Życie jest za krótkie, by spać w kiepskich hotelach… cz.2

Dzisiaj chcielibyśmy podzielić się z Wami drugą częścią wpisu o naszych ulubionych hotelach na świecie. Opiszemy Wam szczegółowo dwa obiekty, a także podzielimy się listą innych, które polecamy.

  • DoubleTree by Hilton Hotel Kuala Lumpur

Lokalizacja: Kuala Lumpur, Indonezja, centrum miasta, nad centrum handlowym
Liczba spędzonych nocy: 2
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniami w wysokiej klasy pokoju z dostępem Executive Lounge (upgrade oraz śniadanie dzięki wysokiemu statusowi w programie sieci) oraz dostęp do basenu
Rodzaj rezerwacji: pobyt za punkty Hilton Honors
Termin pobytu: wrzesień 2018
Cena za noc: 10000 punktów za dobę za dwie osoby (co przy zakupie punktów w promocji daje 50$ za noc)
Cena za noc na rok 2020: 380 zł („zwykły” pokój dwuosobowy ze śniadaniem – bez dostępu do Executive Lounge – cena z Booking.com)

Panorama z saloniku Executive Lounge w DoubleTree by Hilton Kuala Lumpur

Jest to biznesowy 5* obiekt położony niedaleko centrum Kuala Lumpur, w bliskiej odległości słynnych Petronas Twin Tower. Hotel zlokalizowany jest w wysokim, 23 piętrowym wieżowcu, ma w sumie 538 pokoi. Na dolnych piętrach znajduje się duże centrum handlowe, przez które wchodzi się do recepcji. To dodatkowy plus, ponieważ podczas naszego pobytu wielokrotnie padało, zatem galeria była ciekawym miejscem dla „zabicia czasu”. Recepcja hotelowa jest zlokalizowana na drugim piętrze. DoubleTree w Kuala Lumpur to jeden z większych hoteli, w jakich spaliśmy na świecie (o ile nie największy). Świadczy o tym choćby długość blatu recepcyjnego – na meldowanie bądź wymeldowanie gości czeka kilka recepcjonistek. Dla gości należących do programu lojalnościowego sieci Hilton czeka osobne stanowisko recepcyjne. My zabookowaliśmy na stronie hilton.com pokój standardowy płacąc za niego 10 tys punktów. Zostaliśmy jednak zakwaterowani w pokoju wyższej kategorii, w którym czekał na nas prezent powitalny dla statusu Gold. Dodatkowo obsługa przygotowała nasz pokój z okazji naszego „miesiąca miodowego” – były oczywiście płatki róż i słodki poczęstunek 😀 Swoją drogą – często wykorzystujemy taki patent… nikt nie sprawdzi przecież aktu Waszego ślubu, a często możecie być mile zaskoczonym np. butelką wina czy podwyższeniem statusu pokoju ;D

Pokój w DoubleTree by Hilton Kuala Lumpur

Hotel, w zasadzie jak większość obiektów tej sieci, jest typowo biznesowy, zatem jego wnętrze jest raczej klasyczne. Wyposażenie pokoju obejmuje zestaw do parzenia kawy i herbaty, żelazo i deskę do prasowania, suszarkę, zestaw kosmetyków oraz ręczników, szlafrok oraz kapcie. Pokój podzielony jest na część wypoczynkową oraz miejsce do pracy. Goście mogą skorzystać z otwartego basenu, siłowni oraz zrelaksować się w SPA. W hotelu funkcjonuje restauracja śniadaniowa, bar z muzyką na żywo oraz restauracja, w której można zjeść wykwintną kolację czy szybki obiad. Problemem w tym hotelu były jedynie windy. Mimo, że były bardzo szybkie, niestety czasami trzeba było ustawiać się do nich w kolejce… W DoubleeTree mamy możliwość skorzystania z saloniku biznesowego. Znajduje się on na 23 piętrze wieżowca. Zajmuje całe piętro, przez co rozpościerają się z niego niesamowite widoki. Co więcej, można tam wypić drinka na tarasie widokowym. Uwierzcie, że samo przebywanie w otwartej przestrzeni na takiej wysokości robi wrażenie. Ponadto widok na wieże Petronas…. Świetna sprawa.

Salonik w DoubleTree by Hilton Kuala Lumpur

Standardowo, w saloniku jest serwowane śniadanie, zimne napoje i przekąski (przez cały dzień), a wieczorem można skorzystać z kolacji z gorącymi napojami i alkoholem. Menu jest bardzo bogate, zarówno na śniadanie (czy w restauracji czy w executive lounge) jak i podczas kolacji. W trakcie happy-hours mamy możliwość napicia się piwa lub wina, natomiast mocniejsze drinki przygotowywane są przez bardzo serdeczną obsługę. Generalnie obsługa na każdym szczeblu charakteryzowała się otwartością, wysoką kulturą osobistą oraz ogromną gościnnością. Każdy zgłaszany problem był rozwiązywany natychmiast.

Warto zwrócić szczególną uwagę na śniadania w głównej restauracji. Było ono bowiem podzielone na kilka stref z różnymi kuchniami świata. Pięciu kucharzy przygotowywało pokazy live-cookingu – dzięki czemu nie dość, że mogliśmy przyjrzeć się procesowi przygotowywania dania, to jeszcze mieliśmy pewność, że wszystko jest świeże i dopracowane przez samego mistrza. W Malezji bardzo popularne jest teh-tarik. Jest to napój herbaciany przygotowany z mocnego naparu herbacianego oraz skondensowanego mleka. Przygotowanie polega na wielokrotnym przelewaniu płynu z naczynia do naczynia. Może być serwowany na gorąco, ale my polecamy Wam wersję zimną- jest rewelacyjna! Napój ten był przygotowywany na śniadaniu każdego dnia.
Oprócz podziału na strefy żywieniowe, sala miała także wyodrębnione miejsce do spożywania posiłków przez gości należących do klubu Hilton Honnors. Wszystko ze względu na bardzo dużą liczbę gości. To miłe, że niektóre hotele dbają o klubowiczów także poza kwestiami z góry narzuconymi przez sieć.

Hotel według nas zasługuje na miejsce w naszej „topowej” liście, ale wówczas, jeśli posiadasz wysoki status w programie lojalnościowym i masz dostęp do saloniku biznesowego. Hotel DoubleTree by Hilton Kuala Lumpur charakteryzuje się świetną jakością względem ceny, jest bardzo dobrze położony oraz zapewnia wspaniałe doznania kulinarne. Obsługa również jest na bardzo wysokim poziomie (szczególnie w Executive Lounge).

Komfort: 4/5
Hotel jest ogromny, przez co należy się liczyć z dużą liczbą gości. Generuje to tłok przy windach, w restauracjach czy siłowni. Jest to hotel miejski, w którym trudno jest wypocząć.
Obsługa: 5/5
Stosunek jakości do ceny: 5/5
Wyżywienie: 5!/5

  • Hotel Fontanella Borghese

Lokalizacja: w samym sercu Rzymu, Włochy
Liczba spędzonych nocy: 3
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniami
Rodzaj rezerwacji: rezerwacja na portalu Booking. com
Termin pobytu: luty 2020
Cena za noc: 61Euro za pokój

Budynek hotelu Fontanella Borghese

Hotel Fontanella to miejsce o typowo włoskim klimacie, które znajduje się w samym centrum Rzymu, między słynną Fontanną Di Trevi, a schodami Hiszpańskimi. Od wszelkich atrakcji dzielił nas zaledwie kilkuminutowy spacer. Hotel mieści się w historycznym budynku pochodzącym z XVI wieku, który wówczas był siedzibą książąt Borghese. Już widząc prowadzące na dziedziniec wielkie, rzeźbione drzwi jesteśmy przekonani, że to miejsce będzie wyjątkowe. I czujemy to na każdym kroku, ponieważ wszędzie jesteśmy otoczeni sztuką – czy to architektoniczną, rzeźbami, obrazami… Zmysły pobudza także wszędobylski zapach kawy.

Dziedziniec budynku hotelu Fontanella Borghese

W recepcji przywita Was obsługa świetnie znająca język angielski, co wcale nie jest we Włoszech standardem. Opowiedzą Wam o szczegółach pobytu, o atrakcjach, które (i kiedy) warto odwiedzić, czy wskażą gdzie wypić najlepsze wino. O cokolwiek zapytacie czy poprosicie – będą do Waszej dyspozycji. Po lewej stronie recepcji znajduje się miejsce, w którym w spokoju będziecie mogli przeczytać książkę, czy zrelaksować się w otoczeniu artystycznych bibelotów. Wnętrza pokoju urządzone są w tamtejszym stylu, może nieco zimnym, chwilami zbyt pompatycznym, nieco staroświeckim. Ale jak inaczej mogłoby być we wnętrzach z taką historią? W pokoju nie mamy zbyt wielu udogodnień. Oczywiście jest minibarek, telewizor (taki z „pudłem” <3), w łazience mamy do dyspozycji zestaw ręczników oraz kosmetyki. Każdego poranka czeka na Was śniadanie składające się z chleba tostowego, szynki, sera, warzyw, płatków śniadaniowych, ciasta i oczywiście croissantów. Możecie napić się wody, soku, bądź najlepszej w Waszym życiu kawy! Ta kawa to absolutny hit tego miejsca. Parzona na życzenie, ze świetnie spienionym mlekiem… To pobudzało nas na cały dzień. A sam Rzym… dodatkowo sprawił, że zakochaliśmy się w tym hotelu oraz tym zakątku na ziemi. Dodatkowym atutem jest niezwykle barwna właścicielka, która zaczepiała gości podczas śniadania wypytując o szczegóły pobytu, czy plany na dzień. Cały czas podkreślała swoją dyspozycyjność i chęć pomocy. To potwierdza regułę, że to ludzie tworzą miejsce, że czasami jedna osoba potrafi sprawić, że pobyt pozostanie nam na długo w pamięci. Niestety, w hotelu tym nie ma żadnych stref służących rekreacji. Jest to uroczy, kilkupokojowy obiekt, do którego trafisz maleńką windą. Ale trafić tam napewno warto!

Śniadanie w hotelu Fontanella Borghese

Komfort: 4/5
Być może nie mamy tu wielu udogodnień, wyposażenie jest nadszarpnięte zębem czasu, ale w zasadzie jest wszystko, czego potrzeba Wam podczas pobytu w Rzymie. Plus za czystość.
Obsługa: 5/5
Stosunek jakości do ceny: 5/5
Przez zarezerwowanie pobytu niespełna 10 miesięcy wcześniej cena była bardzo atrakcyjna. W sezonie ceny szybują w górę!
Wyżywienie: 4/5
Ale kawa na 6+!!

  • PA Beach Club & Hotel by GuruHotel

Lokalizacja: w samym sercu Riviera Maya na wybrzeżu karaibskim, Puerto Aventuras, Meksyk
Liczba spędzonych nocy: 2
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniami
Rodzaj rezerwacji: rezerwacja na portalu Booking. com
Termin pobytu: październik 2017
Cena za noc: ok 400 zł za noc
Cena za noc w roku 2020: około 700 zł… (obecnie kursy walut wirują, stąd może tak wysoka cena)

Basen w Hotelu Omni Puerto Aventuras

Rezerwując hotel na wybrzeżu zależało nam na bliskości do morza oraz klimatyzacji. Naczytaliśmy się także o wspaniałych plażach w okolicach Puerto Aventuras, stąd postawiliśmy na ten region. Dobre opinie skusiły nas do wyboru luksusowego obiektu. Oczywiście, nie żałujemy tej decyzji. Poranki na hamaku, z widokiem na morze, kołyszące się palmy wśród śpiewu ptaków… Powiem Wam, że te widoki i emocje zostaną z nami już na zawsze. Hotel niestety był nastawiony na gości z innej części Europy i Amerykanów, stąd obsługa nie była jakoś niezwykle serdeczna. Traktowała nas z góry, jak traktuje się młodych ludzi odwiedzających 5* hotele w miejscach nastawionych na „typowego Anglika z grubym portfelem”. Za to jedyny minus. Hotel znajdował się na zamkniętym, strzeżonym terenie. Na szczęście mięliśmy wypożyczone auto, ponieważ trudno byłoby tu trafić innym sposobem. Obszar, na którym znajduje się hotel składa się z kilku obiektów noclegowych, restauracji, sklepów, ale także oceanarium czy delfinarium oraz wielkiego pola golfowego i portu dla jachtów. Miejsce może zbyt luksusowe, jakby spojrzeć na to od strony wejścia do hotelu. Po przekroczeniu jednak jego progu, czując powiew morskiej bryzy, zapomina się o tętniącym życiem miasteczku a skupia na pięknie natury. Wbrew pozorom, hotel nie był bardzo obłożony. Otrzymaliśmy bardzo przestronny pokój z widokiem na morze.

Strefa odpoczynku na balkonie w hotelu Omni Puerto Aventuras

W pokoju była zarówno część do wypoczynku czy pracy, na środku stało także ogromne łóżko. Do dyspozycji były wszelkie udogodnienia –  bezpłatny zestaw świetnej jakości kosmetyków (w 100% naturalne, doskonałe mydła peelingujące, płyny do płukania ust, żele do i po goleniu – generalnie wszystko czego potrzeba), sejf, ręczniki, telewizor, telefon, żelazko, suszarka do włosów, szlafroki oraz kapcie frotte. Pokój dysponował ogromną łazienką z wanną oraz prysznicem. Z łazienki oraz sypialni można było przejść bezpośrednio na taras, na którym znajdowało się duże jacuzzi. Na balkonie można było się zrelaksować w hamaku bądź na wygodnej leżance. Pokój był bardzo czysty, wyposażenie dobrej jakości. Zrelaksować można się także w basenie przy samym morzu oraz przy basenie z pool barem. Do dyspozycji gości jest też spora siłownia. Nam jednak najbardziej przypadły do gustu spacery wzdłuż plaży oraz czytanie książek na leżakach przy plaży. Tyle potrzeba na wakacjach do szczęścia 😉

Pokój w hotelu Omni Puerto Aventuras

Bardzo mocnym punktem hotelu było śniadanie. Serwowane w restauracji z widokiem na morze. Do wyboru było kilka opcji. Każda zawierała zestaw owoców, świeże soki i kawę. Jedzenie było pyszne, pięknie podane, ze składników wysokiej jakości.

Niestety nasz pobyt w PA (dawniej hotelu Omni PA) trwał tylko dwa dni. Miejsce zapisze się w naszej pamięci jako oaza spokoju, powiew luksusu, którego wówczas nocując w hotelach doświadczaliśmy niezwykle rzadko. Wciąż miło wspominamy wieczory przy dźwiękach znad oceanu, kiedy to Nikodem popijał lokalne piwo w jacuzzi na naszym tarasie a ja przyglądałam się palmom, z których niekiedy zeskakiwały do nas makaki. Nieszczególnie za nimi przepadam, jednak te meksykańskie są dużo przyjemniejsze od azjatyckich. Warto czasami wydać troszkę więcej niż pozwala Wam sumienie, ale tylko czasami… 😀

Jeść śniadanie z takim widokiem… takie przyjemności pamięta się długo 🙂

Komfort: 5/5
Piękna lokalizacja, czystość i bogate wyposażenie. Jacuzzi na balkonie, serio?? 😀
Obsługa: 3.5/5
To niestety jedyny minus. Jednak meksykanie to dość specyficzny naród, może to też miało wpływ na postrzeganie młodych, białych 😉
Stosunek jakości do ceny: 4.5/5
Nikt się przecież nie obrazi, jeśli ceny będą niższe 😀
Wyżywienie: 5/5

To wszystkie hotele, w których czuliśmy się z wielu względów wyjątkowo, które zostawiły w nas ślad i spowodowały, że chcemy odwiedzić je jeszcze nie raz. Drodzy Dyrektorzy – zadanie wykonane!

Poza wymienionymi powyżej oraz w ostatnim poście miejscami, bywały także hotele, które zainspirowały nas czymś konkretnym.

Tak było np. z warszawskim Hiltonem – śniadanie, które tam zjedliśmy jest według nas NAJLEPSZYM śniadaniem hotelowym, na które trafiliśmy. Tego wyboru i jakości (zarówno jakości dań jak i obsługi kelnerskiej) nie da się opisać.

Śniadanie w warszawskim Hiltonie

Kolejnym wspaniałym hotelem był także warszawski DoubleTree – strefa SPA Level Up dla gości z wysokim statusem – genialny pomysł. Generalnie hotel świetny, jednak w pełni ocenimy go, kiedy w końcu skorzystamy z Saloniku Biznesowego.

Strefa Level UP w DoubleTree by Hilton Hotel & Conference Center w Warszawie

Biorąc pod uwagę dostępną dla każdego gościa strefę wellness warto wspomnieć o hotelu Evita w Tleniu. W sercu Borów Tucholskich, pośród lasów, znajduje się klimatyczny hotel z najlepszą strefą saun, w jakiej kiedykolwiek byliśmy oraz basenem z widokiem na las. Jest pięknie, klimatycznie, bardzo czysto – pełen relaks. To miejsce gorąco Wam polecamy, jednak przebywaliśmy tam z grupą, dlatego ciężko nam ocenić jakość wyżywienia i obsługi podczas pobytu indywidualnego. Z pewnością jednak odwiedzimy to miejsce ponownie i mamy nadzieję, że po tym pobycie będziemy mogli powiedzieć Wam o tym hotelu coś więcej.

Strefa Wellness w hotelu Evita w Tleniu

Piękne historyczne wnętrza i znakomitą lokalizację oferuje także miło wspominany przez nas hotel Hampton Inn & Suites Mexico City – Centro Historico. Swego czasu za nocleg w nim wydać trzeba było 10000 punktów Hilton Honors (co przy promocji na ich zakup wynosi 50$)

Korytarz w hotelu Hampton Inn & Suintes Mexico City – Centro Historico

Obecnie branża hotelarska przeżywa kryzys. Mamy nadzieję, że kiedy hotele ponownie otworzą się na swoich gości zasypiemy je rezerwacjami, a Wam opiszemy kolejne miejsca warte odwiedzenia.

Życie jest za krótkie, by spać w kiepskich hotelach… cz.1

Część 1.

Tytuł może wydawać się dość kontrowersyjny… jednak po przeczytaniu wszystkiego, co chcemy Wam przekazać z pewnością zgodzicie się z nami w tej kwestii, a w idealnych przypadkach będzie to Waszym nowym, życiowym mottem.

Ze względu na różnego rodzaju działalności, czy aktywności, które prowadzimy można powiedzieć, że 80% czasu w ogóle, spędzamy w hotelach… ponieważ oboje pracujemy w branży hotelarskiej. Gdyby jednak pominąć ten fakt, to około 20% noclegów w całym roku spędzamy w hotelach. daje to ok 60 noclegów rocznie…. już rozumiecie, dlaczego tak istotne są dla nas dobre warunki, w których nocujemy? Oczywiście, nie zapominamy o idei naszego bloga, czyli niskich cenach.

Obecnie, ze względu na pandemię, którą ogarnięty jest świat, branża turystyczna przechodzi ogromny kryzys. Wszystko zamiera, zamiera wszelki transport publiczny, stosowane nakazy obligują nas do siedzenia w domu… ale mamy nadzieję, że kiedy świat wróci do normalności to zaczniemy inaczej spoglądać na rzeczywistość. Zaczniemy spełniać nieco bardziej ochoczo swoje marzenia, pokonywać obawy… zaczniemy może ciut bardziej korzystać z życia i… podróżować. Czy na odległy kontynent, czy do sąsiedniego województwa. Być może zainspirują Was hotele, które spośród setek, w których nocowaliśmy wyróżniły się na tyle, że są naszą mocną piątką i wracamy do nich, jeśli tylko pojawia się okazja, a czasami nawet specjalnie taką okazję stwarzamy… 😀 Czy zatem miejsca, które chce się wciąż odwiedzać to nie najlepszy przykład całej idei hotelarstwa? Co zatem nas urzekło i czy były jakieś minusy?

Obiekty noclegowe oceniamy pod względem komfortu, obsługi, stosunku jakości do ceny oraz jakości wyżywienia. Wszystkie prezentowane hotele są „topowe” i nie jesteśmy w stanie powiedzieć, że jest jeden naj… 😉 – kolejność wynika z chronologii pobytów. Dzisiaj opiszemy trzy pierwsze hotele, natomiast w kolejnym poście opowiemy Wam o kolejnych.

  • Pajar House Suite & Villas

Lokalizacja: Indonezja, wyspa Bali, miasto Ubud, spokojna lokalizacja poza miastem – wśród pól ryżowych
Liczba spędzonych nocy: 3
Co zawierała cena: drink powitalny, nocleg w bungallowie o wysokim standardzie, codzienne śniadania dostarczane do pokoju, transport do miasta na życzenie, dostęp do basenu
Rodzaj rezerwacji: Przez booking.com
Termin pobytu: wrzesień 2015
Cena za noc: około 120 zł za dobę za dwie osoby
Cena za noc na rok 2020: 170 zł (apartament typu suite)

Pajar House Ubud

Check in odbywał się w pięknym bambusowym patio, gdzie otrzymaliśmy zwilżone ręczniki do odświeżenia, pyszne drinki owocowe oraz telefon komórkowy, który służył do kontaktu z kierowcą obiektu. Hotel położony jest bowiem ok 4 km od centrum miasta, dlatego też na życzenie można zamówić sobie bezpłatny transport właśnie dzwoniąc do kierowcy i informując o szczegółach (transport w godzinach 9:00-22:00). Następnie, zostaliśmy odprowadzeni do przestronnego, komfortowego pokoju. Wybraliśmy opcję z jednym podwójnym łóżkiem. Bungallow był murowany, jednak posiadał „wywietrzniki” typowe dla azjatyckiego budownictwa. Budynek wyposażony jest w klimatyzację, co jest bardzo istotne przy upałach sięgających 35 stopni. Do dyspozycji gości był aneks kuchenny, codziennie dostarczana była też woda mineralna w dużych butelkach. W łazience w stylu SPA dostępny był zarówno prysznic jak i wanna, zestaw ręczników i kosmetyków o pięknym zapachu. Codziennie zapalano też kominek z aromatycznymi olejkami. Oczywiście na wyposażeniu były także kapcie i szlafroki, suszarka do włosów, a nawet żelazko. Pokój był sprzątany codziennie. Dodatkowo, wieczorem odbywało się okadzanie – typowe dla balijskich wierzeń. Do dziś pamiętam jak słychać było śpiew ptaków, krzyki gekonów a w powietrzu unosił się zapach kadzideł… Tym zawsze będzie dla mnie beztroska wolność….

Śniadanie w Pajar House

Wspomnienia tego miejsca, tego hotelu zawsze będą mi się kojarzyć z wysokim standardem – nie można się było bowiem doczepić ani do obsługi, która wychodziła naprzeciw wszelkim oczekiwaniom, dbała o każdy szczegół, ani komfortu, bowiem wyposażenie było w bardzo dobrym stanie, sprzątanie pokoju bardzo dokładne, wyposażenie zawierało wszystko co potrzebne podczas wakacyjnego pobytu… a śniadania? Do wyboru było kilka opcji – jajecznica z tostami, omlet, tosty z szynką i serem żółtym, tradycyjna zupa azjatycka, naleśniki z bananami bądź sałatka owocowa. Dodatkowo serwowano świeże owoce, sok ze świeżych owoców oraz herbatę lub kawę. Śniadanie wybierało się dzień wcześniej i określało godzinę spożycia posiłku. Wszystko czekało rano na tarasie… Tak właśnie wygląda relaks… W kwestii komfortu i wypoczynku hotel oferuje basen, który znajduje się na skraju terenu hotelowego. Poza tym, przy każdym z pokoi mamy coś na kształt „altanki”, gdzie możemy się wyciągnąć z książką, bądź taras z przyjemnym oświetleniem. Dodatkowo hotel ma w ofercie zabiegi SPA, które mogą odbywać się wśród pól ryżowych, na tarasie… po prostu magia <3

Pobyt w Pajar House odbyliśmy pięć lat temu, w tym czasie nocowaliśmy w 5* hotelach najlepszych marek, jednak ten niepozorny hotel skryty pomiędzy polami ryżowymi skradł nasze serca…

Komfort: 5/5
Obsługa: 5/5
Stosunek jakości do ceny: 6/5
Wyżywienie: 3/5 – śniadania typowe dla tej części świata, smaczne, jednak niektóre z wybieranych dań były po prostu zwyczajne, największy minus za brak restauracji w obiekcie – obecnie restauracja już funkcjonuje.

  • Pullman Hanoi

Lokalizacja: Wietnam, biznesowe centrum miasta Hanoi
Liczba spędzonych nocy: 2
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniem, dostęp do basenu, siłowni, wstęp do saloniku biznesowego (dzięki wysokiemu statusowi w sieci Accore)
Rodzaj rezerwacji: przez oficjalną stronę sieci
Termin pobytu: wrzesień 2016
Cena za noc: około 40 zł za dobę za dwie osoby + punkty zebrane w programie członkowskich (2 tys. punktów – równowartość 40 euro [nie ma możliwości komercyjnego zakupu punktów, można je nabywać przez nocowanie w sieci bądź podczas udziału w akcjach promocyjnych])
Cena za noc na rok 2020: 460 zł

Pullman Hanoi

Wyobraźcie sobie, że jesteście po kilku godzinnej podróży z innego miasta, temperatura dawno przekroczyła trzydzieści kresek, a na sobie macie przepocone, zakurzone ubranie i 13 kilogramowy plecak…. i wyglądając dość niekorzystnie przekraczacie próg pięciogwiazdkowego, biznesowego hotelu… 😀 Przyznam, że początkowo, kiedy wybieraliśmy wyższą kategorię hoteli na turystyczne, dalekie wyjazdy czułam dyskomfort w podobnych do powyższych kategorii sytuacjach. Teraz jednak nie czuję zażenowania, ponieważ mam świadomość, że choć hotele takie nastawione są na gości biznesowych, to z ogromną gościnnością i profesjonalizmem podchodzą do strudzonych turystów. Zatem, kiedy przekroczyliśmy już próg Pullmana, naszymi bagażami od razu zajął się Boy Hotelowy, a my zostaliśmy skierowani do recepcji dla gości z wysokim statusem, która znajduje się na wyższych piętrach. Tam otrzymaliśmy prezent powitalny, zostaliśmy poinformowani o wszystkim, co dotyczyło naszego pobytu. Recepcjonistka zaprowadziła nas do przydzielonego pokoju, w którym czekały nasze bagaże. Pokój hotelowy był zaaranżowany klasycznie, posiadał podwójne łóżko, sofę, miejsce do pracy. Standardowo na wyposażeniu był zestaw do parzenia herbaty/kawy, minibarek, kapcie, szlafrok, suszarka do włosów, żelazko, zestaw ręczników i kosmetyków. Ciekawym rozwiązaniem było umocowanie różnego rodzaju gniazdek w panelu przy biurku. Wyprawa do Wietnamu była naszą podróżą poślubną, przez co nasz pokój był romantycznie przystrojony różami. Dostaliśmy też w prezencie powitalnym słodkie ciasteczka.

Pokój w Pullman Hanoi

Co ciekawe, na gości hotelu czeka woda mineralna sygnowana marką hoteli Pullman.
Dzięki wysokiemu statusowi w sieci Accore Hotels, mieliśmy możliwość skorzystania z saloniku biznesowego, który w godzinach wieczornych oferuje gorące posiłki, przekąski oraz open bar na wybrane alkohole. Jedzenie było bardzo smaczne, obsługa bardzo przyjazna i troskliwa. Mimo dużej ilości gości, każdemu poświęcali uwagę. W Wietnamie dostęp do wysokoprocentowego alkoholu jest dość ograniczony. Również w executive lounge drinki z udziałem mocnego alkoholu były serwowane na życzenie. Pani, która obsługiwała nasz stolik bardzo ochoczo podchodziła do uzupełniania naszych szklanek, bowiem gdy tylko kończyliśmy drinki, na stole lądowały nowe. Bardzo miłe było także poświęcanie czasu na luźną rozmowę dotyczącą celu naszego pobytu, czy naszego kraju. Tego samego scenariusza troski o gościa mięliśmy okazję doświadczyć podczas śniadania. W godzinach porannych gości witał Dyrektor hotelu, który z każdym starał się zamienić kilka słów. To dla nas również bardzo ciekawe podejście dotyczące gościnności. Podobnie kelnerzy, uwijali się jak mróweczki pomiędzy rzeszą spożywających posiłek ludzi. Samo śniadanie było zaskakujące, ponieważ obejmowało różne kuchnie świata. Trudno zliczyć wszystko, co było serwowane… Mało kiedy śniadanie w hotelu robi na nas takie wrażenie, jednak tu przebiło prawie wszystkie hotele, w których dotychczas nocowaliśmy.

Executive Lounge w Pullman Hanoi

Ponadto, do dyspozycji gości jest strefa komfortu – czyli basen zewnętrzny, sauny, czy strefa relaksu oraz siłownia. Również salonik jest dobrym miejscem na odpoczynek i wypicie zimnych napoi. Wieczorami, w hotelowym barze odbywają się różnego rodzaju koncerty . My trafiliśmy na gitarzystę wykonującego standardy jazzowe. Hotel, jest doskonale przygotowany w kwestii kontaktu z klientem, wyposażenie jest klasyczne jak w każdym hotelu biznesowym, czystość była na bardzo wysokim poziomie. Troska o klienta widoczna jest zarówno wśród osób zarządzających, obsługujących czy pań dbających o porządek. Pierwszego dnia wracaliśmy ze zwiedzania miasta w potwornej ulewie. Byliśmy przemoczeni praktycznie do samej bielizny. Po przkroczeniu progu hotelu, konsjerż pytał nas, czy wszystko w porządku i w czymś może nam pomóc. Podziękowaliśmy i zapewniliśmy, że wszystko jest ok. Kiedy już wjechaliśmy na nasze piętro, a panie sprzątające dostrzegły jak jesteśmy przemoczeni od razu przybiegły do nas i okryły nas ręcznikami… Czujecie? To był tak miły gest, że doskonale pamiętam ten korytarz, uśmiech tej kobiety, a przez to mam dobre wspomnienia związane z tym miejscem. I o to właśnie chodzi w hotelarstwie. O to, by gość czuł się zaopiekowany, zadowolony i przywiązał się do miejsca, w którym spędził 48 godzin.

Komfort: 4/5 (tu kwestia sporna – hotel mieści się w samym centrum, z pewnością goście biznesowi są zadowoleni, jednak ktoś, kto liczy na spacery w parku, ciszę i śpiew ptaków będzie rozczarowany, od starego miasta również dzieli nas „kilka” kroków)
Obsługa: 5/5
Stosunek jakości do ceny: 5/5
Wyżywienie: 5/5

  • Hilton Batumi

Lokalizacja: Gruzja, Batumi, 50 metrów od morza
Liczba spędzonych nocy: łącznie w tym hotelu – 8 (podczas trzech podróży)
Co zawierała cena: nocleg ze śniadaniem, dostęp do basenu, siłowni, wstęp do saloniku biznesowego (dzięki wysokiemu statusowi w Hilton Honors)
Rodzaj rezerwacji: przez oficjalną stronę sieci
Termin pobytu: kwiecień, grudzień 2018 oraz styczeń 2020
Cena za noc: każdorazowo ok. 70 dolarów

Hilton Batumi

Ten hotel to przykład miejsca, które samo w sobie może stanowić cel podróży. Gruzja, to mój ukochany kraj, a hotel Hilton Batumi to jeden z najlepszych hoteli. Planując wyjazdy do kraju wybornej kuchni i wina zawsze udajemy się do Batumi… ze względu na Hiltona 😉 Bo umówmy się, że samo Batumi jest mało gruzińskie, bywa kiczowate, ale jeśli to wciąż Gruzja, pełna wyśmienitego jedzenia, genialnego wina, posiadająca taki hotel i to jeszcze nad samym morzem… nie może być inaczej. W zasadzie należałoby zebrać trzy wizyty w jedną, choć chyba nie do końca jest to łatwe. Każda z tych wizyt wyróżniała się czymś na plus, ale miała także swoje minusy. Omawiając każdy punkt będziemy zatem przywoływać dane sytuacje. Jeśli chodzi o komfort, to Hilton Batumi jest hotelem nowoczesnym, z klasycznym, biznesowym wyposażeniem. Trzykrotnie nocowaliśmy w narożnych apartamentach dwa razy z widokiem na góry, a niespełna 3 miesiące temu z najpiękniejszym widokiem panoramicznym na morze i góry. Budzić się z takim widokiem na co dzień jest moim marzeniem…. Do dyspozycji w każdym pokoju są zestaw do parzenia kawy/herbaty, minibarek, kapcie, szlafroki, suszarka do włosów, żelazko i deska do prasowania, sejf, komplet ręczników, kosmetyki i przybory toaletowe oraz butelka wody na osobę. W pokoju mamy miejsce do relaksu (bądź w osobnym pomieszczeniu, bądź wydzielona część pokoju), jak również miejsce do pracy z gniazdkami przy biurku. Łazienki dysponują zarówno wanną jak i prysznicem.

Widok z pokoju w Hiltonie Batumi

Jako goście Hilton Honors spośród trzech pobytów raz otrzymaliśmy prezent powitalny, którym była butelka wina i deska serów. Pokój sprzątany jest codziennie, w godzinach popołudniowych. Panie dbające o porządek są bardzo sympatyczne i służą pomocą np. kiedy potrzebny nam jest dodatkowy żel czy ręcznik.
Obsługa hotelu jest bardzo sympatyczna, niejednokrotnie wychodzi ponad potrzeby gościa. Kiedy byliśmy w tym hotelu po raz pierwszy miłym zaskoczeniem było to, że recepcjonistka po uzupełnieniu dokumentów odprowadziła nas do pokoju, poinformowała o wszystkim co musieliśmy wiedzieć i zapewniła o pomocy jeśli tylko pojawią się problemy. Za drugim razem zostaliśmy standardowo przyjęci przez obsługę hotelową. Niestety, podczas ostatniego pobytu w hotelu spotkaliśmy się ze sprzecznymi informacjami i brakiem kompetencji wśród załogi. Była to dla nas bardzo niekomfortowa sytuacja, ponieważ początkowo zakwaterowano nas w pokoju, który posiada dostęp do executive lounge (to samo widniało w aplikacji Hiltona), następnie odmówiono nam jednak wstępu do saloniku… tłumacząc, że zmieniły się zasady działalności programu lojalnościowego od listopada. W trakcie rzekomego czasu nocowaliśmy w hotelach sieci w Polsce i Europie i nikt nigdy o tych zmianach nie wspominał… Po tym czasie także korzystaliśmy z usług Hiltona gdzie dostęp otrzymywaliśmy zawsze. Zatem, jeśli będziecie podróżować do hotelu Hilton Batumi, lepiej wcześniej upewnijcie się mailowo, jakie są warunki waszej rezerwacji i co zawiera pobyt. W zasadzie nie był to jakiś wielki problem, ponieważ w miejscu, gdzie ciągnie do wizyty w restauracji (te gruzińskie ceny!), salonik i kolacja nie są aż tak potrzebne. Problemem jest raczej dyskomfort, niedoinformowany personel oraz to, że rozmawiająca z nami recepcjonistka w ogóle nie przyjmowała naszych argumentów. Ostatecznie sytuacja została rozwiązana ale jakiś niesmak pozostał. Na szczęście udało się uzyskać nam status Diamond, z którym wejście do saloników Executive lounge jest obligatoryjne.

Salonik biznesowy w Hiltonie Batumi

Kolacje w saloniku biznesowym są zawsze bardzo smaczne, do wyboru są dwa ciepłe dania, zimne przekąski i ciasta (te przez cały dzień), soki i zimne napoje oraz napoje alkoholowe podczas kolacji. Śniadania w hotelu są bardzo smaczne, pełne gruzińskich specjałów, z elementami kuchni tureckiej, jak również europejskiej. To w tym miejscu serwują najlepsze jajka po benedyktyńsku jakie kiedykolwiek jedliśmy <3 Ponadto, każdego dnia (no prawie) gości na śniadaniu wita dyrektor hotelu – Pan Torsten. Przychodzi także doglądać wszystkiego w porze kolacji w saloniku. Niezwykle ciepły, sympatyczny człowiek. Jeżeli kiedyś zgłodniejecie, udajcie się na parter, tam restauracja Pelion serwuje dania kuchni gruzińskiej i europejskiej. Ceny są przystępne a jakość świetna. Polecam Wam bardzo Chinkali Sopup, w której pływają urocze, maleńkie pierożki, rewelacja! Można też napić się kawy w kawiarni po lewej stronie od wejścia – pyszna kawa i ciasto marchewkowe, a ceny jak w Polsce, bądź wypić drinka na najwyższym piętrze budynku z pięknym widokiem w Naphele Sky Bar&Restaurant.
Do Waszej dyspozycji w hotelu będzie basen i sauny oraz siłownia. Można też skorzystać z oferty SPA. Jednak bliskość morza skutecznie odciągnie Was od wszystkiego. Jeśli kochacie morze tak jak ja, to uwierzcie, że w tym hotelu to właśnie jemu poświęca się całą uwagę. To na nie skierowane są okna pokoi i saloniku. To tam można całkowicie się zresetować, „wyłączyć”, skupić na pięknie przyrody… Taki właśnie jest ten hotel, pełen gruzińskiej gościnności, ale i psikusów (jeśli byliście w Gruzji już znacie tą mentalność, jeśli nie – wszystko przed Wami – tylko spokojnie, czas to pojęcie względne u Gruzinów), pełen uśmiechu, dbałości o szczegóły, komfortu i jakości na wysokim poziomie, a to wszystko gdzieś przy samym brzegu Morza Czarnego… <3

Komfort: 5/ 5
Obsługa: 4,5/5 (incydent z recepcjonistką, która upierała się, że nastąpiły zmiany w programie i pojawiły się błędy w działaniu aplikacji)
Stosunek jakości do ceny: 5/5
Wyżywienie: 5/5

Rosja – informacje praktyczne cz. 1

Nasze ostatnie wakacje spędziliśmy w Rosji – wyjazd ten był spełnieniem swojego rodzaju marzenia o podróży na dalszy wschód. Co prawda pierwszy wyjazd do największego kraju na świecie zaplanowaliśmy do Moskwy i Petersburga, ale od czegoś poznawanie tego fascynującego kraju trzeba zacząć :).

Nieopodal Placu Czerwonego w Moskwie

W dzisiejszym wpisie chcielibyśmy opisać, w jaki sposób planowaliśmy jeszcze przed wyjazdem naszą podróż. Oczywiście nie pojechaliśmy na wycieczkę zorganizowaną przez biuro podróży, tylko wszystko zaplanowaliśmy sami. Wyprawa do Rosji jest o tyle trudniejsza do planowania, że dochodzi jeszcze konieczność uzyskania wizy.

Loty

Początkowo planowaliśmy polecieć naszym rodzimym przewoźnikiem – LOTem lub Lufthansą – ceny lotów oscylowały w okolicach 700-900 zł w obie strony. Jednak po przebadaniu rynku znaleźliśmy interesujące nas połączenie linią Wizzair z Budapesztu. Do Rosji podróżowaliśmy rodzinnie w 5 osób, więc do Budapesztu dojechaliśmy jednym wspólnym samochodem. Dzięki posiadaniu karty kredytowej WizzAir i nazbieranych środków na koncie Wizz mogliśmy znacznie obniżyć koszty lotów. Za przeloty na trasie Budapeszt – Moskwa i Petersburg – Budapeszt zapłaciliśmy około 220 zł/osoba z dodatkowym bagażem podręcznym. Oszczędziliśmy więc naprawdę sporo porównując ceny biletów tradycyjnych przewoźników, nawet doliczając koszty dojazdu i noclegu w stolicy Węgier.

Parlament w Budapeszcie

Wiza

Loty zakupiliśmy około 2 miesiące przed planowanym wyjazdem. Później rozpoczęliśmy procedurę uzyskania wizy. Możliwości jej wyrobienia jest całkiem sporo. Najtaniej jest osobiście wybrać się do konsulatu i złożyć wszystkie wymagane dokumenty. Jednak cała procedura jest dość czasochłonna i wymaga dwukrotnej wizyty w konsulacie (znajdują się w Poznaniu, Gdańsku, Warszawie i Krakowie). My ze względu na zamieszkanie w znacznej odległości od tych miast zdecydowaliśmy się na załatwienie wizy poprzez biuro pośrednictwa. Skorzystaliśmy ostatecznie z usług firmy WizaSerwis, której usługi były w naszym przypadku najtańsze. Ostatecznie cena wizy dla jednej osoby zamknęła się w kwocie około 450 zł wraz z niezbędnym ubezpieczeniem oraz zaproszeniem – voucherem dla turystów. Jest to spory koszt, jednak już od października 2019 będzie można pojechać do Petersburga bez konieczności takiego wyrabiania wizy na okres do 8 dni. 🙂

Hotele

W Polsce zarezerwowaliśmy także dwa hotele – jeden w Moskwie i jeden w Petersburgu. Rezerwacje w hotelach były też niezbędne do uzyskania wizy – w rezerwacjach musiały być także wprowadzone imiona i nazwiska wszystkich uczestników wyjazdu. W wielkich metropoliach jakimi jest Moskwa i Petersburg tańsze hotele znajdują się w dużej odległości od centrum i wymagają dosyć długiego dojeżdżania metrem do największych atrakcji.

W Moskwie zarezerwowaliśmy trzy pokoje w hotelu Holiday Inn Express Khovirno za pośrednictwem strony sieci hotelowej IHG. Jest on położony niedaleko końcowej stacji metra – Khovirno. Za jedną noc (pokój 2-osobowy) zapłaciliśmy 3024 ruble, czyli około 160 zł. Hotel ten możemy polecić, bo został on niedawno w całości wyremontowany i jest teraz naprawdę wygodnym i przyjemnym miejscem. W cenę pobytu wliczone jest smaczne śniadanie w formie bufetu (serwowany jest pyszny rosyjski słodki przysmak – serniczki :)).

Pokój w Holiday Inn Express Moscow Khovirno

Natomiast w Petersburgu za pośrednictwem Booking.com dokonaliśmy rezerwacji w Apart-Hotelu Y’es. Wykupiliśmy tam dwa apartamenty (dwu i trzy-osobowy) i wyszło nam średnio 1300 rubli za osobę za noc. W cenę noclegu wliczone było śniadanie serwowane – możliwość wyboru jednego z kilku zestawów śniadaniowych. Hotel ten znajduje się w wielkim nowym bloku mieszkalnym – również możemy go serdecznie polecić, chociaż mieliśmy niewielkie problemy przy przyjeździe. W pokoju 3-osobowym znajdowało się tylko jedno duże małżeńskie łóżko i pani w recepcji twierdziła, że takie mają zasady, a za dodatkowe łóżko musimy dopłacić. Jednak udało się przekonać obsługę, że skoro zarezerwowaliśmy przez Booking.com pokój 3-osobowy to wypadałoby, gdyby miał miejsce do spania dla trzech osób i dostaliśmy dodatkowe łóżko „gratis” ;).

Apart-hotel Y’es

Pociąg Sapsan

Planując nasz wyjazd zastanawialiśmy się, w jaki sposób pokonamy trasę Moskwa-Petersburg. W grę wchodził przelot między miastami lub pociąg. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na super-szybki pociąg Sapsan, który trasę pokonuję w 4 godziny. Samolot leci co prawda 1 godzinę, jednak dodając dotarcie na lotnisko i odprawę wyszłoby zapewne podobnie. Ceny biletów na pociąg są niższe, jeśli rezerwujemy je ze sporym wyprzedzeniem. Jednak my czekaliśmy na zakup do momentu otrzymania wizy i ostatecznie zapłaciliśmy średnio 3200 rubli za jeden bilet, czyli około 180 zł (co ciekawe miejsca odwrócone tyłem do kierunku jazdy były nieco tańsze od usytuowanych w drugą stronę). Bilety zakupiliśmy za pomocą strony rosyjskich kolei – RZD.ru

Teatr Maryjski

Jeżdżąc często na Ukrainę staramy się chodzić na balet. Planując wizytę w Rosji też o tym pomyśleliśmy. Początkowo chcieliśmy udać się do Teatru Bolszoj w Moskwie, jednak ceny biletów były bardzo wysokie, a poza tym w czasie naszego pobytu wystawiane było Jezioro Łabędzie, na którym byliśmy już we Lwowie. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wyjście do Teatru Maryjskiego w Sankt Petersburgu. Za bilety na balet „Dziadek do orzechów” zapłaciliśmy 600 rubli od osoby (około 33 zł). Wejście na balet poza obejrzeniem samej sztuki pozwala też zobaczyć pięknie ozdobione wnętrza teatru. Bilety kupiliśmy będąc jeszcze w Polsce przez stronę internetową www.mariinsky.ru/en

Wnętrze Teatru Maryjskiego

W powyższym poście opisaliśmy wszystko, co załatwiliśmy przed podróżą. Już niedługo druga część wpisu, w którym opiszemy Wam praktycznie to, co spotkało nas na miejscu. 🙂

Bagaż – jak go spakować i nie zwariować… ;)

Kiedy przypominam sobie pierwsze podróże i to, ile kilogramów dźwigałam na plecach… sama nie wiem dlaczego takie sytuacje miały miejsce 😉 . Planując wakacje myślimy o tym, co czeka nas na miejscu, wybieramy hotele, szukamy atrakcji, analizujemy dostępność środków transportu, sprawdzamy informacje dotyczące kuchni, zwyczajów, religii. Przygotowujemy sobie całą wyprawę – wszystko dopinamy od A do Z… wszystko z wyjątkiem walizki…

Przyznajcie się, kto z Was choć raz nie wyciągnął z plecaka rzeczy, która przez całe wakacje przeleżała na jego dnie, okazując się zupełnie zbędną? Podczas pierwszych naszych wypraw zdarzało mi się to nagminnie. Ba! Żeby to była tylko jedna rzecz! A to bluzeczka, sukieneczka, kremik, ręczniczek, czy inne duperelki. Takie niby nic, malutkie i leciutkie… a tak naprawdę zupełnie niepotrzebne i stanowiące nadbagaż. Kilkadziesiąt podróży zagranicznych i niezliczona ilość tych po Polsce (jednak głównie te pierwsze, w kolejnych wciąż zdarzają się jakieś „przydasie” :D) zaoowocowały pewnym schematem pakowania walizki. Bo choć wydaje się to sprawą banalną, to warto podejść do niej dość szczegółowo i krytycznie.

Poniżej w 10 krokach pokażemy Wam, jak efektywnie spakować plecak i wyruszyć w drogę.

  1. Określ czas trwania podróży

Wiadomo – podstawowe przedmioty znajdą się w plecaku niezależnie od tego, czy jedziemy na jedną noc czy na miesięczną wyprawę. Dobrze jednak zadać sobie trochę trudu i przygotować sobie listę ile faktycznie dni sprawdzimy na wakacjach. Eksperci podróżówania są zdania, że na dwa tygodnie powinniśmy pakować się jak na 5 dni, na miesiąc jak na dwa tygodnie a na półroczną wyprawę – zabrać rzeczy, które wystarczyły na miesiąc.
Wskazówka 1: wybierz wszystkie rzeczy, które wydają Ci się niezbędne, posegreguj te rzeczy na dwie kupki – jedna musi stanowić 30% tego, co wybraliśmy na początku – te rzeczy zostają w domu 🙂
Wskazówka 2: planowanie bagażu powinno odbywać się na tydzień przed wyjazdem, najlepiej z listą – zminimalizuje to ryzyko pominięcia czegoś istotnego.

2. Przeanalizuj prognozę pogody

Sprawa oczywista – to czy do torby wrzucimy parasol czy kapelusz zależy od tego w jakim terminie / miejscu chcemy spędzić urlop. My, oprócz serwisów pogodowych, kierujemy się także relacjami innych z podróży w określone miejsce w wybranym przez nas miesiącu – takich opisów mnóstwo jest w Internecie. Cudze doświadczenia i porady są niezastąpione, nawet pomimo zmiany klimatu możemy wiedzieć czego mniej więcej się spodziewać.

3. Dopasuj wymiary i rodzaj bagażu do środka transportu

Tutaj ważny jest nasz komfort ale także procedury bagażowe. Wybierając, szczególnie zagranicznych, przewoźników kolejowych, autokarowych czy lotniczych musimy dokładnie znać politykę bagażową dla wykupionej przez nas taryfy. Są to kwestie, które zmieniają się czasami z miesiąca na miesiąc, zatem warto je śledzić na bieżąco. Pamiętajmy, że nadprogramowy kilogram czy centymetr mogą skutkować sporymi dopłatami. Ponadto – przemyśl, czy łatwiej będzie Ci podróżować z plecakiem, czy z walizką? Przypominając sobie to, jak przebijaliśmy się przez Marakesz czy Nusa Penidę nie wyobrażam sobie innej metody niż wrzucenie plecaka na plecy. No chyba, że tak jak niektórzy turyści… waliza na osiołka i heja! Tych metod nie popieram – jak nabrałaś smarowideł i szmatek – to musisz to dźwigać i już. I żaden osioł czy Strong Man (nie łączcie tego w parę) u boku tego nie załatwią.

4. Określ charakter podróży

Warto przemyśleć, jakie aktywności czekają na nas podczas wakacji. Czy zamierzamy spacerować po górach, zwiedzać miasta, a może delektować się kulturą wyższą w eleganckich miejscach? Odpowiedź na tak błahe pytanie daje nam pewien obraz wyglądu naszej podróżnej garderoby. Ja zazwyczaj wybieram opcję „komfort ponad wszystko” , choć nie ukrywam, że lubię zabrać nieco bardziej eleganckie buty i sukienkę.
Wskazówka: garderobę planuj wg metody „na cebulkę. Zabierz podkoszulki, koszule, sweterek/bluzę i kurtkę. Z takiego zestawu łatwiej wybrać coś na cieplejsze dni, a całość zawsze można zestawić jeśli spotka nas niepogoda.

5. Przeanalizuj wyposażenie hotelu

Miejsce noclegowe masz już zarezerwowane? To idealnie. Teraz dokładnie przeczytaj czym dysponuje Twój pokój oraz obiekt. Jeśli nie znalazłeś takich informacji możesz śmiało poprosić o taką listę wysyłając e-mail. W pokoju są dostępne kosmetyki? Idealnie. Jeśli jest taka informacja, to hotel ma obowiązek dostarczać je/ uzupełniać na każdy dzień Twojego pobytu – spokojnie możesz pominąć żel i szampon w swojej kosmetyczce. W hotelu znajduje się pomieszczenie z żelazkiem i deską? Zatem nie musisz już zabierać ze sobą mini- żelazka czy dobierać garderoby ze sztucznych, mało gniotących się materiałów. I już, trochę miejsca zaoszczędzone.

6. Pakuj się według listy

Poniżej przedstawimy Wam listę, która okazuje się być pomocna podczas pakowania się zarówno na wyjazdy typu city-break jak i na kilkutygodniowe podróże.

7. Zostaw puste przestrzenie

Czy widząc kawałek wolnego miejsca od razu myślisz o tej różowej, słodkiej bluzeczce z błyszczącymi cekinami i kolejnym stroju kąpielowym? Mimo, że strój skąpy a bluzka napewno przydałaby się na podryw w nocnym klubie – musisz się powstrzymać. No pomyśl, gdzie zmieści się pyszne, gruzińskie wino? Gdzie letnia, zwiewna sukienka kupiona na małym, hiszpańskim targu? Jak przewieziesz pamiątki dla całej rodziny?
Po to właśnie ktoś, gdzieś, kiedyś wymyślił puste przestrzenie w walizce 😀

8. Używaj organizerów

Swietnie sprawdzają się podczas pakowania i rozpakowywania bagażu. Po pierwsze – wiesz gdzie i co się znajduje, po drugie – nie ma bałaganu i ciągłego plątania się kabli z ubraniami, po trzecie – zyskujemy cenną przestrzeń na gruzińskie wino 😀

9. Podziel się rzeczami ze współpasażerem

Jest to metoda na zagubiony bagaż. Jeśli zginą oba – cóż, jesteście wyjątkowymi pechowcami 😀 Żeby jednak wyprzedzić fakty, warto jest wymienić się ubraniami, bielizną z naszym wakacyjnym towarzyszem. Wówczas w każdym z plecaków mamy kosmetyczki, ubrania i po ładowarce do telefonu – już nie zginiemy.

10. Zapnij walizkę i ruszaj w drogę

Udało się przebrnąć przez żmudny proces pakowania? Mam nadzieję, że nie było potrzeby siadania na walizce i korzystania z pomocy mamy/siostry/ukochanego… Jeśli nie – jestem z Ciebie dumna! Jeśli jednak wciąż siedzisz na walizce i przeklinasz pomysł dokładania kolejnego swetra – jesteś niereformowalnym podróżnikiem 😀 Są dwie opcje – wybierz się na zakupy… nie, nie po fatałaszki, a po większą walizkę, albo przeczytaj uważnie cały post raz jeszcze. Tym razem napewno się uda! 🙂

Mamy nadzieję, że powyższy post choć trochę ułatwi Wam kompletowanie bagażu. Poniżej w formie przystępnej tabelki przygotowaliśmy dla Was listę z rzeczami, o których warto pamiętać. Oczywiście nie wszystko musi się okazać Wam potrzebne. Możecie również dopisać to, co wydaje się Wam niezbędne, a my to pominęliśmy. Co dodatkowo spakowalibyście do plecaka?

Dajcie znać!
Spakowani? No to w drogę! 🙂

Podróżowanie pociągiem po Bułgarii

Zabytkowy pociąg w budynku sofijskiego dworca

Podczas naszej podróży do Bułgarii potrzebowaliśmy przemieścić się z zachodu na wschód, a dokładnie ze stolicy kraju – Sofii nad Morze Czarne. Dokładniej rzecz ujmując chcieliśmy dotrzeć do historycznego Nesseberu, który położony jest niedaleko Burgas. Odległość dzieląca Sofię i Burgas to ponad 380 km. Początkowo myśleliśmy o pokonaniu tego odcinka samolotem, jednak w czasie naszej podróży nie odbywały się bezpośrednie loty na tej trasie. Autobus natomiast jedzie 8 godzin i tą opcję od razu odrzuciliśmy. Po analizie sytuacji pojawiła się jeszcze jedna opcja – nocny pociąg z wagonami sypialnymi. Ta od razu wydała nam się interesująca.
Bilet można zakupić na 30 dni przed podróżą na stronie bułgarskich kolei (www.bdz.bg), co też uczyniliśmy. Ostatecznie okazało się, że pośpiech nie jest wymagany ponieważ w naszym pociągu było kilka wolnych przedziałów, więc bilety można też kupić również przed wyjazdem. Jednak my podróżowaliśmy poza sezonem, więc w miesiącach wakacyjnych może być większy problem z dostępnością biletów. Pociąg, którym podróżowaliśmy ciągnął 6 wagonów – trzy 2 klasy, 1 pierwszej klasy oraz dwa sypialne. Wagony 1 i 2 klasy są podobne do starszych wagonów PKP. Natomiast w sypialnych zlokalizowanych jest 10 przedziałów po trzy miejsca do spania. Bilety na miejsca sypialne możecie także kupić w trzech klasach (2 klasa – 3 osoby śpią w jednym przedziale, 1 klasa – 2 osoby w jednym przedziale oraz Biznes – 1 osoba w przedziale). My zakupiliśmy bilety w 1 klasie, dzięki temu przedział mieliśmy tylko dla siebie. Za bilet zapłaciliśmy 38,50 lewa (ok. 85 zł) za osobę. To dobra cena, ponieważ pokonujemy praktycznie cały kraj, a do tego oszczędzamy na noclegu. Do tej pory nasze doświadczenia w podróżowaniu nocnymi pociągami opierały się na Ukrainie i Gruzji. Standard wagonu bułgarskich kolei bardzo pozytywnie nas zaskoczył.

W naszym „hotelu” na kołach 🙂

Pan konduktor po sprawdzeniu biletów zaprowadził nas do przedziału, gdzie rozłożył dwa łóżka. W środku znajdowała się także umywalka z lustrem i szafką na przybory toaletowe, szafka na buty, wieszaki oraz klimatyzacja (nawet dobrze działająca). Miejsca do spania ułożone były nad sobą, każde posiadało swoją własną lampkę do czytania oraz system komunikacji z konduktorem. W wagonie był także prysznic oraz WC.

Pościel w pociągu była czystsza niż w niejednym hotelu

Podróż minęła nam za szybko, ponieważ o 22:55 wyjeżdżaliśmy z dworca w Sofii, a o 5:43 byliśmy już w Burgas, więc pobudka była bardzo wcześnie. Jednak jazda w zamkniętym przedziale z możliwością wygodnego i bezpiecznego spania jest bardzo dobrym rozwiązaniem na pokonywanie takich odległości.

Wagon z miejscami siedzącymi

Poza nocnym przejazdem przez cały kraj pociągiem podróżowaliśmy jeszcze dwukrotnie. Na trasie Varna-Plovdiv (niecałe 5 godzin) oraz Plovdiv-Sofia (2 godziny). Bilet na pierwszy odcinek kosztował 18,10 lewa plus 0,50 lewa za miejscówkę. Ciekawostką jest, że wykupienie miejscówki nie jest obowiązkowe. Nam Pani w kasie biletowej bez pytania dodała miejscówkę, a ostatecznie w pociągu okazało się, że miejsca o takim numerze nie ma ;). Siedzieliśmy więc ostatecznie na innym, wolnym miejscu. 🙂 Za pociąg z Plovdivu do Sofii zapłaciliśmy 8,10 lewa za osobę. Wracając do Sofii wysiedliśmy na stacji Tsarigardsko shose, która jest połączona ze stacją metra o takiej samej nazwie – a z niej już tylko 2 przystanki do sofijskiego lotniska.

Podróżowanie pociągiem w Bułgarii ma sporo zalet – nie jest drogie, a poza tym mamy możliwość oglądania pięknych widokiem za oknem. Dodatkowo pociągi bułgarskie są bardzo punktualne – lokalni pasażerowie dostrajają swoje zegarki do ich odjazdów. 🙂

Bułgarski zachód słońca

Wakacje w Tajlandii dla zapominalskich za… 2232 zł!!!

Marzą Ci się w tym roku piękne plaże, złote piaski i lazur morza? Zapomniałeś zaplanować wycieczkę a rabaty na tegoroczne wakacje w biurach podróży pozostały jedynie we wspomnieniach? Mamy dla Ciebie receptę na niespełnione marzenie o niezapomnianych wakacjach. Wakacje w raju za grosze. Wakacje w kraju słońca, pysznej kuchni i zwariowanych ludzi. Tajlandia. Mimo, że termin po sezonie, ale jeśli się bierzesz za planowanie wakacji o tej porze – nie możesz narzekać 😉 Plusem jest to, że ceny spadają do minimum i nie ma tłumów na niebiańskich plażach.
To co? Inauguracja wakacji w Tajlandii? 😀

Pojawiły się świetne ceny na loty z Polski do Tajlandii. Pogoda jest tam piękna, ponad trzydzieści stopni, lazur nieba i tylko co trzy dni ulewa przynosząca chwilową ochłodę. W czasie deszczu można delektować się wyśmienitą kuchnią w klimatycznej knajpce, bowiem po godzinie jest już po deszczu.

Za 1311 zł (!!!) lecimy z Warszawy do Tajlandii. W cenie oczywiście dwa bagaże (rejestrowany i podręczny) oraz wyżywienie podczas całego lotu. W terminie 19 czerwca – 2 lipca mamy do dyspozycji prawie dwa tygodnie na wypoczynek. Link do rezerwacji lotów: https://www.skyscanner.no/

Ceny lotów w wybranych terminach

Polecamy Wam odwiedzić w tym terminie piękny region Krabi. Krabi to dość turystyczne miejsce w sezonie wysokim, jednak poza nim staje się spokojniejszą enklawą. Jednak nie martwcie się – nie doświadczycie tam „parawaningu”, tłoku rodem znad Bałtyku czy zimnego powiewu wiatru. Widoki są wspaniałe, słońce praży a ochłodzi nas przyjemna, morska bryza… Pełen relaks.

