10

Strona hotelu Mercure Gdańsk Posejdon

Nasza ocena hotelu Novotel: 5/10

Strona hotelu Novotel Gdańsk Marina

Plaża w okolicach obu hoteli

Bieszczady – kilka informacji o tym pięknym zakątku Polski

Właśnie dobiegają końca nasze studenckie wakacje. W zamian za to widać już pierwsze objawy jesiennej aury. Chłodne poranki, deszczowe dni, wczesne zachody słońca, które coraz rzadziej pojawia się na niebie.  Wydaje się, że jest to czas, kiedy najlepiej jest zaszyć się w domu, pod kocem i popijać ciepłą herbatkę.  Owszem, teraz zaczyna nam brakować energii na aktywne spędzanie wolnych chwil. Jednak zapewniamy Was, że naprawdę warto się zmobilizować i któryś z takich jesiennych weekendów przeznaczyć na małą podróż. Zastanawiacie się dokąd warto pojechać? Oczywiście w góry! Bieszczady, przepiękne polskie pasma gór szeroko pokryte lasami.. Można się rozmarzyć. Wraz ze zbliżającym się chłodem pięknieje każdy metr kwadratowy tych terenów. Przebarwiają się liście drzew, ciemnieją trawy, wszystko daje nam przepiękny krajobraz, który na długo pozostaje w pamięci.

Każdy wyjazd łączy się z kosztami, mniejszymi lub większymi, wszystko zależy oczywiście od tego jak i kiedy zaplanujemy naszą podróż. Najlepiej jest w Bieszczady pojechać samochodem. Jeżeli mamy więc taką możliwość to zachęcamy do wyprawy w góry samochodem. Weźmy ze sobą swoich znajomych, bo naprawdę to zredukuje nasze koszty, a i droga będzie przyjemniejsza. Dzięki takiemu środkowi transportu mamy możliwość elastycznego regulowania czasu podróży. Wtedy możemy także zabrać ze sobą namiot, dzięki czemu obniżymy do minimum koszty noclegu.  Znamy także sposób na tani nocleg i dla tych, którzy wolą mniej spartańskie warunki. Przede wszystkim jednak, kiedy już znajdziemy się na miejscu jesteśmy dużo bardziej mobilni. Na własnym przykładzie możemy Was zapewnić, że w górach poruszanie się komunikacją miejską jest czasochłonne i po prostu drogie… Autobusy jeżdżą bowiem niezbyt często i za krótki przejazd płacimy nawet ok. 12zł.

Jeżeli jednak nie mamy takiej wygody to jesteśmy zdani na pociąg czy też autobus. Pierwszy sposób jest naprawdę męczący. Co prawda zależy to także od miejsca, z którego naszą podróż rozpoczynamy. Jednak zarówno z Inowrocławia jak i Bystrzycy Kłodzkiej połączenia dogodnego nie było. Z tego powodu zdecydowaliśmy się na podróż NeoBusem.( https://www.neobus.pl/ ) To polski przewoźnik, funkcjonujący na takich samych zasadach jak Polski Bus.  Dzięki niemu swobodnie możemy podróżować do wielu miast w południowej Polsce min. z Warszawy, czy Wrocławia. Nasza trasa odbyła się między Wrocławiem i Sanokiem. Z Sanoka do innych bieszczadzkich miejscowości dojechaliśmy miejskimi busami, które czasami mają jedynie dwa kursy w ciągu dnia. Dlatego już przed wyjazdem warto dokładnie zaplanować sobie cały pobyt.  Kolejną ważną sprawą jest nocleg. Najwspanialszym miejscem, w których oprócz wygodnego łóżka mamy także piękne widoki są górskie schroniska. Jest to niesamowita frajda, kiedy po długim marszu na szczyt docieramy na noclegowe miejsce, w którym możemy odpocząć, podziwiać wschody i zachody słońca, a kolejnego dnia wypoczęci wrócić na szlak. Oczywiście, są także opcje noclegów w agroturystykach, pensjonatach czy hotelach. Jednak schronisko górskie jest z pewnością najtańszą opcją, a my znamy sposób jak jeszcze bardziej można zredukować ceny za noc. Każdy może bowiem stać się członkiem Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego.  Zakładając kartę i opłacając corocznie składki mamy spore zniżki na schroniska PTTK, a także do wielu sklepów górskich, a przede wszystkim-ubezpieczenie na szlaku.  Taką kartę możemy założyć w oddziałach PTTK w wielu miastach w Polsce. Tutaj możecie znaleźć gdzie uda Wam się to zrobić: https://www.pttk.pl/oddzialy_pttk/index.php  Należy mieć ze sobą zdjęcie legitymacyjne i  16zł (opłata za wyrobienie legitymacji 6zł+10zł za składkę).

Bacówka pod Honem. Cisna.

Chatka Puchatka. Połonina Wetlińska.

Bieszczady od zawsze były postrzegane za najbardziej malownicze pasmo górskie w Polsce. I warto je odwiedzać o każdej porze roku. Po dniu wędrówki możemy wrócić do schroniska i kontemplować piękno otaczającej przyrody. Dla ułatwienia podamy Wam przydatną stronę, na której znajdziecie pięć schronisk, między którymi możecie wyznaczyć sobie trasę i planować wędrówki górskie zatrzymując się kolejno w każdym z nich. Oto ona:  https://5schronisk.bieszczady.pl/ . Kochającym górskie wędrówki polecamy także stronę Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajobrazowego https://www.pttk.pl/pttk/czlonk.php .

A tymczasem, powodzenia na szlaku!

Yapa po raz pierwszy. Na pewno nie ostatni

W ubiegły weekend pogoda była paskudna. Z wiosennych promieni słońca nie pozostał nawet ślad. Przeciwnie, padający śnieg, dokuczające na zmianę przymrozki i odwilże dały się we znaki humorom większości z nas. My znaleźliśmy jednak sposób, jak nie dać się tym wahaniom pogodowym, a co za tym idzie nastrojowym i postanowiliśmy wprowadzić do naszego życia trochę radości. Dawno temu usłyszeliśmy o festiwalu YAPA w Łodzi. Jest to studencki festiwal piosenki turystycznej. Oboje słuchamy muzyki raczej mniej popularnej, którą niektórzy traktują z lekceważeniem i niechęcią… Dlatego, że towarzyszą jej teksty z duszą? Często bardzo poważne, trafiające w samo sedno? A może to, że nie są to odgłosy dudniących w ściany basów, czy innych komputerowych tworów, a brzmienia instrumentów z duszą-gitary, skrzypiec, harmonijek…? Dla nas jest to coś więcej niż utwór płynący z głośników. To chwile na refleksje, relaks. Wiąże się z nimi wiele wspomnień. Są one ponadto doskonałymi kreacjami muzycznymi. Pełne radosnych dźwięków, szybszego tempa dodają mnóstwo energii i radości. Taka jest właśnie piosenka turystyczna. Ma nam dawać „kopa” w marszu pod górkę, wśród krętych szlaków czy długich rejsów. Ma być inspiracją i dać motywację, ale przede wszystkim umilić nam czas w wędrowaniu. Obecnie nieco zmieniły się również i te nurty muzyczne. Ale na pewno nic nie idzie tu w złym kierunku. Można by rzec, że dostosowuje się do ówczesności.

Marek Andrzejewski

Festiwal YAPA wykreował wiele wspaniałych talentów poezji śpiewanej. Większość słuchanych przez nas oboje zespołów zaprezentowało się tam w latach studenckich i zjednało ze sobą publiczność. Zaczynali od niewielkiej sceny, salki wypełnionej dwoma setkami osób, a obecnie grają na wielu scenach teatrów polskich. Nie potrzebne im były blaski fleszów, setki wywiadów do brukowców czy kompromitujące skandale, by jak najwięcej osób wiedziało o ich istnieniu. To jest prawdziwa muzyka. Ona mówi sama za siebie. Tekst, muzyka to to, co jest w niej tak naprawdę ważne. Przekaz. I jak widać nie trzeba więcej. Bo tłumy na koncertach mówią same za siebie. A wśród tych setek innych osób my. Zawsze zafascynowani i pełni podziwu dla osób, które tak pięknie władają gitarą i piórem, chwytając za nasze serca.


Dom o Zielonych Progach

Wracając do tego, jak my znaleźliśmy się na YAPIE. Niewątpliwie ten weekend był dla nas ważny z wielu względów. Wszystko to, co wydarzyło się w Łodzi dodatkowo podniosło jego znaczenie. Już tydzień wcześniej mięliśmy zakupione karnety, zamówione miejsce noclegowe. Na festiwalu piosenki turystycznej znajdzie się miejsce dla każdego. Trwa on trzy dni. W piątek odbywa się przesłuchanie uczestników konkursu, które jest kontynuowane do popołudniowych godzin w sobotę. Następnie wieczorem rozpoczyna się koncert gwiazd, który trwa do późnych godzin nocnych, czy jak kto woli-wczesno porannych. Niedziela jest dniem ogłoszenia werdyktu i przyznania nagród najlepszym. Zakończenie stanowi występ za równo laureatów jak i znanych wszystkim Yapowiczom zespołów. Cała impreza odbywa się niezmiennie w tym samym miejscu, zawsze przy pomocy wolontariuszy – studentów. Na jednej z sal w Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Politechniki Łódzkiej wokół sceny rozstawiane są drewniane ławeczki, jak te z podstawówki, kiedy to na lekcji wu-efu czołgaliśmy się na nich podczas zawodów drużynowych. I na takich oto ławkach siedzi się całe trzy dni dzielnie kibicując wybranych artystom, słuchając wspaniałych zespołów, od lad wiernych festiwalowi. Nie jest to takie łatwe, bo już po pierwszym dniu czujemy wszystkie kości, dlatego polecamy zabierać ze sobą podusię. To całkowicie ułatwi sprawę. I z rozdziawioną japą będziemy mogli szaleć wśród gwizdków, dzwonków, syren i budzików, a także wirujących nieustannie papierowych samolotów. To są właśnie tradycje Yapy. Zwyczaje nieustannie jej towarzyszące. To wszystko składa się na niesamowity klimat festiwalu. Na jego niepowtarzalność. Podczas niego jest mnóstwo chwil przepełnionych radością, szczęściem ale i tych wzruszających, w których trudno ukryć spływającą po policzku łzę. To jest to, co zawsze pozwala wierzyć, że są jeszcze miejsca i imprezy, które oprócz wspaniałej muzyki przekazują też wartości. Tam setki nieznanych sobie osób nagle jednoczą się i przez cały weekend wspólnie bawią się zarówno podczas koncertów jak i w akademikach, gdzie na każdego wędrowca czeka miejsce noclegowe w warunkach turystycznych.


Paweł Orkisz

My również z nich skorzystaliśmy i musimy przyznać, że był to niezapomniany czas. Wszystkie usłyszane historie pozostaną w pamięci na lata. A na Yapę będziemy wracać co roku. Być może już nie jako widzowie, ale jako wykonawcy konkursowi… To jest to, na czym nam teraz zależy. Zmierzyć się z innymi Artystami na scenie, która przyjęła tylu Wielkich. Zagrać dla bardzo wymagającej, ale przesympatycznej publiczności. To cel na najbliższe spotkanie w Łodzi…

Informacja praktyczna: do Łodzi dotarliśmy Polskim Busem z Poznania (15 zł od osoby), noclegi były darmowe 🙂

Kilka zdjęć pokazujących klimat:

Kasia niesie zaopatrzenie na całonocny koncert: woda mineralna i pizza od „Grubego Benka”

Tradycyjny Can Can

Kolejka do toalety

Można także kupić płyty i koszulki festiwalowych zespołów


Nasz nocleg


Nie tylko ludzie przybywają na YAPę 🙂