Bieszczady – kilka informacji o tym pięknym zakątku Polski

Właśnie dobiegają końca nasze studenckie wakacje. W zamian za to widać już pierwsze objawy jesiennej aury. Chłodne poranki, deszczowe dni, wczesne zachody słońca, które coraz rzadziej pojawia się na niebie.  Wydaje się, że jest to czas, kiedy najlepiej jest zaszyć się w domu, pod kocem i popijać ciepłą herbatkę.  Owszem, teraz zaczyna nam brakować energii na aktywne spędzanie wolnych chwil. Jednak zapewniamy Was, że naprawdę warto się zmobilizować i któryś z takich jesiennych weekendów przeznaczyć na małą podróż. Zastanawiacie się dokąd warto pojechać? Oczywiście w góry! Bieszczady, przepiękne polskie pasma gór szeroko pokryte lasami.. Można się rozmarzyć. Wraz ze zbliżającym się chłodem pięknieje każdy metr kwadratowy tych terenów. Przebarwiają się liście drzew, ciemnieją trawy, wszystko daje nam przepiękny krajobraz, który na długo pozostaje w pamięci.

Każdy wyjazd łączy się z kosztami, mniejszymi lub większymi, wszystko zależy oczywiście od tego jak i kiedy zaplanujemy naszą podróż. Najlepiej jest w Bieszczady pojechać samochodem. Jeżeli mamy więc taką możliwość to zachęcamy do wyprawy w góry samochodem. Weźmy ze sobą swoich znajomych, bo naprawdę to zredukuje nasze koszty, a i droga będzie przyjemniejsza. Dzięki takiemu środkowi transportu mamy możliwość elastycznego regulowania czasu podróży. Wtedy możemy także zabrać ze sobą namiot, dzięki czemu obniżymy do minimum koszty noclegu.  Znamy także sposób na tani nocleg i dla tych, którzy wolą mniej spartańskie warunki. Przede wszystkim jednak, kiedy już znajdziemy się na miejscu jesteśmy dużo bardziej mobilni. Na własnym przykładzie możemy Was zapewnić, że w górach poruszanie się komunikacją miejską jest czasochłonne i po prostu drogie… Autobusy jeżdżą bowiem niezbyt często i za krótki przejazd płacimy nawet ok. 12zł.

Jeżeli jednak nie mamy takiej wygody to jesteśmy zdani na pociąg czy też autobus. Pierwszy sposób jest naprawdę męczący. Co prawda zależy to także od miejsca, z którego naszą podróż rozpoczynamy. Jednak zarówno z Inowrocławia jak i Bystrzycy Kłodzkiej połączenia dogodnego nie było. Z tego powodu zdecydowaliśmy się na podróż NeoBusem.( http://www.neobus.pl/ ) To polski przewoźnik, funkcjonujący na takich samych zasadach jak Polski Bus.  Dzięki niemu swobodnie możemy podróżować do wielu miast w południowej Polsce min. z Warszawy, czy Wrocławia. Nasza trasa odbyła się między Wrocławiem i Sanokiem. Z Sanoka do innych bieszczadzkich miejscowości dojechaliśmy miejskimi busami, które czasami mają jedynie dwa kursy w ciągu dnia. Dlatego już przed wyjazdem warto dokładnie zaplanować sobie cały pobyt.  Kolejną ważną sprawą jest nocleg. Najwspanialszym miejscem, w których oprócz wygodnego łóżka mamy także piękne widoki są górskie schroniska. Jest to niesamowita frajda, kiedy po długim marszu na szczyt docieramy na noclegowe miejsce, w którym możemy odpocząć, podziwiać wschody i zachody słońca, a kolejnego dnia wypoczęci wrócić na szlak. Oczywiście, są także opcje noclegów w agroturystykach, pensjonatach czy hotelach. Jednak schronisko górskie jest z pewnością najtańszą opcją, a my znamy sposób jak jeszcze bardziej można zredukować ceny za noc. Każdy może bowiem stać się członkiem Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego.  Zakładając kartę i opłacając corocznie składki mamy spore zniżki na schroniska PTTK, a także do wielu sklepów górskich, a przede wszystkim-ubezpieczenie na szlaku.  Taką kartę możemy założyć w oddziałach PTTK w wielu miastach w Polsce. Tutaj możecie znaleźć gdzie uda Wam się to zrobić: http://www.pttk.pl/oddzialy_pttk/index.php  Należy mieć ze sobą zdjęcie legitymacyjne i  16zł (opłata za wyrobienie legitymacji 6zł+10zł za składkę).

Bacówka pod Honem. Cisna.

Chatka Puchatka. Połonina Wetlińska.

Bieszczady od zawsze były postrzegane za najbardziej malownicze pasmo górskie w Polsce. I warto je odwiedzać o każdej porze roku. Po dniu wędrówki możemy wrócić do schroniska i kontemplować piękno otaczającej przyrody. Dla ułatwienia podamy Wam przydatną stronę, na której znajdziecie pięć schronisk, między którymi możecie wyznaczyć sobie trasę i planować wędrówki górskie zatrzymując się kolejno w każdym z nich. Oto ona:  http://5schronisk.bieszczady.pl/ . Kochającym górskie wędrówki polecamy także stronę Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajobrazowego http://www.pttk.pl/pttk/czlonk.php .

A tymczasem, powodzenia na szlaku!

Yapa po raz pierwszy. Na pewno nie ostatni

W ubiegły weekend pogoda była paskudna. Z wiosennych promieni słońca nie pozostał nawet ślad. Przeciwnie, padający śnieg, dokuczające na zmianę przymrozki i odwilże dały się we znaki humorom większości z nas. My znaleźliśmy jednak sposób, jak nie dać się tym wahaniom pogodowym, a co za tym idzie nastrojowym i postanowiliśmy wprowadzić do naszego życia trochę radości. Dawno temu usłyszeliśmy o festiwalu YAPA w Łodzi. Jest to studencki festiwal piosenki turystycznej. Oboje słuchamy muzyki raczej mniej popularnej, którą niektórzy traktują z lekceważeniem i niechęcią… Dlatego, że towarzyszą jej teksty z duszą? Często bardzo poważne, trafiające w samo sedno? A może to, że nie są to odgłosy dudniących w ściany basów, czy innych komputerowych tworów, a brzmienia instrumentów z duszą-gitary, skrzypiec, harmonijek…? Dla nas jest to coś więcej niż utwór płynący z głośników. To chwile na refleksje, relaks. Wiąże się z nimi wiele wspomnień. Są one ponadto doskonałymi kreacjami muzycznymi. Pełne radosnych dźwięków, szybszego tempa dodają mnóstwo energii i radości. Taka jest właśnie piosenka turystyczna. Ma nam dawać „kopa” w marszu pod górkę, wśród krętych szlaków czy długich rejsów. Ma być inspiracją i dać motywację, ale przede wszystkim umilić nam czas w wędrowaniu. Obecnie nieco zmieniły się również i te nurty muzyczne. Ale na pewno nic nie idzie tu w złym kierunku. Można by rzec, że dostosowuje się do ówczesności.

Marek Andrzejewski

Festiwal YAPA wykreował wiele wspaniałych talentów poezji śpiewanej. Większość słuchanych przez nas oboje zespołów zaprezentowało się tam w latach studenckich i zjednało ze sobą publiczność. Zaczynali od niewielkiej sceny, salki wypełnionej dwoma setkami osób, a obecnie grają na wielu scenach teatrów polskich. Nie potrzebne im były blaski fleszów, setki wywiadów do brukowców czy kompromitujące skandale, by jak najwięcej osób wiedziało o ich istnieniu. To jest prawdziwa muzyka. Ona mówi sama za siebie. Tekst, muzyka to to, co jest w niej tak naprawdę ważne. Przekaz. I jak widać nie trzeba więcej. Bo tłumy na koncertach mówią same za siebie. A wśród tych setek innych osób my. Zawsze zafascynowani i pełni podziwu dla osób, które tak pięknie władają gitarą i piórem, chwytając za nasze serca.


Dom o Zielonych Progach

Wracając do tego, jak my znaleźliśmy się na YAPIE. Niewątpliwie ten weekend był dla nas ważny z wielu względów. Wszystko to, co wydarzyło się w Łodzi dodatkowo podniosło jego znaczenie. Już tydzień wcześniej mięliśmy zakupione karnety, zamówione miejsce noclegowe. Na festiwalu piosenki turystycznej znajdzie się miejsce dla każdego. Trwa on trzy dni. W piątek odbywa się przesłuchanie uczestników konkursu, które jest kontynuowane do popołudniowych godzin w sobotę. Następnie wieczorem rozpoczyna się koncert gwiazd, który trwa do późnych godzin nocnych, czy jak kto woli-wczesno porannych. Niedziela jest dniem ogłoszenia werdyktu i przyznania nagród najlepszym. Zakończenie stanowi występ za równo laureatów jak i znanych wszystkim Yapowiczom zespołów. Cała impreza odbywa się niezmiennie w tym samym miejscu, zawsze przy pomocy wolontariuszy – studentów. Na jednej z sal w Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Politechniki Łódzkiej wokół sceny rozstawiane są drewniane ławeczki, jak te z podstawówki, kiedy to na lekcji wu-efu czołgaliśmy się na nich podczas zawodów drużynowych. I na takich oto ławkach siedzi się całe trzy dni dzielnie kibicując wybranych artystom, słuchając wspaniałych zespołów, od lad wiernych festiwalowi. Nie jest to takie łatwe, bo już po pierwszym dniu czujemy wszystkie kości, dlatego polecamy zabierać ze sobą podusię. To całkowicie ułatwi sprawę. I z rozdziawioną japą będziemy mogli szaleć wśród gwizdków, dzwonków, syren i budzików, a także wirujących nieustannie papierowych samolotów. To są właśnie tradycje Yapy. Zwyczaje nieustannie jej towarzyszące. To wszystko składa się na niesamowity klimat festiwalu. Na jego niepowtarzalność. Podczas niego jest mnóstwo chwil przepełnionych radością, szczęściem ale i tych wzruszających, w których trudno ukryć spływającą po policzku łzę. To jest to, co zawsze pozwala wierzyć, że są jeszcze miejsca i imprezy, które oprócz wspaniałej muzyki przekazują też wartości. Tam setki nieznanych sobie osób nagle jednoczą się i przez cały weekend wspólnie bawią się zarówno podczas koncertów jak i w akademikach, gdzie na każdego wędrowca czeka miejsce noclegowe w warunkach turystycznych.


Paweł Orkisz

My również z nich skorzystaliśmy i musimy przyznać, że był to niezapomniany czas. Wszystkie usłyszane historie pozostaną w pamięci na lata. A na Yapę będziemy wracać co roku. Być może już nie jako widzowie, ale jako wykonawcy konkursowi… To jest to, na czym nam teraz zależy. Zmierzyć się z innymi Artystami na scenie, która przyjęła tylu Wielkich. Zagrać dla bardzo wymagającej, ale przesympatycznej publiczności. To cel na najbliższe spotkanie w Łodzi…

Informacja praktyczna: do Łodzi dotarliśmy Polskim Busem z Poznania (15 zł od osoby), noclegi były darmowe 🙂

Kilka zdjęć pokazujących klimat:

Kasia niesie zaopatrzenie na całonocny koncert: woda mineralna i pizza od „Grubego Benka”

Tradycyjny Can Can

Kolejka do toalety

Można także kupić płyty i koszulki festiwalowych zespołów


Nasz nocleg


Nie tylko ludzie przybywają na YAPę 🙂