Podsumowanie kosztów podróży na Ukrainę

Dzisiaj ostania część naszego Ukraińskiego cyklu. Chcieliśmy Wam dokładnie rozpisać nasze koszty poniesione podczas wyjazdu 🙂

Start – 18 września 2012

  1. Nocleg w schronisku „Ślązaczek” w Katowicach: 30 zł
  2. Lot Katowice – Kijów „Wizzair” 200 zł
  3. Nocleg w Kijowie w „Homelike Hostel” 24 zł
  4. Lot Kijów – Symferopol „Wizzair” 88 zł
  5. 2 noclegi w Teodozji w „Italian Countryard” 77 zł
  6. 2 noclegi w Sudaku w „Guest House Edem” 44 zł
  7. Nocleg w Jałcie w hotelu „Crimea” 43 zł
  8. Pociąg Symferopol – Lwów 56 zł
  9. Nocleg we Lwowie w „TsisaR Bankir Hotel” 35 zł
  10. Lot Lwów – Wrocław „Eurolot” 149 zł

Razem 749 zł

Plus koszty dodatkowe typu jedzenie przejazdy komunikacją,
taxi etc. +- 250 zł

Razem 1000 zł

Myślę, że to uświadamia, że taki wyjazd na prawdę nie musi być bardzo drogi. Jeśli taką imprezę organizowałoby biuro podróży z pewnością kosztowałaby ona kilkakrotnie więcej.

Nie bójmy się przygód! 🙂

The best of Ukraine, vol.3

Drogę (do Jałty) przebyliśmy busem, w którym spotkaliśmy kilkoro polaków. To była chyba najtrudniejsza podróż-niewielkim autobusem, wypchanym po brzegi, przegrzanym, wśród kłócących się o każdy szczegół Ukrainek. Już na miejscu poszukaliśmy hotelu, który okazał się być dla nas niespodzianką. Jego nazwa, sugerowała, że będzie to miejsce, w którym obowiązują jakieś standardy. Okazało się jednak, że nawet robaki nie mają w tym miejscu żadnych zasad i gonią się wśród gości hotelu po nocnych stolikach… Był to najtańszy nocleg, więc nie mogliśmy narzekać. Szybko wyruszyliśmy do portu, który znajdował się 5min od wspomnianego miejsca noclegu. Stamtąd statkiem wybraliśmy się w rejs do Jaskółczego Gniazda i dalej po wodach morskich, by podziwiać wybrzeże z tej drugiej strony. Po powrocie do punktu wyjścia zjedliśmy posiłek, by nabrać sił na wycieczkę po mieście.

 Nadmorski deptak w Jałcie

Ceny w Jałcie są dużo wyższe, czyli mniej więcej takie jak nad Bałtykiem. Po dość trudnej nocy, udaliśmy się do Symferopola. Jechaliśmy trolejbusem, który pokonuje najdłuższą na świecie trasę. 2,5 godzinna podróż kosztowała nas ok.5zł. W Symferopolu dotarliśmy na dworzec kolejowy, który jak wszystkie w tamtych rejonach, jest po prostu piękny. Z tego miejsca, w godzinach popołudniowych czekał na nas pociąg do Lwowa. Jest to najtańszy sposób przemieszczania się po Ukrainie, stworzony na kształt rosyjskiej kolei transsyberyjskiej. By podróż nie zdarła z nas skóry, ale także by dostarczyła nam niezapomnianych wrażeń wybraliśmy opcję plac karty. Jest to miejsce na kuszetce w 50 osobowym wagonie, na której spędziliśmy kolejnych 25 godzin. To doświadczenie jest jednym z milej wspominanych przez nas w czasie całej podróży. Obserwowaliśmy panujące tam zwyczaje, które były dla nas fascynujące. Prowadnik, który zbierał nasze bilety, by oddać je nam wraz z pościelą, która przysługuje każdej osobie. Tuż po starcie pasażerowie rozpakowywali swoje torby wyciągając z nich mnóstwo jedzenia i napojów. Każdy był w każdym calu przygotowany do tej długiej podróży. Nasze posiłki były skromne w porównaniu do pęt kiełbas i zakąsek współtowarzyszy, ponieważ mieliśmy tylko kilkudniowy chleb i konserwy.

Ukraiński pociąg

Poznaliśmy tam wielu wspaniałych ludzi, z którymi wymienialiśmy poglądy dotyczące zarówno Ukrainy jak i Polski. Po całodobowej podróży trudno było się z nimi rozstawać. Dotarliśmy do Lwowa. Miasta, które wielu krajan darzy ogromnym sentymentem, w którym wychowało się wielu znakomitych polaków. Mnie ono od zawsze będzie kojarzyć się z ciepłą atmosferą, otwartością mieszkańców i chałwą. Mięliśmy bardzo niewiele czasu na jego zwiedzenie. Zdążyliśmy tylko zobaczyć  lwowska Operę, Uniwersytet Lwowski, Katedrę łacińską pw.NMP, a po spacerze starówką wybraliśmy się na targowisko, na którym zaopatrzyliśmy się w chałwę i pamiątki z wyprawy. Następnie wróciliśmy do hotelu, aby pogodzić się z wizją końca naszego pobytu w tym pięknym miejscu, a także by wypocząć przed lotem powrotnym do Polski.

 Pożegnanie ze Lwowem i Ukrainą

Ukraina to kraj pełen tradycji, z którymi ścieramy się na każdym kroku. To także doskonała, prosta kuchnia, która towarzyszyła nam każdego dnia pobytu. Wspaniałe pierepiczki jedzone w Kijowie, czebureki kosztowane i oceniane przez nas w każdym miejscu półwyspu krymskiego, samsy, czyli małe pieczone w ceramicznych chlebach bułeczki, które jeszcze ciepłe trafiały w nasze ręce. We Lwowie jedliśmy w Puzatej Chacie, restauracji, która oferuje szereg potraw z ukraińskiego menu.  Oczywiście kosztowaliśmy takich dań jak pierogi czy barszcz ukraiński, które wszystkim kojarzą się z tym krajem. Wszystko to popijaliśmy kwasem chlebowym. Należy zaznaczyć, ze nie da się porównać go z tym, który kupujemy w Polsce w plastikowej butelce. Tradycyjny, ukraiński jest wyśmienity. Nie odmawialiśmy sobie także pysznych lokalnych win, czy piw- w rozsądnych ilościach. Nie można zapomnieć także o lodach, które na stałe włączyły się w nasze deserowe wyjazdowe menu. Również były wyśmienite.

Przez swoją historię każde miasto ma niepowtarzalny charakter. Również w tym miejscu, zależało nam na tym jak najwięcej zobaczyć ale także poszerzyć  swoją wiedzę na temat kultury, ludzi i ich obyczajów. Prawdę powiedziawszy nie było to trudne. Ukraińcy to ludzie bardzo otwarci na Polaków, są życzliwi, pomocni i chętnie dzielą się opowieściami, a sami też wielokrotnie są złaknieni informacji o życiu przyjezdnych. Dlatego naprawdę warto odwiedzić to miejsce, by na własnej skórze przekonać się o jego niezwykłości. Na pewno będziemy tam zawsze mile widziani.

Czas spędzony na Ukrainie miło wspominamy do dziś.
Na pewno tam wrócimy 🙂

The best of Ukraine, vol. 2

 Poranny lot do Symferopola
Następnego dnia, wraz ze świtem wyruszyliśmy w podniebną podróż do Symferopola, która kosztowała nas tyle, co bilet TLK na trasie Bydgoszcz-Poznań. Stamtąd ruszyliśmy w autobusem w drogę do Teodozji. Jest to niewielkie miasteczko krymskie, słynące ze znajdującego się w nim portu, a także twierdzy genueńskiej, której pozostałości wznoszą się nad brzegiem Morza Czarnego.  Również w okolicy możemy zobaczyć wiele cerkwii ormiańskich. Także w Teodozji  znajduje się drugie na świecie muzeum Lotniarstwa i Paralotniarstwa. Po wygrzewaniu się na rozgrzanym słońcem piasku i odwiedzeniu wszystkich tych wspaniałych miejsc powróciliśmy do hotelu. Świetne warunki, wspaniała lokalizacja i przemili właściciele, a koszt noclegi wyniósł zaledwie 33zł. Kolejny dzień również upłynął na zwiedzaniu lokalnych atrakcji, smakowaniu lokalnej kuchni oraz spacerach po  straganach z rozmaitościami.
Kebaby, burgery i inne propozycje kulinarne na deptaku w Teodozji

Dzień zakończyliśmy lokalnym spacerem przy zachodzącym słońcu i kosztowaniem lokalnego wina siedząc na pomoście, na którym zebrali się rybacy na wieczorny połów. Kolejnego dnia przemieściliśmy się do Sudaku. Z racji tego, że przegapiliśmy poranny autobus, pojechaliśmy wraz z mężczyzną, który zarabia wożąc turystów do określonych miast i z powrotem. Za 55km trasę zapłaciliśmy po 20zł. Warto jest przemierzyć tę trasę w ten sposób, ponieważ nie ominą nas cudowne widoki wzgórz, winnic, roztaczających się po obu stornach drogi.  Sudak, jak chyba wszystkie miasta Krymu jest bajecznie piękny. Przepiękne, kamieniste plaże rozciągające się wzdłuż spokojnego morza, otoczone pięknymi wzgórzami naprawdę zapierają dech w piersiach. Na jednym z nich wznosi się kolejna na wybrzeżu twierdza genueńska, która świetnie się zachowała do dnia dzisiejszego.

Przy twierdzy w Sudaku

Mimo wrześniowej pory Krym wciąż pełen jest turystów i miejscowych plażowiczów, którzy napotkanym obcokrajowcom proponują ekskursje do pobliskich miejscowości. Wieczór upłynął nam na zwiedzaniu miasta. Najbardziej zachwycił nas targ z owocami i warzywami, a także przyprawami. Piękne, kolorystyczne połączenie, które cieszyło oko a po zakupieniu i skosztowaniu różnorodnych owoców także i podniebienie. Zakupiliśmy też  gorące  placki wypiekane na miejscu w wielkim, murowanym piecu, na oczach potencjalnych klientów. Następnym elementem ukraińskiej wyprawy była wycieczka do Nowego Światu. Wypoczęci po dobrze przespanej nocy wyruszyliśmy marszrutką wlekąc się drogą pędzącą niczym wstążka wśród wzgórz i wzniesień. Nowy Świat jest miejscem znanym z produkcji win musujących. To tam powstają słynne w naszym kraju „szampany” Sowietskoje Igristoje. Po wizycie w muzeum tego trunku wybraliśmy się na plażę. Brzegiem morza prowadzi wykuta w skałach „Carska Ścieżka” ( inna nazwa – ścieżka księcia Golicyna). Wiedzie ona do wielu przepięknych miejsc. Niezwykle widokowa ścieżka prowadzi przez Grotę Szaliapina , Przylądek Kapczik , Zbójnicką Zatokę, Błękitną Zatokę z niezwykle malowniczą słynną Carską Plażą .

Widoki w Nowym Świecie
Nowy Świat jest interesującym kurortem również ze względu na ceny. Kawa, czy piwo w restauracji na samej plaży, wznoszącej się nad słonymi wodami była połowę tańsza niż w kawiarence na warszawskim dworcu. Powrót do Sudaku, również marszrutką  i ostatni spacer po tamtejszym wybrzeżu. Wieczory zaczęły się robić chłodne wiec szybko wróciliśmy na nocleg, by następnego dnia wyruszyć do najbardziej rozsławionego na całym Krymie kurortu-Jałty.
Już za tydzień trzecia część naszego cyklu!

The best of Ukrainie vol.1

Zaczynamy nowy cykl na blogu. Co tydzień będziemy wrzucać nową część opowiadania-reportażu z naszego wyjazdu na Ukrainę, który odbyliśmy we wrześniu 2012 roku. Będzie w nim wiele ciekawych, a przede wszystkim praktycznych opowieści z naszej wyprawy.
Dzisiaj część pierwsza, o tym jak w ogóle dotarliśmy do tego pięknego kraju 🙂
 Kijów
Podczas gdy nasi koledzy i koleżanki biegają po biurach podróży i wykupują wycieczki do Egiptu czy Chorwacji, my z Nikodemem obmyślamy plan naszej wrześniowej wyprawy. Wszystko po to, żeby te wakacje były wyjątkowe i niezapomniane, ale także po to, by podczas letniego szaleństwa nie pozbawić się resztek pieniędzy ze studenckiej kieszeni. Chcemy udowodnić wszystkim, że można wyjechać na długo, do miejsc „egzotycznych”- odmiennych od tych, które znajdziemy nad polskim morzem, ale za podobną kwotę. Początkowo przeglądaliśmy oferty w naszych polskich kurortach, jednak koszt 4 dniowego wyjazdu wydawał się nazbyt wysoki. To skłoniło nas do poszerzenia poszukiwań i wykroczenia poza ojczyźniane granice. Zaczęliśmy więc od poszerzenia wiedzy w Internecie. Mięliśmy już kilka pomysłów i perspektyw, jednak chcieliśmy jak najdokładniej rozeznać się w kosztach i tak zwanych atrakcjach turystycznych. W końcu padło na Krym. Rozpoczęliśmy od tego, jak się tam dostać. Najważniejsze kryterium-tanio. Nikodem, specjalista od znajdywania tanich biletów lotniczych (oczywiście tanich linii), wyszukał nam bilet z Katowic do Symferopolu, żeby było taniej- przez Kijów. Takim oto sposobem do naszego podróżniczego planu wpadło dodatkowe, ale jakże cudowne miasto. Podczas, gdy nasi znajomi pakowali klapki do swoich walizek, my szykowaliśmy buty trekingowe i wygodne ubrania do podróżniczych plecaków. Przecież nie będziemy podwożeni autobusami z miejsca na miejsce, nie będziemy leżeć na leżakach przy basenie każdego dnia. Nas czeka prawdziwa wyprawa! Pierwszą noc, tuż przed wylotem spędziliśmy w schronisku młodzieżowym Ślązaczek w Katowicach. Był to najdroższy nocleg z całej naszej wyprawy i wyniósł on 30 zł od osoby.
 Schronisko PTSM Ślązaczek w Katowicach
O godzinie 10.00, dnia 18go września z  zapakowanymi po brzegi plecakami wyruszyliśmy na Katowickie lotnisko. 230 minut później byliśmy już na Ukrainie.
 Terminal A Portu Lotniczego Zhuliany w Kijowie
Jej stolica, pełna monumentalizmu i charakterystycznych zabytków przywitała nas ciepłą i przyjemną jak na wrzesień pogodą, można powiedzieć optymalną. Rozpoczęło się nasze zwiedzanie. Na początku widzieliśmy stadion, na którym odbywał się finał EURO2012. Następnie zasmakowaliśmy w lokalnych przysmakach, które znaleźliśmy przy Placu Niepodległości. Pierepiczki i kwas chlebowy są najlepszą rzeczą jaką dane nam było jeść na ukraińskiej ziemi. Był to naprawdę porządny obiad za zaledwie 4zł. Z pełnym brzuszkiem a więc szczęśliwi wyruszyliśmy na dalsze zwiedzanie.
Pierepiczki i kwas chlebowy na Placu Niepodległości
Niewielkimi, pięknymi uliczkami, pełnymi lokalnych sprzedawców oferujących swoje wyroby rękodzielnicze. Dotarliśmy na wzgórze na którym znajdowała się  cerkiew Świętego Andrzeja. Z niej rozciągała się przepiękna panorama na to majestatyczne miasto.  Ten widok zainspirował nas do dalszych poszukiwań cudownych miejsc, których do końca naszego pobytu na Ukrainie nie brakowało. Z racji dość późnej pory, zmuszeni byliśmy do wyselekcjonowania miejsc, które chcieliśmy odwiedzić. Kierując się do miejsca spoczynku widzieliśmy Sobór Mądrości Bożej,  a  także Złotą Bramę, która jest fragmentem monumentalnych średniowiecznych murów miasta. To właśnie ona strzegła wjazdu do Kijowa od XI wieku.  Następnie udaliśmy się ulicą Chreszczatyk  (Хрещатик) z powrotem do Placu Niepodległości.   Po dniu pełnym wrażeń dotarliśmy na miejsce noclegu – hostel. Było to kilka pokoi wynajmowanych w domu prywatnym. Tą noc spędziliśmy w czteroosobowym pokoju, który cały był do naszej dyspozycji.
Noc w Kijowie. Jutro lecimy na Krym
Już za tydzień kolejna część naszej opowieści 🙂