Yapa po raz pierwszy. Na pewno nie ostatni

W ubiegły weekend pogoda była paskudna. Z wiosennych promieni słońca nie pozostał nawet ślad. Przeciwnie, padający śnieg, dokuczające na zmianę przymrozki i odwilże dały się we znaki humorom większości z nas. My znaleźliśmy jednak sposób, jak nie dać się tym wahaniom pogodowym, a co za tym idzie nastrojowym i postanowiliśmy wprowadzić do naszego życia trochę radości. Dawno temu usłyszeliśmy o festiwalu YAPA w Łodzi. Jest to studencki festiwal piosenki turystycznej. Oboje słuchamy muzyki raczej mniej popularnej, którą niektórzy traktują z lekceważeniem i niechęcią… Dlatego, że towarzyszą jej teksty z duszą? Często bardzo poważne, trafiające w samo sedno? A może to, że nie są to odgłosy dudniących w ściany basów, czy innych komputerowych tworów, a brzmienia instrumentów z duszą-gitary, skrzypiec, harmonijek…? Dla nas jest to coś więcej niż utwór płynący z głośników. To chwile na refleksje, relaks. Wiąże się z nimi wiele wspomnień. Są one ponadto doskonałymi kreacjami muzycznymi. Pełne radosnych dźwięków, szybszego tempa dodają mnóstwo energii i radości. Taka jest właśnie piosenka turystyczna. Ma nam dawać „kopa” w marszu pod górkę, wśród krętych szlaków czy długich rejsów. Ma być inspiracją i dać motywację, ale przede wszystkim umilić nam czas w wędrowaniu. Obecnie nieco zmieniły się również i te nurty muzyczne. Ale na pewno nic nie idzie tu w złym kierunku. Można by rzec, że dostosowuje się do ówczesności.

Marek Andrzejewski

Festiwal YAPA wykreował wiele wspaniałych talentów poezji śpiewanej. Większość słuchanych przez nas oboje zespołów zaprezentowało się tam w latach studenckich i zjednało ze sobą publiczność. Zaczynali od niewielkiej sceny, salki wypełnionej dwoma setkami osób, a obecnie grają na wielu scenach teatrów polskich. Nie potrzebne im były blaski fleszów, setki wywiadów do brukowców czy kompromitujące skandale, by jak najwięcej osób wiedziało o ich istnieniu. To jest prawdziwa muzyka. Ona mówi sama za siebie. Tekst, muzyka to to, co jest w niej tak naprawdę ważne. Przekaz. I jak widać nie trzeba więcej. Bo tłumy na koncertach mówią same za siebie. A wśród tych setek innych osób my. Zawsze zafascynowani i pełni podziwu dla osób, które tak pięknie władają gitarą i piórem, chwytając za nasze serca.


Dom o Zielonych Progach

Wracając do tego, jak my znaleźliśmy się na YAPIE. Niewątpliwie ten weekend był dla nas ważny z wielu względów. Wszystko to, co wydarzyło się w Łodzi dodatkowo podniosło jego znaczenie. Już tydzień wcześniej mięliśmy zakupione karnety, zamówione miejsce noclegowe. Na festiwalu piosenki turystycznej znajdzie się miejsce dla każdego. Trwa on trzy dni. W piątek odbywa się przesłuchanie uczestników konkursu, które jest kontynuowane do popołudniowych godzin w sobotę. Następnie wieczorem rozpoczyna się koncert gwiazd, który trwa do późnych godzin nocnych, czy jak kto woli-wczesno porannych. Niedziela jest dniem ogłoszenia werdyktu i przyznania nagród najlepszym. Zakończenie stanowi występ za równo laureatów jak i znanych wszystkim Yapowiczom zespołów. Cała impreza odbywa się niezmiennie w tym samym miejscu, zawsze przy pomocy wolontariuszy – studentów. Na jednej z sal w Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Politechniki Łódzkiej wokół sceny rozstawiane są drewniane ławeczki, jak te z podstawówki, kiedy to na lekcji wu-efu czołgaliśmy się na nich podczas zawodów drużynowych. I na takich oto ławkach siedzi się całe trzy dni dzielnie kibicując wybranych artystom, słuchając wspaniałych zespołów, od lad wiernych festiwalowi. Nie jest to takie łatwe, bo już po pierwszym dniu czujemy wszystkie kości, dlatego polecamy zabierać ze sobą podusię. To całkowicie ułatwi sprawę. I z rozdziawioną japą będziemy mogli szaleć wśród gwizdków, dzwonków, syren i budzików, a także wirujących nieustannie papierowych samolotów. To są właśnie tradycje Yapy. Zwyczaje nieustannie jej towarzyszące. To wszystko składa się na niesamowity klimat festiwalu. Na jego niepowtarzalność. Podczas niego jest mnóstwo chwil przepełnionych radością, szczęściem ale i tych wzruszających, w których trudno ukryć spływającą po policzku łzę. To jest to, co zawsze pozwala wierzyć, że są jeszcze miejsca i imprezy, które oprócz wspaniałej muzyki przekazują też wartości. Tam setki nieznanych sobie osób nagle jednoczą się i przez cały weekend wspólnie bawią się zarówno podczas koncertów jak i w akademikach, gdzie na każdego wędrowca czeka miejsce noclegowe w warunkach turystycznych.


Paweł Orkisz

My również z nich skorzystaliśmy i musimy przyznać, że był to niezapomniany czas. Wszystkie usłyszane historie pozostaną w pamięci na lata. A na Yapę będziemy wracać co roku. Być może już nie jako widzowie, ale jako wykonawcy konkursowi… To jest to, na czym nam teraz zależy. Zmierzyć się z innymi Artystami na scenie, która przyjęła tylu Wielkich. Zagrać dla bardzo wymagającej, ale przesympatycznej publiczności. To cel na najbliższe spotkanie w Łodzi…

Informacja praktyczna: do Łodzi dotarliśmy Polskim Busem z Poznania (15 zł od osoby), noclegi były darmowe 🙂

Kilka zdjęć pokazujących klimat:

Kasia niesie zaopatrzenie na całonocny koncert: woda mineralna i pizza od „Grubego Benka”

Tradycyjny Can Can

Kolejka do toalety

Można także kupić płyty i koszulki festiwalowych zespołów


Nasz nocleg


Nie tylko ludzie przybywają na YAPę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *