Egzotyczne Maroko, cz.3.

Podróż po Maroko to z pewnością bardzo egzotyczne i ciekawe doświadczenie. Jedno z tych bardziej ekscytujących na naszej drodze.

Czas na dalszą część podróży po tym kraju. Na poniższym zdjęciu widać Meczet Kutubijja, największy meczet w Marrakeszu. Meczet jest zbudowany w tradycyjnym arabskim stylu – wieża jest ozdobiona czterema kulami z miedzi, które, według legendy, były tylko trzy, pierwotnie zrobione z czystego złota. Czwartą kulę podarowała żona kalifa Mansura, która jako zadośćuczynienie za złamanie postu w Ramadanie kazała przetopić swoją złotą biżuterię w czwartą kulę.

Chwilę odpoczęliśmy na ławce, jednak ze względu na skwar postanowiliśmy pójść coś zjeść. Tuż przy samym placu znaleźliśmy niewielką knajpkę, w której było mnóstwo ludzi. Ja wybrałam kuskus z warzywami.

Nikodem wybrał Tadżin. Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie jeść tego w tradycyjny sposób (kuskus z mięsem i warzywami nakłada się na kawałek chleba i tak spożywa). Porcja była ogromna. Koszt obu posiłków z dużą butelką wody kosztował nas 21 zł.


Następnie udaliśmy się do kolejnej restauracji, z tym,że tym razem nasz cel był inny. Wyczytaliśmy bowiem, że z jej tarasu doskonale widać wieczorny plac. Co prawda w niej ceny były inne (6 zł za fantę 0,25 :<) jednak widoki, które mięliśmy okazję oglądać były rekompensatą.

Fanta za 6 zł, która była biletem wstępu na taras 🙂

Jeśli chodzi o sam plac, na którym wieczorem oczom ukazuje się wielkie targowisko, mam mieszane uczucia… Jest to miejsce, w którym można zaznać pewnej egzotyki, rzeczy całkowicie odmiennych, które w Polsce nie miałyby miejsca, zobaczyć bajeczne kolory, spróbować niesamowitych potraw, usłyszeć piękną muzykę, zobaczyć zmysłowy taniec brzucha, jednak… widząc zamykane w małych klatkach małpy, wychudzone, wręcz zabiedzone, zamęczone konie ciągnące bryczki, żebrzące dzieci… Jakoś tak robi się przykro… Jednak… mówi się, że nic nie ma racji bytu bez obustronnej transakcji. Jeśli ludzie płacą za zdjęcie z małpką to pan z tą małpką przychodzi, a skoro ucieka, to trzeba ją trzymać na łańcuchu.I tu mój mały apel – nie dajmy zarobić ludziom, którzy niehumanitarnie traktują zwierzęta, wykorzystując je do różnych celów jak np zdjęcia ze zwierzątkami, czy przejażdżki na słoniach czy wielbłądach. Czy na prawdę jest to atrakcja warta cierpienia tych zwierząt?

Wracając do Dżamaa al Fina, zasiedliśmy na tarasie wspomnianej wcześniej restauracji i obserwowaliśmy tętniący życiem plac. Grupa ulicznych grajków, zaklinacze węży zdominowali muzyką panujący harmider. Ponad wszystkim unosił się duszący zapach dymu. Wszystko co działo się wokół wprowadzało w trans, aż nie chciało się odchodzić…

Jednak była taka konieczność… Musieliśmy bowiem wrócić do hotelu by porządnie wypocząć, ponieważ kolejnego dnia czekała nas wyprawa do Casablanki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *