Egzotyczne Maroko, cz.2.

Krążąc między uliczkami natknęliśmy się na araba, który zaoferował nam pomoc we wskazaniu drogi. Na tym się jednak nie skończyło… Oprowadził nas w różne miejsca, między innymi do świątyni, której plac jest dostępny dla turystów tylko w sobotę. Nie pamiętam jak miejsce się nazywało, oraz nie mam pewności, czy rzeczywiście mieliśmy tyle szczęścia by to miejsce zobaczyć. Pan niespiesznie pozwalał nam wszystko oglądać, fotografować (wciąż powtarzał nam jedno – nie można fotografować kobiet i niewidomych, jedynie można było uwieczniać na zdjęciach mężczyzn). Przedłużaliśmy nasze „zwiedzanie” ponieważ myśleliśmy, że to zniechęci naszego przewodnika. Byliśmy jednak w błędzie. Pan tak nas prowadził, aż doprowadził do swojego przyjaciela, który ma mały sklepik 😉 i tak spędziliśmy najbliższą godzinę, na oglądaniu, piciu herbaty z miętą (marokańskie cudo!) oraz na targowaniu się… i wyszliśmy ubożsi o 100 złotych a bogatsi w małe naczynia do tajin oraz srebrną i ręcznie wykonaną (do tej pory nie sprawdziłam czy to prawda, jakoś się boję, że może jednak nie 😉 bransoletkę. Panowie bardzo zadowoleni. My także. Myślimy, o już nasz przewodnik nas zostawił i mamy spokój. Jednak nie… Pan wyszedł z jednego z pomieszczeń, zapytał czy może nas gdzieś jeszcze zaprowadzić a gdy powiedzieliśmy, że w zasadzie to my musimy wrócić do hotelu bo jest za gorąco (w rzeczywistości po pieniądze, bo byliśmy bez grosza) patrzył na nas tak, że od razu wiedzieliśmy o co chodzi. Daliśmy panu zapłatę za jego poświęcony czas i ruszyliśmy do hotelu.

Zaopatrzeni ponownie w gotówkę przeszliśmy się po placu Dżamaa al Fina. Jakoś tak średnio nam się tam podobało. Gorąco, zapachy baaardzo egzotyczne… 😉 Na szczęście jest cudowny sok pomarańczowy! Chodziliśmy tu i tam i dotarliśmy w okolice dworca kolejowego. Leży on w nowszej dzielnicy miasta, w której znajdują się bloki i nowoczesne hotele.
Na dworcu kupiliśmy bilety na pociąg do Casablanki.  Przejazd w wagonie drugiej klasy trwa 3,5 godziny i kosztuje 29 zł od osoby. Z dworca wyruszyliśmy w drogę powrotną do medyny. Chcieliśmy bowiem zobaczyć jak zmienia się najsłynniejszy w mieście plac wraz z zachodem słońca.
Dworzec kolejowy
Teatr
Mury miasta (nocą palą się w nich różnokolorowe lampki)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *