Zatoka Ha Long – jak poczuć jej klimat za „grosze”

W tym przypadku sformułowanie „za grosze” jest jak najbardziej uzasadnione. Zatoka Ha Long, która wpisana została na listę UNESCO jest absolutnym „must have” podróżowania po Wietnamie. I choć z wielu źródeł docierała do nas informacja, że miejsce to zatraciło swój pierwotny charakter, że stało się po prostu nad wyraz turystyczne, brudne, zatłoczone i po prostu niewarte uwagi – postanowiliśmy to zweryfikować.

Pierwszym pomysłem, jaki przyszedł nam do głowy było zarezerwowanie wycieczki bezpośrednio w Wietnamie. Wyczytaliśmy, że istnieje możliwość rejsu łodzią po zatoce za ok 80$ do 100$ za osobę z transportem z Hanoi do Ha Long. To jedna ze standardowych cen wycieczek zawierających nocleg na statku, wyżywienie oraz atrakcje takie jak wynajem kajaków czy lekcje gotowania. W zasadzie plan wycieczek różnych biur podróży jest taki sam, a przynajmniej bardzo zbliżony – odbiór z hotelu w Hanoi,  zakwaterowanie na łodzi, wypłynięcie „w głąb” zatoki, zwiedzanie jednej z jaskiń, lekcje gotowania, tai-chi (dwie ostatnie są często dodatkowo płatne), a następnego dnia powrót do portu. I wszystko byłoby ok, gdyby nie wiele z początku niezauważalnych szczegółów. Wycieczki w swojej cenie zazwyczaj zawierają wyżywienie, ale już niestety nie ma do posiłków darmowych napojów. Wiele dodatkowych atrakcji trwa zaledwie kilka minut, a cała reszta dnia po prostu polega na leżakowaniu w upale na zatłoczonym tarasie. Co chyba jest największym minusem tego rodzaju podróży… płacimy sporo pieniędzy za to, by przez godzinę płynąć wśród wielu innych wycieczek rdzewiejącą łodzią (nie mającą nic wspólnego z tą widniejącą w katalogu) pomiędzy pięknymi wyspami i wysepkami skalnymi, a po tym czasie po prostu stanąć… i już. To właśnie z tą uwagą spotkaliśmy się najczęściej. I ona właśnie nas odstraszyła. A w zasadzie nie sam fakt postoju, tylko jego charakter – pośród dziesiątek innych łodzi, pośród śmieci i zapachu spalin… Nie, to z pewnością nie to…

Postanowiliśmy sprawdzić czy internet oferuje może jakieś alternatywne wycieczki, które wniosą więcej do tego co oferują nam na miejscu. Niestety, nie było żadnej różnicy. Booking czy inne podobne strony za minimum 700 zł za dwie osoby oferują nam taki sam plan jak opisany powyżej. Ba! Nawet trafia się limitowana klimatyzacja w pokoju (przy 40 stopniach?!), czy nawet dodatkowe opłaty za wodę mineralną. To już zdecydowanie za dużo…

Czy istnieje zatem rozsądne wyjście z tej sytuacji?

Dla nas tak. I bardzo byliśmy zadowoleni z naszego pomysłu, który kosztował nas maksymalnie 380 zł za transport z Hanoi do Ha Long, podróż promem po zatoce, nocleg na jednej z wysp, a następnie podróż wodolotem do Hai Phong (stamtąd mieliśmy samolot do Da Nang). Oczywiście w cenę wliczamy też wszystko to co wydaliśmy na obiady, kolacje i napoje na miejscu.

Jak zacząć? Polecamy najpierw znaleźć miejsce noclegowe na jednej z wysp. My wybraliśmy Cat Ba. Nie ukrywamy, że zabraliśmy się dość późno za organizowanie czegokolwiek i ilość obiektów była już mocno ograniczona. Wybraliśmy jako punkt docelowy Cat Ba Beach Resort. Wynajęliśmy najtańszy bungalow, który obecnie nie jest już dostępny, a kosztował nieco ponad 200 zł za noc. Obecnie dostępne są już wyższej klasy domki za 280 zł. Może to i dużo, ale pamiętajmy wciąż o cenie rejsów zorganizowanych. Oczywiście opcji niskobudżetowych jest znacznie więcej. Planując swój wyjazd nieco wcześniej będzie możliwość wyboru tańszego miejsca. Odpowiadają Wam hostele? Możecie spać już za 23 zł za pokój – klik! Opcji jest sporo.

Z Hanoi do Ha Long dojechaliśmy autobusem za 120 tys. VND (ok. 19 zł za osobę). Prawie 170 km mieliśmy pokonać w 3 godziny. Niestety, drogi w Wietnamie, ilość nieplanowanych postojów czy wypadków na drodze jest tak duża, że czas wydłużył się o kolejne 3 godziny i nocą dotarliśmy na miejsce. Na szczęście mieliśmy zarezerwowany nocleg w Ha Long…

Autobus jadący do Ha Long odjeżdża z dworca Nha Hang

Rankiem udaliśmy się na prom przewożący lokalną ludność na wyspę Cat Ba. Koszt biletu to 70,000 VND czyli ok 7 zł. Prom wyruszył o określonej godzinie i sprawnie poruszał się wąskimi korytarzami pomiędzy wyspami.

Nasz prom płynący z Ha Long do Cat Ba

 

Było to naprawdę wspaniałe przeżycie… Rejs trwał około półtorej godziny. Początkowo obawialiśmy się jak przy chorobie morskiej uda się przetrwać ten czas, ale tu kolejny plus dla takiej organizacji wyprawy – w ogóle nie da się odczuć tego, że poruszamy się po wodzie. Przez ten cały czas mijaliśmy maleńkie i dość spore skalne wyspy, widzieliśmy żyjących na pływających platformach, łodziach ludzi (całe rodziny, żyjące z psami na przestrzeni kilku metrów kwadratowych…). Nie widzieliśmy za to żadnych statków pełnych turystów, śmieci czy czegokolwiek co zakłócało by odbiór tego przepięknego miejsca. Byliśmy my (oraz kilkoro innych turystów), zatoka, palące słońce, wiatr i wszechobecny spokój.

Po dotarciu do portu na Cat Ba należy skorzystać z lokalnego busa, który dowiezie nas do centrum wyspy. Przejazd trwa ok 20 minut i kosztuje 20 tys VND czyli jakieś 3 zł. Z centrum ok 30 minut szliśmy do naszego resortu. W tym upale, z plecakami było to dość irytujące ale warte zachodu, ponieważ miejsce w którym resort się znajduje jest przepiękne… z resztą sami zobaczcie….

Widok na resort
Niestety, telefon nie udźwignął piękna krajobrazu 😉

Na miejscu istniała możliwość skorzystania z kajaków (godzina). Polecamy bardzo ponieważ można na spokojnie zwiedzić okolicę wyspy. Jeśli ktoś nie boi się daleko płynąć w za dużej kamizelce ratunkowej na dmuchanym kajaku 😀

Ponadto w cenę pokoju wliczone było także śniadanie i bilet wstępu do fortu, którego nie mogliśmy wykorzystać ze względu na ograniczony czas pobytu.

Bungalow, w którym mieszkaliśmy.

Raz jeszcze – miejsce urocze, totalnie świetnie położone, plaża do własnej dyspozycji, ceny w restauracji takie jak w innych wietnamskich miastach. Niestety nasz pobyt był bardzo krótki… Zdecydowanie za krótki i mamy nadzieję naprawić ten błąd przy następnej wizycie. Hotel oferował darmowy transport do centrum wyspy, skąd odpływały łodzie i wodoloty do Hajfong. Wybraliśmy opcję szybkiego transferu wodolotem (ok. 1,5 h) za 160 tys VND (ok. 30 zł) za osobę.

Centrum Cat Ba

Podsumowując…

  • transport Hanoi Ha Long 40 zł
  • transport promem na wyspę 14 zł
  • transport wgłąb wyspy 6 zł
  • nocleg  200 zł (w cenie śniadanie, drink powitalny, bilet do fortu – oszczędność 80tysVND/2 os., kajaki i rowery do wypożyczenia)
  • wyżywienie 60 zł
  • transport do Hai Phong 60 zł (podobnie do opcji powrotu do Hanoi)

Łącznie 380 zł za dwie osoby.

Wycieczki zorganizowane kosztują minumum 800 zł bez dodatkowych kosztów, które zmuszeni jesteśmy ponieść jak napoje, dodatkowe atrakcje, podatki itp.

Zaoszczędziliśmy zatem ponad 400 zł! Jeśli wcześniej znajdziecie nocleg z pewnością uda się jeszcze obniżyć koszty. Ale przede wszystkim… przy takiej organizacji można w taki sposób, w jaki chcemy cieszyć się pięknem cudu natury jakim jest zatoka Ha Long.  Bo jest to wspaniałe miejsce, wbrew wszystkim opiniom!

Spróbujcie naszego sposobu, z pewnością Wam się spodoba i nie zrujnuje budżetu!

Wietnam – informacje praktyczne

Wietnam… Jaka jest pierwsza Wasza myśl związana z tym krajem? Kiedy postanowiliśmy polecieć do tego kraju i opowiedzieliśmy o tym naszym bliskim widzieliśmy zdziwienie i pewną niepewność w ich oczach. Podróż poślubna w Wietnamie?! Na takie „wydarzenie” bardziej pasowała by jakaś Dominikana, Majorka, Las Vegas, Palmas czy inne Gran Canarie. A my tu jakiś Wietnam… Koniec Świata prawie!
Nikt poza nami nie był zadowolony. Po pierwsze, podróż poślubna miała miejsce w czasie, kiedy to powinniśmy być zajęci pracą (znalezieniem jej i aktywną realizacją powierzonych zadań). Pracy nie mamy do tej pory (ehh, ten przekorny los!) a wyjazd wspominamy wspaniale. Po drugie, jak wspomniałam wyżej, było to związane z samym faktem wyboru takiej destynacji. Wietnam to kraj, który kojarzy się bezpośrednio z wojną. Miała ona miejsce wcale nie tak dawno, ponieważ są miejsca, w których jej ślady są wciąż widoczne. Do tej pory zabrania się przemierzania dżungli bez przewodnika, ze względu na zagrożenie wybuchem min. Amerykanie nie mają w tym kraju łatwo. Poza tym, są miejsca, w których turysta jest wciąż dziwnym zjawiskiem. Nawet bardzo dziwnym, szczególnie, gdy jest dwumetrowy. Choć śmiałości do robienia sobie z owym dziwadłem zdjęć, tubylcy nie mają, jak miało to miejsce w Indonezji. Generalnie Indonezja to kraj znacznie bardziej turystyczny i łatwiejszy do podróżowania. Przede wszystkim jeśli chodzi o porozumiewanie się z mieszkańcami. W Wietnamie po angielsku można się „dogadać” w hotelach i kawiarniach czy barach, jednak tylko sieciówkowych. Częściej przyda nam się język migowy.
Jednak zanim przyjdzie nam się o cokolwiek wykłócić czy wyprosić, wypadało by się w miarę sprawnie do tego kraju dostać.

Naszą podróż poślubną zaczęliśmy planować w marcu. Jest to bardzo dobry czas, ponieważ linie lotnicze oferują wówczas ciekawe promocje. Jak co roku trwa istna „bitwa” o pasażera linii Qatar Airways oraz Emirates Airline Dobrze, że owa rywalizacja ma miejsce, gdyż mamy możliwość naprawdę bardzo szerokiego wyboru miejsc docelowych. Początkowo myśleliśmy o Indonezji, w której się zakochałam, ale z drugiej strony ciągnęło nas do nowego. W Tajlandii odstraszała nas pora deszczowa, która we wrześniu panuje w tym rejonie. Podobnie sytuacja wygląda na Filipinach. Został nam zatem Wietnam, który dodatkowo był najtańszy. Wybór był oczywisty.

Samolot
Lot z Warszawy do Hanoi przez Dohę i Bangkok kosztował nas 1399 zł za osobę w dwie strony. Podróż trwała niespełna 18 godzin, łącznie z przesiadkami. Samolot, którym lecieliśmy oferował system rozrywki, co znacząco umilało podróż. Nikodem zakochał się w kamerkach umieszczonych na ogonie, podwoziu i czole samolotu, z których obraz można było na bieżąco śledzić na ekranie. Musiał on widzieć więcej niż ja, ponieważ był zafascynowany tym przez całą, ponad 6-cio godzinną drogę z Bangkoku. Mi znudziło się po kilku minutach… Wolałam przyłożyć głowę do poduszki i spać. Linie lotnicze zapewniają na czas trwania podróży pakiet, w którego skład wchodzą poduszka, koc oraz dodatkowe akcesoria (szczoteczka, zatyczki do uszu, skarpetki, itp.). Ponadto całkiem przyzwoite wyżywienie i darmowe napoje (bez- oraz alkoholowe).
Po kraju poruszaliśmy się również drogą powietrzną. Jakże inaczej – zawsze lubimy być ponad chmurami 😉 Korzystaliśmy z usług narodowego przewoźnika, jakim jest Vietnam Airlines. Do przebycia mieliśmy ponad 800 km (Hoi Ann – Danang). Podróż autobusem czy pociągiem była tańsza, jednak przy krótkim czasie, jakim dysponowaliśmy skorzystanie z tego rodzaju środków transportu byłoby ryzykowne. Lot w dwie strony kosztował nas około 150 zł za osobę. Autokar na tej trasie kosztuje niewiele mniej, jednak czas dotarcia na miejsce jest znacznie krótszy.
Na rynku Wietnamskich przelotów funkcjonuje także VietJet Airlines. Ceny są niskie, jednak należy doliczyć do nich cenę za bagaż, przez co nie wybieraliśmy ich usług. Z dużym plecakiem cena przewyższała ofertę lokalnego przewoźnika.

Autobusy
Mięliśmy też okazję na własnej skórze przekonać się jak działa rynek usług naziemnych. Ze stolicy do słynnej zatoki Ha Long postanowiliśmy pojechać autobusem. Bilet nie był drogi, ponieważ ok. 130 km pokonaliśmy za ok 20 zł. Nie jest źle. Przewidywany czas przejazdu – 3 godziny. Ok, jest to do zaakceptowania. Jak na tamtejsze warunki…. Jak bardzo cieszyliśmy się, że nie mieliśmy niczego zaplanowanego tego dnia… podróż trwała ponad 6 godzin!!
Należy pamiętać, że w krajach azjatyckich zmierzch zapada dość szybko. W Wietnamie prawie punktualnie o 18 robi się ciemno. Choć to dziwne, po 17 wciąż jest pięknie i słonecznie, jednak chwilę później jest po prostu ciemno. I niezbyt przyjemnie, ponieważ poza centrami miast nie ma ulicznego oświetlenia, a chodniki w ogóle nie istnieją.
Do dworca autobusowego w stolicy (obsługującego dalsze trasy) dostaliśmy się autobusem podmiejskim. Koszt przejazdu to 1,5 tys VND za osobę (ok. 30 groszy przy obecnym kursie równym 0,00018). Przejazd autobusem z lotniska do centrum to już kwota 4 tys VND, czyli niespełna 80 groszy… Ceny komunikacji miejskiej są stałe- niezależne od narodowości 😉 dlatego są tak niskie. Ceny za przejazd komunikacją miejską są widoczne na szybach pojazdów. Komunikacja miejska, którą jest w stanie ogarnąć turysta funkcjonuje tylko w stolicy.

W Danang oraz Halong podjęliśmy próbę poruszania się tym rodzajem transportu. Niestety, informacje o trasach i numerach interesujących nas busów, które znaleźliśmy w internecie w ogóle się nam nie przydały. Busy często zmieniają trasę. Po angielsku nie mówi nikt, więc nikt nam nie wytłumaczy przyczyny oraz miejsca nowego postoju. Za to taksówkarze wytłumaczą nam wszystko. Nie wiem jak oni to robią, ale ostatecznie zawsze przekonują nas, że nie mamy innego wyjścia i wybieramy ich usługi…

Taxi
Między miastami położonymi w niewielkiej odległości od siebie poruszaliśmy się taksówkami. Chyba, że odległość była większa niż 25 km, wówczas decydowaliśmy się na autobusy. W zasadzie, taka sytuacja była jednorazowa i wspomniana powyżej. Poza tym zdawaliśmy się na taxi. W Wietnamie im mniejsza taksówka tym niższy koszt przejazdu, dlatego też nie należy się poddawać i pozostawać przy swoim wybranym samochodzie, bo inni kierowcy, z większych aut, będą nas przekonywać, że to małe nas na pewno nie dowiezie… 😉 Cena początkowa jak i za każdy kilometr jest różna i zależy także od miasta. W stolicy taki rodzaj przemieszczania się był tańszy, niż w pozostałych miastach, które odwiedziliśmy. Za to w pozostałych miastach nie mięliśmy innego wyjścia. Dokładnych cen za przejazd nie pamiętamy, przyznajemy się, jednak mniej więcej ceny zbliżone są do tych w Polsce. Największym plusem taksówek jest klimatyzacja. To w tak gorących krajach naprawdę cudowny wynalazek.

Taxi zdjęcia nie mamy – tu widoczne na drugim planie. Niemniej jednak na pierwszy rzut oka wiać, jaki rodzaj transportu zdominował wietnamskie drogi.. 😉

Żywność – ceny
Po pierwsze, należy ustalić na czym nam zależy. Czy chcemy po prostu napełnić puste brzuszki i uciekać, czy delektować się jedzeniem i atmosferą i chwilę odpocząć. Jeśli to pierwsze, to można zdecydować się na uliczne jedzenie, bądź niewielkie budki odwiedzane przez lokalnych. Prawdę powiedziawszy… nas zapachy odstraszały. Naczytaliśmy się, że jedzenie w takich przybytkach jest najlepsze, że najsmaczniejsze i najtańsze. Jednak, co zrobić jeśli po prostu zapach stwarza barierę nie do przekroczenia? My nie oszczędzaliśmy aż tak bardzo i zdecydowaliśmy się na miejsca ciut bardziej wyglądające na restauracje. Nie ukrywamy, że często stołowaliśmy się w hotelach. Szczególnie po zmianach miejsc pobytu – w niektórych miejscach trudno było znaleźć otwarty po 18 bar. Więcej co i gdzie napiszemy przy omawianiu poszczególnych, odwiedzonych przez nas miast. Ceny są różne. Bardzo tanie są wszelkiej maści napoje w restauracjach. Piwo lokalne jest tanie, importowane droższe. Najtańsze jest to „pędzone” przez mieszkańców. Z wybieranych przez nas potraw większość stanowił ryż/makaron z kurczakiem/wołowiną/krewetkami. Ceny drobiu, wołowiny i owoców morza nie różnią się od siebie znacząco. Zazwyczaj ryż czy makaron kosztował nas od 100 do 140 tys. VND, czyli od 18 do 25 złotych. Zatem wcale nie tak tanio. Musimy się jednak liczyć z faktem, że jeśli nie mówimy po wietnamsku, to trudno nam będzie znaleźć coś w niskiej cenie. Generalnie 50 zł to cena za obiad dla dwóch osób (dwa posiłki plus dwa napoje).
O cenach noclegów będziemy pisać na bieżąco przy omawianych przez nas miastach.

Kiedy pojechać
Wietnam można podzielić na północny i południowy. My odwiedziliśmy ten północny, w którym od kwietnia do października trwa pora sucha, innymi słowy lato. Mówi się też, że w Wietnamie północnym pory roku odpowiadają znanym nam. W górach panuje czasami temperatura bliska 0. Ale musielibyśmy wejść bardzo wysoko by poczuć chłód 😉 W tym kraju znacznie częściej spotkamy się z tropikalnymi warunkami. Choć my byliśmy tam w połowie września i już zaczęły pojawiać się dni deszczowe w stolicy. W Danang, który znajduje się w połowie tego kraju również panowała przyjemna pogoda. W dniu przylotu spotkaliśmy się z ogromną ulewą, która trwała do następnego dnia. Później jednak towarzyszyło nam już bezchmurne niebo i słońce. Temperatura, która panowała w Wietnamie to około 30 kilku do 40 stopni. Wilgotność, która panuje w tym kraju jest jednak na tyle wysoka, że temperatury te odczuwa się znacznie dotkliwiej. Wręcz niekiedy męcząco… Czasami ma się wrażenie, że trudno złapać powietrze. Wietnam południowy dzieli się na porę suchą i deszczową i są one wymienne z tymi w części północnej.

Co zabrać i o czym pamiętać?

Na pewno należy zabrać kilka przewiewnych i oddychających koszulek. Przyda się coś, co zakryje nam ramiona i głowę. Choć słońce często chowa się za chmurami, to nie znaczy, że nie zrobi nam krzywdy. Wystarczy spojrzeć na mieszkańców – oni zawsze pamiętają o ochronie przed słońcem nosząc obszerne kapelusze. Dziwił nas widok kobiet poruszających się na motorach ubranych w kombinezony chroniący prawie każdy centymetr ciała. Po czasie zrozumieliśmy jednak jak ważna jest ochrona skóry przed słońcem. Jeśli ma się je na co dzień- szkoda wydawać fortunę na kremy z filtrem.

Poza tym coś ciepłego (bluza, polar, sweterek) przyda się nam na podróże samolotem czy czas koczowania na lotnisku, gdzie działa klimatyzacja. Mały plecak, który będziemy ze sobą zabierać na wyprawy zarówno w mieście jak i gdzieś dalej, a w nim – płaszcze foliowe przeciwdeszczowe- koniecznie, bardzo przydatne, woda mineralna pod ręką również. Przy wysokiej wilgotności nie odczuwa się pragnienia, a w tak wysokich temperaturach szybko można się odwodnić. Spray na komary opłaca się kupić na miejscu. Myśmy mięli jeszcze zapas z Indonezji. Żel antybakteryjny w Wietnamie na pewno się sprawdzi. Jeśli chodzi o apteczkę – przydadzą się z pewnością wapno (kilka razy coś mnie ukąsiło i sprawdziło się idealnie), środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe zawsze zabieramy ze sobą (aspiryna i ibuprom), podobnie jak coś na gardło, na problemy żołądkowe i lokomocyjne, plastry i wodę utlenioną w żelu. Chyba nic innego co jest konieczne na ten moment nie przychodzi mi do głowy.
Szczepienia, które wykonaliśmy na wyjazd do Indonezji są wciąż aktualne. Polecamy zatem zaszczepić się na WZW A, tężec, błonicę, oraz dur brzuszny.
Aby móc podróżować po Wietnamie konieczna jest aktualna wiza. My dwa tygodnie przed wylotem postaraliśmy się o promesę wizową. W internecie łatwo jest znaleźć biura specjalizujące się w pośrednictwie, które zrobią za nas prawie całą robotę. Wystarczy skan paszportu i wpłata ok. 70 zł. Z promesą wizową, którą otrzymujemy z powyższego biura lecimy do Wietnamu. Tam na lotnisku musimy ubiegać się w specjalnym okienku o wizę. Kilka minut i już pełnoprawnie możemy przebywać na terytorium kraju. Sama wiza to koszt 25$.
Mamy nadzieję, że powyższe informację są dla Was przydatne. Być może kolejne posty również zachęcą Was do podróży do tego niezwykłego kraju.