Mamy dla Was cztery opcje noclegowe. Każda z nich dla dwóch osób na 13 nocy na Krabi.

Opcja BUDGET
Pierwsza to niskobudżetowa opcja w bambusowych bungalowach (Bamboo Hut Bungalow) z łazienką niedaleko plaży. Cena tego noclegu to… 9 zł za osobę za noc 😀 Świetna opcja, bo przecież nie będziemy w nich spędzać wiele czasu mając kilka metrów dalej rajskie plaże.



Opcja ECONOMY
Opcja podstawowa to pokój z wentylatorem i łazienką w ośrodku Lanta Sky House, który mieści się niedaleko plaży. Cena za osobę za noc wynosi niespełna 24 zł.

Opcja STANDARD
Kolejna opcja jest bardziej komfortowa. Mamy do dyspozycji pokoje w murowanych bungalowach w ośrodku Lanta Seafront Resort (***), z klimatyzacją i tuż przy plaży. Cena za osobę za noc to 37,6 zł. 🙂

Opcja KOMFORT
Ostatnia opcja jest znacznie bardziej komfortowa.Tak jak w poprzedniej mamy do dyspozycji klimatyzowaną willę na wyłączność w pięknym ośrodku SriLanta Resort (****) przy samej plaży. Ośrodek posiada także basen, restaurację serwującą świetną kuchnię i wysoki standard usług (wg. opinii booking). Cena za osobę za noc to 61,5 zł! Mielno się chowa… 😀


I jeszcze coś na deser… Opcja SUPER LUX 😉Raczej jako ciekawostka, ponieważ totalnie niezgodna z tematem naszego bloga – opcja zupełnie ekskluzywna, droga… i w sferze marzeń dla nas i naszych czytelników 😉 Ale za marzenia nie trzeba płacić więc popatrzcie jak żyją bogaci ;D

Przeczytajcie, co o tym obiekcie piszą właściciele:

„Obiekt oferuje całodobowe usługi lokaja, basen bez krawędzi, spa i 5 restauracji.

W luksusowych i położonych w tropikalnym otoczeniu pokojach mieszczą się stylowe łazienki. Pokoje ozdobione są pięknymi tajskimi elementami wykonanymi z drewna, a ich wyposażenie obejmuje telewizor z płaskim ekranem i dostępem do kanałów telewizji kablowej/satelitarnej oraz odtwarzacz DVD. Na prywatnej werandzie Goście mogą cieszyć się widokiem na ocean i świeżą wieczorną bryzą.

Znajdujące się na terenie kompleksu spa ESPA oferuje prywatne gabinety zabiegowe i basen spa, a świeżym sokiem pomarańczowym można cieszyć się w RAW Café Spa. Goście mogą poćwiczyć w centrum fitness lub wziąć udział w wyjątkowym kulturowym doświadczeniu, jakim są lekcje tajskiej kuchni czy warsztaty tworzenia batików.

W restauracjach Jampoon International Restaurant i Plai Fah Restaurant serwowane są azjatyckie i zachodnie przysmaki, przygotowywane wyłącznie w oparciu o najlepsze składniki. Najlepsze dania kuchni tajskiej oferowane są w restauracji Sri Tang, a świeże owoce morza z grilla są specjalnością Lae Lay Pavilion. Bar Chomtawan Lounge zaprasza na orzeźwiające koktajle i podziwianie wspaniałych zachodów słońca.”
Ach… Skusiło Was? My się rozmarzyliśmy.
To teraz cena. Za osobę za noc to 880 zł – ale ze śniadaniem 😀

Jeśli wybierzecie którąś z opcji – już możecie planować pobyt na Krabi. Przewodnik turystyczny po Krabi dostępny tutaj. 

Noclegów możecie poszukać korzystając z naszej wyszukiwarki Booking.com 🙂 Oferuje ona najlepsze ceny, dobre warunki i bezpieczeństwo rezerwacji. Wybierzcie miejscowość, bądź wpiszcie nazwę polecanego przez nas obiektu i już 🙂

Kosztorys:

  • 2622 zł za bilet lotniczy za dwie osoby w obie strony
  • 240 zł za autobus z Bangkoku do Krabi z lotniska do wybranego punktu, min. Krabi Sea Pearl (2×120)
  • 1602 zł za 13 noclegów w dobrej klasy ośrodku (wersja komfort)

Łącznie to 4464 zł za dwa tygodnie dla dwóch osób w Tajlandii!!! To 2232 zł za osobę….

Lecimy?! 😀

Kosmetyczka w podróży – o czym pamiętać?

Co spakować do kosmetyczki w podróż? 

Niby rzecz oczywista- pakowanie kosmetyczki na wyjazd… ale ile razy zdarzało się Wam, że pamięć zawiodła a Wy później męczyliście się z włosami w nieładzie bądź biegaliście po mieście z nadzieją, że znajdziecie Wasz ulubiony dezodorant? My przerobiłyśmy to nie raz i nie dwa 😋

Z tego powodu, dla naszego i Waszego komfortu przygotowaliśmy małą ściągę. 

Najpierw rzeczy niezbędne, które zmieszczą się zarówno w bagażu podręcznym na krótką podróż, które rozszerzymy o rzeczy sprzyjające komfortowi podczas dłuższej podróży. 

  1. Szczotka do włosów oraz/lub grzebień + gumki, spinki, klamry

Jest u mnie na pierwszym miejscu ponieważ jest rzeczą, o której prawie zawsze zapominam pakując kosmetyczkę. Taki paradoks, bo włosy mam wyjątkowo kapryśne i wymagające specjalnego traktowanie, jednak szczotki używam stosunkowo rzadko. Częściej korzystam z grzebienia, który też jakimś trafem omija moją kosmetyczkę 😉 Gumka do włosów to rzecz, o której zapominam stosunkowo najczęściej a jej brak bywa najbardziej problematyczny. 

2. Szampon oraz odżywka do włosów 

O ile śpiąc w hotelach z szamponem nie będzie problemu, tyle odżywka do włosów to już rzadkość. Jeśli używacie tych produktów to polecam Wam by spakować je ze sobą do torby. Oczywiście szampony najlepiej wybierać w formie podróżnej (100ml objętości), bo taka w zupełności wystarczy nam na cały wyjazd. Jeśli chodzi o odżywkę to warto z dużego opakowania przelać trochę do buteleczek podróżnych, które dostępne są w każdej drogerii bądź wykorzystać odżywki, których nie wykorzystaliśmy np po farbowaniu włosów. 

3. Żel pod prysznic 

W hotelach zawsze jest dostępny, jednak w hostelu czy pensjonacie może go brakować. Warto wybrać taki żel pod prysznic, który zawiera olejek, ponieważ będziemy mogły zrezygnować później z balsamu nawilżającego.

4.Dezodorant

Najlepszy w podróży jest antyperspirant w kulce. Jest mały, lekki i nie przekracza wymaganej pojemności w przypadku bagażu podręcznego.

 5.Szczoteczka i pasta do zębów oraz płyn do płukania ust 

Do bagażu pakuję szczoteczkę tradycyjną, elektryczną ze względu na gabaryty zostawiam w domu. Pastę do zębów również wybieram w małych tubkach (wykorzystuję zazwyczaj próbki, które otrzymuję w sklepie bądź u stomatologa). Warto zabrać płyn do ust, dzięki niemu szybko i łatwo odświeżymy oddech 

6. Krem do twarzy

Do walizki pakuję na krótsze wyjazdy krem na dzień i na noc w jednym. Staram się wybierać krem z filtrem, który podczas kilkugodzinnego zwiedzania ochroni skórę. Na dłuższe wyjazdy konieczne są jednak dwa kremy- używam tych w tubkach a nie słoiczkach, a to ze względów praktycznych- są znacznie lżejsze. 

7. Balsam do ciała

Nie jest on koniecznością, jednak jeśli tak jak ja wolicie mieć go ze sobą to wybierzcie jak najmniejsze opakowanie. Ja wykorzystuję to, co zostało mi z pobytu w hotelach, na kolejne wyjazdy. Taki balsam wykorzystuję późnej jako krem do rąk i stóp.

8. Produkty do demakijażu

Tutaj każda z Was musi sama wybrać ulubiony produkt. Ja wybieram płyn micelarny. Z toniku na czas podróży rezygnuję, ponieważ stanowi dodatkowy balast. Warto spróbować chusteczki nawilżone płynem do demakijażu.

9. Produkty do makijażu

Krem BB sprawdza się doskonale do krajów charakteryzujących się ciepłym klimatem. Podkłady, pudry czy bronzery i tak raz, dwa spłyną z buzi. Do kremu wystarczy tusz do rzęs oraz błyszczyk lub pomadka nawilżająca (z filtrem) i wakacyjny make-up gotowy. Jeżeli Wasz wyjazd jest raczej służbowy bądź szykuje się w jego trakcie jakieś ważne spotkanie- nie ma rady, wówczas trzeba zabrać całą resztę 😉

10. Waciki, patyczki, chusteczki, wkładki etc 

Takie higieniczne przybory zabieram w małą saszetkę. W podróży są niezbędne a dzięki dobrej organizacji nie walają się nam pomiędzy kosmetykami i zachowują swoją jakość. Nie wyobrażam sobie także wyjazdu bez chusteczek nawilżanych Antybakteryjnych oraz do higieny intymnej. Praktyczne, można z nich skorzystać w każdym momencie podróży. Pamietam też o jednorazowej maszynce do golenia, pamiętajcie żeby zabrać dwie, mi często podbiera je mąż, w krytycznych sytuacjach nie odstrasza go nawet słodki, różowy kolor 😉

Przykładowy, podstawowy zestaw 🙃

To takie podstawy. Ja zawsze zabieram perfumy, które stanowią dla mnie bardzo istotny element codziennej pielęgnacji, a raczej jej zwieńczenie. Wybieram mniejsze objętości i lżejsze zapachy. Ach,  te kobiece „pierdółki”… 😄  Panom jest trochę łatwiej i lżej, więc tym bardziej powinni docenić nasze poświęcenie podczas wyjazdu, które wynika z ograniczenia liczby kosmetyków. Panowie- nawet nie wiecie jak wielkim dylematem jest dla nas pozostawienie wszystkich masek, maseczek, peelingów, toników, kremików i innych niezwykle istotnych produktów w domu.😩 

Jeśli na naszej liście czegoś brakuje – dajcie znać w komentarzach 😊 czy Wam również zdarza się zawsze o czymś zapomnieć? Podzielcie się wrażeniami 😊

W kolejnym poście z zakresu praktycznych podpowiemy Wam jak spakować apteczkę podróżną.

Recenzja 5* hotelu DoubleTree Resort by Hilton Penang

Dzisiejszym wpisem chcielibyśmy nadrobić blogowe zaległości oraz rozpocząć serię wpisów z naszego ostatniego dalszego wyjazdu – do Malezji i Indonezji. Do wybrania właśnie takiego kierunku podróży skusiła nas przede wszystkim świetna cena biletów lotniczych linii Qatar Airways, ale także wiele znakomitych hoteli z portfolio Hiltona na miejscu w zaskakująco niskich cenach. Nasz przylot z Polski miał miejsce na lotnisko w Penang (tak samo nazywa się cała wyspa), które znajduje się niedaleko urokliwego miasta Georgetown. Opisywany 5* hotel znajduję się po drugiej stronie miasta, na zachód w dzielnicy Miami Green. Jest to nowy hotel, w którym spędziliśmy w sumie cztery noce płacąc po 10 tys. punktów Hilton Honors za jedną noc. Przy sprzyjającej promocji taką ilośc punktów można nabyć za 50$. Czyli właśnie za taką kwotę możemy się przespać w świetnym resortowym hotelu przy samej plaży – cena oczywiście za dwie osoby. Dokładając do tego status Gold w programie lojalnościowym sieci, który posiadamy otrzymujemy darmowe śniadanie, upgrade do lepszego pokoju oraz kilka innych benefitów.

DoubleTree Resort by Hilton Penang

Przyjazd do hotelu i zameldowanie

Z lotniska do hotelu dostaliśmy się po raz pierwszy używając Graba – azjatyckiej odpowiedzi na Ubera. Dojazd z lotniska do hotelu kosztował około 35 zł. Jest oczywiście opcja dojazdu autobusem, o której dowiedzieliśmy się później, jednak zajmuje ona ponad trzy razy więcej czasu, co po kilkunastogodzinnej podróży samolotami nie jest mile widziane. Po przyjeździe zostaliśmy miło przyjęci przez pracowników recepcji oraz poinformowano nas o podwyższeniu standardu naszego pokoju do dwupokojowego apartamentu z widokiem na morze, co nas bardzo ucieszyło. 🙂 Tradycyjnie otrzymaliśmy także ciepłe ciasteczka, które są standardem w całej sieci DoubleTree. Co ciekawe, w hotelu znajduje się także muzeum pluszowych misiów i jeden z ich przedstawicieli przywitał nas przy wejściu do hotelu.

Miś witający gości w lobby hotelu

Pokój

Nasz pokój znajdował się na czwartym piętrze w centralnej części hotelu. Mimo położenia niedaleko wind nie było ich wcale słychać. Apartament składał się z dwóch bardzo przestronnych pokoi – dziennego oraz sypialni, łazienki z wanną i prysznicem oraz sporego balkonu.

Sypialnia oraz balkon naszego apartamentu

Na stole w części wypoczynkowej znajdowała się także wstawka powitalna z liścikiem. Trafiliśmy akurat na chińskie święto Środka Jesieni, podczas którego lokalni mieszkańcy spożywają tradycyjne księżycowe ciasteczka, które przez zastosowanie dodatków takich jak pasta lotosowa, czy szafran w sklepach kosztują nawet około 20 zł za niewielkie ciasteczko. Dostaliśmy jedno takie ciasteczko w pięknym kartoniku. Co do smaku to raczej średnio nam podeszło, ale było to ciekawym przeżyciem kulinarnym. 😉

W hotelu spaliśmy dwukrotnie, na początku oraz na końcu naszej podróży. Przy drugim pobycie dostaliśmy bardziej osobistą wkładkę powitalną, co było dla nas bardzo miłym doświadczeniem.:)

Pokoje zostały bardzo starannie przygotowane przed naszym przyjazdem. Były czyste, nowocześnie urządzone – utrzymane w stylistyce marki DoubleTree, jednak z elementami nawiązującymi do tradycyjnej sztuki miejsca, w którym znajduje jest hotel. Na wyposażeniu znajdowały się kapcie, szlafroki, zestaw do parzenia kawy i herbaty oraz dwie butelki wody mineralnej.

Śniadanie

Śniadania są serwowane w restauracji położonej na poziomie -1, przy basenie. Można je zjeść także na świeżym powietrzu, co przy porannej temperaturze jest bardzo przyjemne. Trudno jest nam oceniać azjatyckie śniadania, ponieważ są one bardzo odmienne od takich, do których jesteśmy przyzwyczajeni w polskich hotelach. Jednak wybór był bardzo duży, każdy znajdzie coś dla siebie. Jest też egg station, na którym możemy zamówić różne dania z jajek. Z ciekawostek należy wspomnieć o „teh tarik”, czyli mocnej czarnej herbacie z zagęszczonym, słodkim mlekiem. Jest to narodowy napój w Malezji. Nam bardzo zasmakował, piliśmy go wielokrotnie – szczególnie dobry jest podawany na zimno z kostkami lodu.

Jeden z naszych śniadaniowych zestawów
Ubu Pao – czyli tradycyjne słodkie bułeczki podgrzewane na parze (to zielone ;))
w widocznym na zdjęciu naczyniu.

Basen oraz siłownia

Na terenie hotelu znajduje się siłownia oraz zewnętrzny basen – a właściwie dwa – jeden większy oraz drugi mniejszy z atrakcjami dla dzieci. Wokół basenu jest także trochę leżaków. Miejsce to stanowi świetny sposób na odpoczynek podczas gorącego dnia. Co ważne, po opadach deszcze, na które trafiliśmy podczas pobytu woda basenu była szybko oczyszczana.

Popołudnie w basenie

W hotelu znajduje się także całodobowa dobrze wyposażona siłownia.

Podsumowanie

DoubleTree Resort by Hilton Penang od niewielkiej plaży oddziela szeroka droga, jednak można ją przekroczyć mostkiem dostępnym dla gości hotelowych, widocznym na powyższym zdjęciu. Na plaży znajduje się także niewielka knajpka, w której można zjeść smaczne jedzenie w cenach dużo niższych niż w hotelowej restauracji.

Położenie hotelu może być niewielkim minusem, bo jest on poza centrum miasta GeorgeTown, jednak hotel zapewnia raz dziennie bezpłatny transport. W godzinach dopołudniowych możemy dojechać do centrum, a po południu z niego wrócić. Wieczorem bus jedzie w drugą stronę, na nocny bazar, na którym znajdziemy także wiele miejsc, gdzie możemy smacznie zjeść. Jeśli godziny odjazdów nam nie pasują to zawsze możemy skorzystać z publicznego autobusu, którego przystanek znajduje się pod hotelem.

W obiekcie nie znajdziemy niestety Executive Lounge, jednak w zamian tego goście z wysokim statusem mogą skorzystać z popołudniowego „tea time”, w ramach którego otrzymują kawę lub herbatę oraz ciasteczka w kawiarni znajdującej się w lobby hotelu.

Jeśli trafimy do hotelu w weekend wieczorem możemy usiąść w tym samym miejscu i przy akustycznej muzyce na żywo wypić drinka za pół ceny w promocji Happy Hours. 😉

Podsumowując hotel jest jak najbardziej godny polecenia, jeśli ktoś chce wypocząć w miłym miejscu podczas pobytu na wyspie Penang w Malezji. Dajemy mocne 9/10 pkt. 🙂

Pierwszy lot…

Samolot jest najbezpieczniejszym środkiem transportu. Jeśli nie przekonują Was nasze słowa, to sprawdźcie sobie na Flight Radarze ile statków powietrznych znajduje się w tym momencie w przestworzach. O ilu wypadkach czy nieprawidłowościach słyszymy każdego dnia? Tygodnia? Miesiąca?  Czasami w ciągu całego roku słyszymy o kilku incydentach bądź poważnych wypadkach. A w przypadku samochodów? Jak podaje raport statystyk policyjnych na polskich drogach dochodzi rocznie do niemal 33 tys. wypadków… daje to 90 zdarzeń drogowych dziennie… Standardy bezpieczeństwa w lotnictwie są bardzo restrykcyjne i skrupulatnie przestrzegane. Należy pamiętać, że w wielkiej, mocnej maszynie jesteśmy zawsze pod dobrą opieką wykwalifikowanego personelu.

I jak? Ośmieliliśmy Was trochę do latania? Jeśli pierwszy raz samolotem macie już za sobą, ale miał on miejsce w odległej przeszłości ten post jest także dla Was. Dzisiaj dowiecie się co po kolei należy zrobić, od momentu zakupu biletu po wyjście na terytorium obcego kraju. Wielu z Was ma to już z pewnością za sobą, jednak ostatnio spotkaliśmy się z kilkoma osobami, które nie wiedziały co trzeba zrobić po przybyciu na lotnisko itd. Stąd też nasz pomysł na krótki wpis poradnikowy. 🙂

1. Zakup biletu i odprawa

Jeśli już macie pomysł, dokąd chcecie się udać podniebnym środkiem transportu musicie kupić bilet. 😉 Tego etapu nie będziemy szerzej opisywać – wszystko zależy od tego, dokąd i jakimi liniami lotniczymi chcecie podróżować. Zakupu biletu możecie dokonać zarówno w internecie, w biurze pośrednika bądź bezpośrednio na lotnisku.

Kiedy już macie zakupione bilety kolejnym etapem jest odprawa pasażerska (check-in) i jest ona zależna od przewoźnika, z którym podróżujecie – musicie doczytać w warunkach rezerwacji, jaki sposób odprawy nie wymaga dodatkowych kosztów. Ogólnie można rozdzielić trzy sposoby odprawy:

I. Odprawa online – Jeśli podróżujecie tanią linią lotniczą (np Ryanair, czy Wizzair) i macie najtańszą taryfę biletu zawsze konieczna jest wcześniejsza odprawa na stronie internetowej przewoźnika. Możecie to zrobić np od 48 do 4 godzin przed wylotem. Na stronie trzeba wpisać wymagane dane podróżujących osób (konieczny będzie WAŻNY dowód osobisty bądź paszport – najbezpieczniej ok. pół roku do końca ważności, ale jest to zależne od kraju), przejść kolejne etapy odprawy, a na końcu wydrukować karty pokładowe (można to zrobić na czarno-białej drukarce) i zabrać je ze sobą na lotnisko.

Niektóre linie lotnicze pozwalają także na pokazywanie karty pokładowej ze swojej aplikacji mobilnej.

Stanowiska check-in na lotnisku w Penang

II. Odprawa przy stanowisku check-in – Jeżeli natomiast posiadacie bilet od tradycyjnego przewoźnika (np LOT, czy Lufthansa) w większości przypadków nie musicie dokonywać wcześniejszej odprawy w Internecie. Wystarczy, że udacie się na lotnisko z dokumentem tożsamości (dowodem osobistym lub paszportem w zależności od Waszej destynacji, tak jak powyżej) i udacie się do stanowiska check-in. Przy wejściu na teren lotniska sprawdźcie na tablicy odlotów, z którego stanowiska odprawiany jest Wasz rejs (Check-in Desk). Stanowiska takie są otwierane 3 do 2 godzin przed odlotem oraz zamykane godzinę lub 40 minut przed wylotem. W tym miejscu możecie także nadać bagaż rejestrowany, jeśli taki ze sobą zabieracie. Koniecznie sprawdźcie, czy Wasz bilet pozwala na przewóz dużego bagażu rejestrowanego. Jeśli tak nie jest, a chcecie go ze sobą zabrać to dokupcie taką opcję wcześniej przez stronę internetową przewoźnika – na lotnisku zapłacicie za niego znacznie więcej! Przy takim stanowisku odbierzecie także karty pokładowe z wydrukowanym numerem miejsca oraz numerem bramki (gate), z której odprawiany jest Wasz samolot.

W tym miejscu także informacja dla osób, które udają się na wycieczki zorganizowane przez biura podróży. W takim przypadku zazwyczaj Wasze biuro ma swoje stanowisko na lotnisku wylotowym, gdzie musicie się udać przed wylotem i dopiero później idziecie do stanowiska check-in, żeby nadać swój bagaż.

Pamiętajcie żeby z nadawanego bagażu zabrać ważne dla Was przedmioty, bądź takie, które mogą być konieczne lub przydatne podczas podróży. Warto zabrać coś ciepłego do zarzucenia na siebie, ponieważ w samolocie bardzo często klimatyzacja jest ustawiona na niskie wartości. Szczególnie na długich trasach przyda się coś cieplejszego, skarpetki na zmianę i kosmetyczka z najpotrzebniejszymi przyborami toaletowymi (opakowania do 100 ml). Dobrze mieć ze sobą książkę bądź ciekawy magazyn, który pozwoli nam zrelaksować się szczególnie wtedy, kiedy zmiany ciśnienia w samolocie wpływają niekorzystnie na nasz organizm. Pamiętajcie, że z naszymi walizkami, plecakami czy innymi formami bagażu nikt nie obchodzi się delikatnie. Przemierzają one czasami nawet kilometry na terenie lotniska zanim dotrą do samolotu. Obijają się na taśmach, są przerzucane właściwymi drogami transportowymi, wrzucane do kontenerów… O ile bagażu podręcznego możemy spokojnie dopilnować o tyle nadawanego już wcale. Dlatego wybierajmy torby w ciemnych kolorach, z trwałych materiałów. Zabezpieczmy ważne i kruche przedmioty przed uszkodzeniem. Jeśli jednak zauważycie poważne zniszczenie bagażu, bądź macie podejrzenia, że coś z niego zginęło, musicie to zgłosić bezpośrednio  na lotnisku. O tym więcej poniżej.

Stanowiska check-in na lotnisku w Ivano-Frankowsku

III. Odprawa w kiosku (self check-in) – trzecią opcją odprawy jest stanowisko samoobsługowej odprawy, gdzie możecie wybrać sobie miejsce w samolocie, wydrukować kartę pokładową, z którą następnie udacie się do stanowiska nadania bagażu (Baggage drop). Ta odprawa jest odpowiednikiem internetowej, jednak odbywa się po prostu w specjalnie przeznaczonych do tego punktach.

2. Kontrola bezpieczeństwa

Po nadaniu bagażu, z kartą bezpieczeństwa udajemy się do strefy wylotów międzynarodowych (International departures) bądź krajowych (domestic departures) w zależności oczywiście od destynacji naszej podróży. Tutaj warto oprócz karty pokładowej mieć przygotowany dokument tożsamości, ponieważ będziemy podlegali kontroli dokumentów. Kontroli bezpieczeństwa podlegamy my i nasz bagaż podręczny. Warto się zatem wcześniej przygotować, żeby nie zajęła ona zbyt wiele czasu i nie przysporzyła nam i innym pasażerom niepotrzebnych frustracji. Wszelkie płyny, substancje przypominające płyny 😉 oraz aerozole muszą mieć pojemność do 100 ml  każdy (łącznie 1 l/osobę – 10x100ml). Pół litrowa butelka, w której na dnie znajduje się resztka wody mineralnej to wciąż pół litrowa butelka, a nikt nie jest w stanie określić ile znajduje się w niej płynu. Wszelkie buteleczki (zazwyczaj są to kosmetyki) należy umieścić w przezroczystej kosmetyczce (dostępnej w większości drogerii). Z bagażu podręcznego wraz z powyższą kosmetyczką w plastikowym pojemniku, który wręczy nam pracownik lotniska będziemy musieli umieścić aparat fotograficzny, laptopa, tablet czy inny większy sprzęt. Tam też trafią telefony komórkowe i wszystko co chowamy w kieszeniach. Biżuteria, pasek do spodni, zegarek i tego typu przedmioty umieszczamy z resztą naszych rzeczy. Ściągamy też wszelkie bluzy, kurtki czy inne okrycia wierzchnie oraz buty na obcasach czy wyższych podeszwach (np. botki, kozaki). Kiedy już mamy wszystko przygotowane przesuwamy nasze rzeczy w kierunku prześwietlania ich przez służby lotniskowe a sami przechodzimy przez bramkę. Nowoczesne skanery można podzielić na dwa podstawowe rodzaje: urządzenia wykorzystujące fale elektromagnetyczne oraz skanery prześwietlające nas promieniami Roentgena. Pierwsza jest najbardziej popularną bramką, przez którą przechodzimy i gdy zapali się czerwone światełko to zostaniemy dokładniej skontrolowani osobiście przez pracownika lotniska. Możemy także trafić na badanie pod kątem obecności narkotyków. Wtedy my (dłonie) bądź nasze rzeczy osobiste (torebka) są sprawdzane. Drugim rodzajem bramek są nowoczesne rentgeny, które bardzo dokładnie skanują nasze ciało, i przed którymi niczego nie będziemy mogli ukryć. W tego rodzaju bramkach stajemy po środku unosząc ręce nad głową. Po kilku sekundach możemy przejść dalej, gdzie po korzystnym przebiegu kontroli możemy odebrać swoje rzeczy. Czasami, jeśli np. zapomnieliśmy wyrzucić butelki po napoju, bądź nie wyciągnęliśmy aparatu nasz bagaż może zostać przekierowany do dokładnego sprawdzenia, w którym osobiście musimy towarzyszyć pracownikowi lotniska podczas tych czynności. Po kontroli czekają nas teraz przyjemności – czyli sklepy bezcłowe 🙂 Tam możemy znaleźć alkohole bądź perfumy w bardzo atrakcyjnych cenach (szczególnie dla lotów poza schengen).

Tablica odlotów

3. Kontrola paszportowa

W niektórych przypadkach zaraz po kontroli osobistej możemy trafić na kontrolę paszportową. Jeżeli naszą destynacją są kraje spoza schengen wówczas kontrolę przechodzimy właśnie po kontroli osobistej, choć też jest to uzależnione od lotniska, ponieważ taka kontrola może się odbywać tuż przed wejściem na pokład samolotu (przed wejściem przed bramki). Kontrola paszportowa to nic innego jak pokazanie paszportu pracownikowi służby granicznej. Może on zadać kilka pytań np. dokąd lecimy, na jak długo, czy mamy bilet powrotny bądź gdzie zamierzamy się zatrzymać. Zostanie zeskanowana nasza twarz celem potwierdzenia tożsamości, a niekiedy także zeskanowane będą opuszki palców wskazujących. Pamiętajmy o ważności naszego paszportu, który nie powinien być krótszy niż pół roku, choć warto sprawdzić jakie przepisy dotyczą konkretnego kraju.

 

 

4. Wejście do samolotu

Będąc już w strefie bezpiecznej sprawdzamy monitory, na których szukamy naszego lotu. Przy jego kodzie i godzinie odlotu podana będzie bramka (Gate), z której odlatywać będzie nasz samolot. Na dużych lotniskach mamy kilka stref, zatem warto przeznaczyć na to więcej czasu, ponieważ droga do przebycia może być daleka (nawet 2 km, bądź konieczna będzie zmiana budynku).

Kolejka do bramek na lotnisku w Dosze

Polskie realia są na szczęście nie tak pełne rozmachu, dlatego też do bramki będzie nam znacznie łatwiej dotrzeć. Zawracajmy uwagę na znaki oraz komunikaty płynące z głośników. Gdy dotrzemy do naszej bramki warto przygotować dokument i kartę pokładową, ponieważ będą one raz jeszcze sprawdzane i skanowane. Stewardessa skieruje nas bądź rękawem bezpośrednio do samolotu, bądź też do autobusu lotniskowego, który odwiezie nas do samolotu.

 

5. W samolocie

Znajdujemy swoje miejsca i stosujemy się do wszelkich uwag obsługi. Tablety, czytniki, książki czy wodę możemy od razu wyciągnąć z bagażu by mieć je pod ręką. Resztę umieszczamy w schowku. Zapinamy pas i lecimy 🙂

 

6. Po dotarciu do celu 

Po wyjściu z samolotu przechodzimy kontrolę paszportową w przypadku krajów spoza UE. Tutaj też musimy załatwić sprawy z wizą, jeśli jest konieczna. O tym napiszemy więcej w osobnym poście. Po przejściu kontroli udajemy się w kierunku strefy odbioru bagażu (baggage reclaim). Jeżeli dolecieliśmy do kraju należącego do wspólnoty bądź jest to lot krajowy, wówczas od razu przechodzimy do strefy odbioru bagażu. Ponownie na monitorach sprawdzamy nasz lot i szukamy stanowiska, w którym wyrzucone zostaną nasze bagaże. Wyrzucone to nie pomyłka 😉 Bagaże wyskakują i obijają się o barierki dość konkretnie, więc jeśli macie coś cennego to zgłoście to wcześniej i oklejcie bagaż symbolami „Uwaga szkło”. Jeżeli nasz bagaż się nie pojawi, wówczas należy zgłosić się do punktu linii lotniczej bądź operatora linii lotniczej. Niekiedy pracownicy już wiedzą, że jakieś bagaże zostały zagubione i sami szukają osób, które ich nie otrzymały. Po zgłoszeniu zguby- wypełnieniu formularza, dostajemy gwarancję dostarczenia kurierem bagażu na wskazany przez nas adres (dom czy hotel). Pamietajmy, że za zgubiony bagaż przysługuje nam rekompensata finansowa, która zostaje nam przekazana celem uzupełnienia garderoby

Mamy nadzieję, że nasz post będzie dla Was pomocny 😉 Jeśli macie jakieś pytania – piszcie do nas śmiało! Tymczasem życzymy Wam pięknych chwil w przestworzach owocujących zachwycającymi wspomnieniami.

Karta kredytowa Wizz Air MasterCard

W dzisiejszym poście chcielibyśmy opisać zalety karty kredytowej, z której sami korzystamy. Post nie jest w żadnym stopniu reklamą, za którą ktoś nam płaci. Sami używamy tego środka płatniczego, dlatego chcemy Wam go przedstawić.

Kiedyś oboje nie chcieliśmy mieć kart kredytowych – nie były nam potrzebne, a kojarzyły się z długami itd itp. Korzystaliśmy jedynie z kart debetowych do naszych kont bankowych. Na szczęście podczas organizacji naszego wyjazdu do Meksyku karta kredytowa okazała się niezbędna do wypożyczenia samochodu. Po przejrzeniu kilku ofert najbardziej pasująca do naszych potrzeb okazała się karta Wizz Air MasterCard wydawana przez bank Raiffeisen.

Oto kilka zalet tej karty, które są dla nas istotne:

  • 2% każdej transakcji wraca na nasze konto WizzAir, dzięki czemu możemy później kupować bilety lotnicze za 0 zł 🙂 (jeśli płacimy za coś na stronie WizzAir to wraca nam nawet 4%)
  • Bezpłatne członkostwo typu standard w WIZZ Discount Club, dzięki czemu zakupione przez nas bilety dla siebie i jednej osoby towarzyszącej są tańsze nawet o 45 zł/sztuka. Taniej zapłacimy też za bagaż. Normalnie takie członkostwo kosztuje 29,99 Euro za rok (jeszcze do niedawna w cenie mieliśmy członkostwo typu grupa, w którym mogliśmy kupować tańsze bilety dla siebie i pięciu współpasażerów, ale niestety to się skończyło z końcem sierpnia)
  • Przy otwarciu karty i dokonaniu pierwszej płatności otrzymujemy punkty o wartości 50 zł na start na swoje konto WizzAir
  • Karta ma dobre kursy wymiany walut, dzięki czemu nie przepłacimy płacąc nią za granicą (szczególnie w krajach z „egzotycznymi” walutami – innymi niż Euro, Dolar, czy Funt)
  • Do prowadzenia konta nie jest wymagane posiadanie konta w banku Raiffeisen.

Więcej informacji o karcie znajdziecie pod tym linkiem: https://raiffeisenpolbank.com/klienci-indywidualni/karty/wizz-air-mastercard

Na stronie banku zdobywanie punktów jest opisane w nieco zawiły sposób. Ogólnie dostajemy 1 pkt za każde wydane 5 zł kartą, a 10 pkt możemy wymienić na 1 zł na nasze środki WizzAir. Ogólnie daje to 2% zwrotu, o którym pisaliśmy wcześniej :).

Karta ma również kilka wad, o których poniżej:

  • Opłata za jej prowadzenie to 6 zł miesięcznie i nie da się jej ominąć (jednak pamiętajmy, że daje to 72 zł rocznie, co jest i tak mniejszą kwotą niż 29,99 Euro za członkostwo w WizzAir Discount Club)
  • Punkty z karty nie są automatycznie przelewane na konto WizzAir – trzeba co jakiś czas dzwonić na infolinię Raiffeisen w celu zgłoszenia chęci przelania punktów i później poczekać kilka dni, aż punkty trafią na konto.
  • Okres rozliczeniowy karty przypada od pierwszego do ostatniego dnia miesiąca, później istnieje możliwość spłaty karty bezpłatnie w ciągu 25 dni można bezpłatnie spłacić całą kwotę wydatkowaną w poprzednim miesiącu. Jeśli jednak mamy część niespłaconą, to na przełomie miesiąca od tej kwoty naliczane jest ubezpieczenie na życie (0,75% sumy niespłaconej kwoty). Dlatego my sami traktujemy tą kartę, jak debetową i stale robimy przelewy z naszego osobistego konta w innym banku, żeby nie pozostawiać dużej kwoty do spłaty.
  • Jak przy każdej karcie kredytowej trzeba mieć stały dochód, najlepiej z umowy o pracę na czas nieokreślony. Nasza karta jest wydana na Kasię ze względu na zatrudnienie na taką właśnie umowę. Drugim sposobem jest prowadzenie działalności gospodarczej, jednak trzeba to robić od conajmniej 18 miesięcy. W czasie, kiedy staraliśmy się o wydanie karty Nikodema działalność nie miała jeszcze takiego stażu, dlatego wnioskowaliśmy o kartę dla Kasi.

Ogólnie rzecz ujmując karta ma swoje wady i zalety, jednak my jesteśmy z niej bardzo zadowoleni. Płacimy za wszystkie możliwe zakupy w kraju i za granicą. Dzięki temu coś do nas „wraca” z wydanych pieniędzy. 🙂